Jak podaje portal slawno.naszemiasto.pl, w jednej ze smażalni w Darłowie za 100 g smażonego dorsza trzeba obecnie zapłacić 17 zł, czyli aż 170 zł za kilogram ryby. Niewiele mniej kosztuje flądra - około 15 zł za 100 g. Jeszcze droższy jest łosoś. Za smażony filet klienci płacą nawet 18 zł za 100 g, natomiast cena tatara z łososia sięga około 25 zł za 100 g.
Restauratorzy tłumaczą. "Wysokie ceny ryb to efekt kilku czynników"
Wysokie ceny ryb to efekt kilku czynników. Problemem pozostaje przede wszystkim ograniczona dostępność dorsza w Bałtyku. Jak wskazują przedstawiciele branży, w wielu smażalniach dominują dziś ryby importowane.
"Teraz dorsz na polskim wybrzeżu w smażalniach w przytłaczającej większości jest zagraniczny, atlantycki. Czyli jest on duński, norweski lub islandzki. Na świecie ryba jest generalnie droga i jej importowanie do Polski nie jest tanie" - mówił w rozmowie z portalem Grzegorz Hałubek, prezes Związku Rybaków Polskich w Ustce.
Przedstawiciele branży podkreślają również, że restauratorzy muszą uwzględniać rosnące koszty działalności. "A nikt nie będzie pracował, aby wyjść na zero lub by dołożyć do biznesu" - dodał Hałubek.
Problemy coraz mocniej odczuwają także sami rybacy. Część z nich rezygnuje z połowów i szuka pracy w turystyce lub innych branżach. Jak mówił Artur Jończyk z Darłowa, coraz bardziej restrykcyjne limity połowowe i kontrole sprawiły, że dalsza praca na morzu przestała być opłacalna. "Zrezygnowałem z rybołówstwa morskiego, zezłomowałem kuter i zszedłem na ląd. Nie dało się dłużej pracować na morzu. Przykładowo miałem limit jednego łososia na kuter. Dorsza nie można łowić. Na to nakładały się kontrole sprawdzające połowy. Człowiek wręcz żył w stresie (...) Teraz rybacy, koledzy z branży, mówią, że z dorszem jest coraz gorzej w Bałtyku" - mówił.
"Paragony grozy" nad morzem. Klienci zapłacą znacznie więcej niż przed rokiem
Kluczowe znaczenie ma sposób, w jaki sprzedawana jest ryba. Wiele lokali podaje ceny za 100 gramów produktu, a ostateczny rachunek zależy od wagi porcji. Najczęściej kawałki ryby ważą od 150 do 250 g, choć zdarzają się znacznie większe kawałki.
W Trójmieście ceny za 100 g ryby najczęściej wynoszą obecnie od 13 do 24 zł, w zależności od gatunku. Dorsz saute kosztuje zwykle 18-20 zł za 100 g, halibut nawet 24 zł, a łosoś około 19-22 zł. Do tego trzeba doliczyć dodatki. Frytki kosztują od 10 do 19 zł, a surówki od 8 do 14 zł.
Alternatywą dla ryby sprzedawanej na wagę pozostają gotowe zestawy z określoną gramaturą i ceną. W Trójmieście za dorsza z frytkami i surówką trzeba zapłacić zwykle od 57 do 62 zł, a za halibuta około 66 zł.
Jak zauważa portal Finanse WP, jeszcze w 2020 r. zestaw z 200 g dorsza, frytkami i surówką kosztował około 34-37 zł. Dziś to nawet dwa razy więcej. Drożeją nie tylko same ryby, ale również dodatki i koszty prowadzenia działalności gastronomicznej nad morzem.
Wysokie rachunki w nadmorskich smażalniach krytykują również turyści. "Ludzie, czy wy powariowaliście? To odstrasza, żeby przyjeżdżać" - mówił jeden z czytelników portalu Trojmiasto.pl, zauważając, że obiad z rodziną przy plaży w Brzeźnie to wydatek rządu ok. 70-80 zł za osobę.












