Wiceminister aktywów państwowych Grzegorz Wrona tłumaczył podczas konferencji Instytutu Polityki Energetycznej w Rzeszowie, że w okresie niestabilności geopolitycznej konieczne jest ponowne przeanalizowanie podejścia do węgla, tak aby przez najbliższe 10-15 lat ten "mógł być wydobywany w sposób skuteczny i optymalny kosztowo". Wśród potencjalnych lokalizacji wskazał Bogdankę, Zagłębie, Śląsk i północne kopalnie Jastrzębskiej Spółki Węglowej, gdzie zlokalizowano złoża wysokoenergetyczne.
"Pojawia się wiele takich stwierdzeń mówiących o tym, że węgiel znowu wraca do łask. On w naszym rozumieniu nigdy z tych łask nie odszedł" - stwierdził Wrona.
Czy polskie kopalnie są obecnie w stanie zwiększyć wydobycie o 1,2 mln ton?
Zdaniem wiceministra poprzedni rząd ograniczył wydobycie węgla, w miejscach w których nie było to uzasadnione, jednocześnie zwiększając zatrudnienie, co spowodowało w wielu przypadkach wzrost kosztów wydobycia do tego stopnia, "że nie można było do tego podejść inaczej, jak powoli wejść w proces restrukturyzacji, zachowując umowę zawartą ze stroną społeczną".
Wrona powołuje się przy tym na wyliczenia, z których wynika, że tylko w tym roku z polskiego górnictwa odejdzie 7 tys. 200 osób, ale jednocześnie wydobycie będzie większe o 1,2 mln ton.
Tego samego dnia, w którym wiceminister mówił o potrzebie dłuższego utrzymania wydobycia węgla, Ministerstwo Energii opublikowało projekt rozporządzenia dotyczącego dopłat do redukcji zdolności produkcyjnych przedsiębiorstw górniczych. Nowe przepisy mają doprecyzować zasady przyznawania i rozliczania pomocy finansowej, co umożliwi jej dalsze wypłacanie. Na początek obejmą Polską Grupę Górniczą i Południowy Koncern Węglowy, a w przyszłości będą mogły zostać rozszerzone na pozostałe spółki z sektora górnictwa węgla kamiennego.
Resort chce uściślić m.in. katalog kosztów kwalifikowanych, sposób ustalania ceny referencyjnej oraz definicję redukcji zdolności produkcyjnych. Doprecyzowany zostanie również tzw. trend degresywny, zakładający stopniowy spadek wydobycia, zatrudnienia i wysokości dopłat aż do zamknięcia danej jednostki produkcyjnej. Przewidziano jednak wyjątki od tej zasady, m.in. w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa energetycznego, zdarzeń geologiczno-górniczych i niekorzystnej sytuacji geopolitycznej.
W praktyce oznacza to możliwość dalszego wspierania śląskich kopalń, mimo że te co roku potrzebują wielomiliardowych dopłat z budżetu państwa - ocenia "Rzeczpospolita".
Wzrośnie wydobycie w Bogdance? Ekspert mówi o "najbardziej dochodowych złożach"
Zdaniem Bartłomieja Orła, eksperta z think tanku Project Tempo, naturalnym kandydatem do zwiększenia wydobycia jest Bogdanka, która nie wykorzystuje pełni swoich możliwości, co skutkuje tym, że wydobycie węgla ma wyższe koszty stałe. W przypadku pozostałych kopalń rachunek nie jest jednak już tak oczywisty.
- W Bogdance stawia się na najbardziej dochodowe złoża, w czym nie ma nic dziwnego - jest to spółka, która musi zarabiać. Do tej pory Bogdanka była w pewnym sensie ofiarą śląskich kopalń, które miały pierwszeństwo w fedrowaniu i sprzedawaniu węgla - mówi Interii Orzeł. - W zasadzie Bogdanka jest jedyną kopalnią węgla energetycznego, którą należałoby utrzymać przy życiu przez horyzont 10-15 lat - dodaje, tłumacząc, że taki scenariusz mógłby obniżyć koszty tony krajowego węgla, ale jednocześnie konieczne byłoby zmniejszenie wydobycia w pozostałych, mniej dochodowych kopalniach.
