Drogie jedzenie na szczycie Śnieżki. Relacja czeskiego turysty obiegła internet
Relacja czeskiego turysty z wizyty na Śnieżce wywołała szeroką dyskusję w sieci. 46-letni Paweł opisał swoją wyprawę na łamach portalu seznam.cz, zwracając uwagę na ceny jedzenia w rejonie szczytu. Jak podkreślił, po wielogodzinnej wspinaczce liczył jedynie na ciepły posiłek i chwilę odpoczynku.
"Całe przedpołudnie wspinaliśmy się pod górę, wiał przenikliwy wiatr, a głód coraz mocniej dawał o sobie znać" - relacjonował turysta. Widok restauracji w pobliżu szczytu początkowo przyniósł ulgę. Ta jednak szybko ustąpiła, gdy zajrzał do menu. "Wystarczyło podejść bliżej i spojrzeć na tablicę z menu. Nagle odechciało mi się jeść" - napisał. Jego zdaniem ceny były nieadekwatne do miejsca i bardziej przypominały ofertę lokali w dużych miastach niż górskie schronisko.
Turysta zwraca uwagę na cenę herbaty. "Myślałem, że może przesadzam"
Paweł zwrócił uwagę, że koszt zwykłej zupy odpowiadał cenie pełnego obiadu w okolicznych miejscowościach, a dania główne kosztowały tyle co w Pradze. Szczególne emocje wzbudziła cena herbaty, która wynosiła 100 koron, czyli około 17 zł - pisze "Fakt".
"Myślałem, że może przesadzam. Że jestem zmęczony, głodny i przez to drażliwy" - przyznał turysta. Jak jednak dodał, im dłużej analizował cennik, tym bardziej narastało w nim poczucie niesprawiedliwości. "Im dłużej patrzyłem na ten cennik, tym bardziej mieszał się we mnie głód z nieprzyjemnym poczuciem, że ktoś robi ze mnie frajera" - dodał.
Mężczyzna zwrócił również uwagą na fakt, że inni turyści zdawali się nie zwracać większej uwagi na ceny. "Zastanawiałem się, czy tylko mnie wydaje się to przesadzone" - pisał w swojej relacji.
Ostatecznie turysta zrezygnował z obiadu w schronisku i wyjął z plecaka resztkę kanapki. Jak podkreślił, jego sprzeciw nie dotyczył samej kwoty, lecz sposobu, w jaki restauracja wykorzystuje turystów, którzy na miejscu nie mają innej alternatywy.












