Pogoda w Polsce na początku maja była dla nas łaskawa, a synoptycy już teraz zapowiadają, że nadchodzące lato może być wyjątkowo upalne. Wiosna zachęca do weekendowych (i nie tylko) spacerów, a ciepła majówka sprzyjała wyjazdom. Tłumy turystów pojawiły się między innymi nad Bałtykiem.
Wraz z nadejściem wyższych temperatur rośnie zainteresowanie lodami. Polacy kupują je w sklepach i lodziarniach. Lody w wafelkach, kubeczkach, rodzinnych opakowaniach - wszystkie mają swoich amatorów. Podczas spacerów lub wyjazdów chętnie sięgamy po przekąski sprzedawane na gałki. O tym, że sezon na lody rozkręca się na dobre, niech świadczy fakt, że do mediów społecznościowych trafiają już kolejne "paragony grozy". Cena za gałkę potrafi przekraczać 10 zł.
Ceny lodów biją kolejne rekordy
Powiedzmy sobie wprost: rosnące ceny zmieniają nawyki konsumenckie Polaków i sposoby spędzania wolnego czasu. Świadczy o tym choćby spadek zainteresowania grillowaniem, o czym pisaliśmy w Interii Biznes. Ale odmówienie gałki loda dziecku (czy nawet samemu sobie) podczas spaceru może nie być tak łatwe. Mówimy w końcu o chwili ochłody i przyjemności, którą - szczególnie w turystycznych rejonach - przeważnie mamy na wyciągnięcie ręki.
Gałka lodów kosztuje jednak coraz więcej. Jak zauważali eksperci aplikacji PanParagon, w 2023 roku za gałkę lodów w lodziarniach Polacy płacili średnio 6,48 zł. Dwa lata później było to już 7,51 zł. Tymczasem w 2026 roku w wielu miejscach trzeba zapłacić nawet 9-10 złotych, a czasami ceny są jeszcze wyższe.
Właścicielka lokalu w Szczecinie, pani Maria Lisiecka, przekazała w rozmowie z Interią, że w tym roku sprzedaje gałkę lodów za 9,50 zł. Rok temu było to 8,50 zł, a przed laty - gdy zaczynała pracę w branży - cena porcji smakołyku wynosiła 2,50 zł. Skąd tak wysokie ceny? Pani Maria i jej wspólnik oraz narzeczony Paweł Bielecki wskazywali, że wynikają one m.in. z rosnących kosztów składników, energii, pracy oraz utrzymania lokalu.
Przykłady "paragonów grozy" za lody można mnożyć, a w niedalekiej przyszłości zapewne będzie ich jeszcze więcej, bo internauci chętnie dzielą się zdjęciami rachunków za pośrednictwem mediów społecznościowych. Klient odczuwa drożyznę, ale po drodze są jeszcze przedsiębiorcy, którzy borykają się z poważnymi wyzwaniami.
Dlaczego lody są tak drogie? Ekspert tłumaczy
Problemom branży przyjrzał się portal HorecaTrends, który poruszył ten temat w rozmowie ze Sławomirem Szewczykiem, prezesem Sempre Group. Zajmuje się ona kompleksowym zaopatrzeniem lodziarni i cukierni. Wskazuje, że cena dla końcowego odbiorcy to jedynie wierzchołek góry lodowej.
- Temat jest bardzo skomplikowany. Niestety mamy problem generalnie taki, który dotknął Europę lat temu 40, może 50. Dogoniliśmy Europę, staliśmy się dziewiętnastą gospodarką świata. (…) Dogoniliśmy niestety też to kosztami pracy, produkcji, sprzedaży - mówi Szewczyk w rozmowie z portalem.
Jak opisuje prezes Sempre Group, przedsiębiorcy z branży gastronomicznej stawiają czoła stanowczo wyższym kosztom prowadzenia biznesu, a prawdziwym sprawdzianem jest obszar sprzedaży i obsługi. Sławomir Szewczyk wskazuje, że do wyzwań należą m.in. duża rotacja pracowników i wysokie stawki, a także nieprzewidywalność wynikającą ze zmian pogody. Koszty prądu do kilograma lodów określa on jako nieznaczące.
Ile kosztuje sprzedaż porcji lodów? Jak wskazuje ekspert, przy sprzyjającej pogodzie i dużym ruchu może to być 50 gr. Ale w deszczu, gdy przed lodziarniami nie ustawiają się kolejki klientów, może ona wzrosnąć do 200-300 zł. W ocenie Sławomira Szewczyka wielu rzemieślników stanęło pod ścianą. Jednocześnie Polacy mają coraz wyższe oczekiwania. Prezes Sempre Group wskazuje jednak, że rzemieślniczy klient nie zwraca aż takiej uwagi na cenę gałki lodów, bo skupia się na jakości produktu oraz jego smaku.
- Jeżeli dzisiaj rzemieślnik chce być rzemieślnikiem i chce nawet wziąć 10 zł za swoją porcję, bo ona się obroni, to jeżeli będzie to super lód - mówi portalowi Horeca Trends.