Orzeł podkreśla przy tym, że w kopalniach PGG średni koszt wydobycia przekracza 850 zł za tonę. - Każda tona węgla ze śląskich kopalń to kilkaset złotych straty, co oznacza, że zwiększenie wydobycia węgla energetycznego o 1,2 miliona ton może doprowadzić do wzrostu całościowych kosztów dla budżetu nawet o pół miliarda złotych - mówi.
Ekspert zaznacza, że - z pominięciem Bogdanki, choć i w jej przypadku konieczne byłyby spore nakłady inwestycyjne - polski węgiel nie ma szans być konkurencyjny wobec importu. Wynika to z faktu, że w Polsce jest on wydobywany głębinowo, podczas gdy sprowadzany do kraju węgiel często pochodzi z kopalń odkrywkowych lub jest wydobywany przy zdecydowanie niższych kosztach. Nawet po uwzględnieniu kosztów frachtu importowany surowiec pozostaje konkurencyjny.
Orzeł zwraca również uwagę, że polskie górnictwo cierpiało na "przerost pracowników, którzy generowali ogromne koszty". Jak tłumaczy, z automatyzacją możliwe jest zwiększenie efektywności wydobycia, a więc także zwiększenie wolumenu, to jednak "nie jest potrzebne, bo zapotrzebowanie będzie spadać".
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Bilion złotych na transformację. Minister: Ceny energii będą niższe
Polska potrzebuje więcej węgla? "To zależy"
Czy polska energetyka będzie w najbliższych latach potrzebowała większej ilości krajowego węgla? - Jak zawsze, klasycznie "to zależy" - odpowiada Bartłomiej Orzeł.
Katarzyna Smętek, kierowniczka projektu Sprawiedliwa Transformacja w Forum Energii, zauważa, że udział węgla w produkcji energii elektrycznej spadł z 83 proc. w 2015 r. do 52 proc. w 2025 r., a zapotrzebowanie na ten surowiec będzie nadal maleć. Przyjęty przez rząd w czerwcu 2026 roku Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) zakłada, że prognozowane zapotrzebowanie na węgiel kamienny w 2030 r. wyniesie od 19 do 28 mln ton. Jednocześnie udział OZE w produkcji energii elektrycznej ma wzrosnąć do 52-53 proc. w 2030 r. oraz 66-69 proc. w 2040 r.
Jak tłumaczy Orzeł, potrzeby w zakresie węgla będą się zmniejszać, bo taka będzie linia trendu, nawet jeśli nastąpią wyjątki spowodowane kryzysem energetycznym, tak jak w tym roku. - W kolejnych latach ogromne znaczenie dla wydobycia węgla będą miały trzy rzeczy: opóźnienia w elektrowniach gazowych, opóźnienia w elektrowni jądrowej oraz opóźnienia w magazynach. Jeśli one faktycznie nastąpią, to potrzeby węglowe związane z krajowym surowcem mogą być wyższe, niż zakładają plany, ale i tak niższe niż dziś - mówi Interii.
Zdaniem Orła, docelowo starzejący się park polskich elektrowni na węgiel kamienny będzie sukcesywnie wygaszany, a tym samym będą spadać potrzeby związane z zapotrzebowaniem na ten surowiec. - Zwiększanie wydobycia bez popytu byłoby sztuką dla sztuki i zwiększałoby jedynie zwały przykopalniane - podsumowuje.
W dyskusji o powrocie do węgla pojawia się również argument suwerenności energetycznej oraz powrotu do węgla jako elementu stabilizującego, który miałby w tej funkcji zastąpić drożejący gaz. "Ten rok pokazał, że ten komponent węglowy musi być, czy też ma szansę być większy, niż się spodziewaliśmy" - mówił Wojciech Balczun podczas niedawnego Future Mining Forum & Expo 2026 w Katowicach.
- Nie można udawać, że krajowy surowiec nie buduje suwerenności, bo zwyczajnie uniezależnia nas od zagranicznych dostawców w obszarze dostaw surowca - przyznaje Orzeł. Jak dodaje, nie oznacza to jednak, że Polską ominą rosnące koszty funkcjonowania sektora górniczego.
- W skali państwa są to koszty, które idą w miliardy złotych rocznie. Jest jeszcze druga strona - często podnoszona przy OZE - czas technologii węglowych się kończy i w tym obszarze możemy się uzależnić od Chińczyków i Hindusów, bo wbrew temu co się myśli, polskie firmy nie mają zdolności do budowy i serwisu nowych bloków węglowych - podsumowuje.










