Na 12 lutego jest zaplanowane orzeczenie TSUE w sprawie umów kredytowych opartych o WIBOR. Czego pan jako prezes ZBP spodziewa się po tym orzeczeniu? O czym konkretnie Trybunał będzie rozstrzygał?
Tadeusz Białek, prezes Związku Banków Polskich: - Przede wszystkim, jesteśmy jako sektor spokojni jeśli chodzi o to orzeczenie TSUE. Spodziewamy się, że TSUE podzieli wnioski z opinii Rzeczniczki Generalnej z września ub.r. (co wynika z dotychczasowej praktyki), a w szczególności ten, że sądy cywilne nie mogą badać metody ustalania wskaźnika WIBOR, ponieważ wykracza to poza zakres Dyrektywy konsumenckiej 93/13. Rzeczniczka Generalna wskazała, że zezwolenie krajowym sądom cywilnym na weryfikację metody ustalania kluczowych wskaźników referencyjnych w drodze oceny nieuczciwego charakteru warunku umownego na podstawie dyrektywy 93/13 podważyłoby szczególny system zarządzania kluczowymi wskaźnikami referencyjnymi ustanowiony przez prawodawcę Unii na mocy rozporządzenia BMR.
- Od kilkunastu miesięcy, w mediach pojawiają się bowiem informacje, że WIBOR jest nielegalny, nieuczciwy, podatny na manipulacje i że ten wyrok TSUE będzie w końcu przełomem dla kredytobiorców. Te informacje są w dużej mierze wytworem działań kancelarii prawnych liczących na dodatkowy katalizator dla nowych spraw sądowych. Tymczasem nie ma żadnego prawomocnego wyroku, który podważałby WIBOR albo sposób informowania klientów o ryzyku zmiennej stopy procentowej.
Czy TSUE będzie rozstrzygał tylko o tym, czy WIBOR był legalnie i rzetelnie prowadzonym wskaźnikiem, czy jednak zakres orzeczenia może być szerszy?
- Pytania sądu z Częstochowy składają się z czterech punktów, ale zasadniczo dotyczą dwóch obszarów.
- Pierwszy obszar: czy Dyrektywa 93/13 w ogóle ma zastosowanie do badania postanowień umownych dotyczących zmiennego oprocentowania opartego o WIBOR pod kątem ich nieuczciwości, gdy postanowienie to odzwierciedla m.in. obowiązujące przepisy ustawowe, a także gdy określa główny przedmiot umowy lub ceny/wynagrodzenia (pierwsze i drugie pytanie do TSUE).
- Drugi obszar dotyczy tego, czy stosowanie wskaźnika WIBOR w umowie kredytu z konsumentem może prowadzić do jego pokrzywdzenia i czy może mieć negatywny wpływ na jego sytuację jako stronę umowy z uwagi na niewłaściwe wypełnienie obowiązków informacyjnych banku wobec klienta. Czyli chodzi o to, czy klient był właściwie informowany o konsekwencjach stosowania wskaźnika i ryzyku związanym z tym, że jego notowania mogą wzrosnąć w związku ze zmienną stopą procentową.
- Już opinia Rzeczniczki Generalnej jest tu bardzo jasna i spodziewamy się, że Trybunał podzieli te wnioski. Wskazuje, że bank powinien przekazać klientowi informacje o nazwie, administratorze i skutkach wzrostu wskaźnika na oprocentowanie kredytu, czyli tyle, ile wymaga rozporządzenie BMR. Natomiast trzeba podkreślić, że rozporządzenie BMR nie wymaga, aby bank przekazywał klientowi szczegółową metodologię wskaźnika, bo może to zrobić odsyłając np. do strony internetowej administratora tego wskaźnika, który zgodnie z rozporządzeniem BMR jest zobligowany do publikowania tego typu informacji.
- Rzeczniczka zwróciła uwagę na obowiązek właściwego informowania, jak oprocentowanie zależy od zmiany wysokości wskaźnika oraz o konsekwencjach zmiennego oprocentowania. Tu nie spodziewam się żadnej rewolucji, bo opinia nawiązuje do kwestii, które są już od lat uregulowane w dyrektywie o kredycie hipotecznym, w Polsce obowiązującej od 2017 roku. Trudno sobie wyobrazić, żeby wyrok TSUE wskazywał inny standard obowiązków niż wynika z unijnej dyrektywy.
Pytanie czy ten standard jest rzeczywiście odzwierciedlony w umowach?
- Banki realizowały te obowiązki informacyjne, bo banki działają tu na podstawie ustawy o kredycie hipotecznych, która odzwierciedla przepisy unijne w tym zakresie.
- Co również istotne, Rzeczniczka zwróciła również uwagę, że nawet jeżeli sąd krajowy stwierdzi, że bank nie wywiązał się w pełni z obowiązku informacyjnego wobec konsumenta, nie prowadzi to samo w sobie do upadku umowy. Skutkiem takiego naruszenia jest ewentualna konieczność zbadania konkretnego postanowienia umownego pod kątem jego abuzywności, a więc oceny, czy kształtuje ono prawa i obowiązki konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami. Innymi słowy, sama ewentualna nieprzejrzystość warunków umowy dotyczących oprocentowania nie wystarcza do jej skutecznego podważenia - sąd musi sprawdzić, czy faktycznie pogarszają one sytuację konsumenta w porównaniu z tym, co wynikałoby z przepisów prawa. W praktyce oznacza to porównanie oprocentowania z umowy z odsetkami ustawowymi oraz ze stawkami rynkowymi obowiązującymi w chwili zawarcia umowy.
Czyli raczej nie należy się spodziewać, że wyrok TSUE może być jednak punktem zwrotnym dla polskich sądów? Przynajmniej rozjaśniającym sytuację i stan prawny?
- Zwróćmy uwagę, że dziś samych postępowań dotyczących WIBOR-u jest niewiele - około 2,7 tysiąca, przy 3,8 mln czynnych umów (kredyty hipoteczne: 1,6 i kredyty konsumpcyjne 2,2 mln), co stanowi ułamek promila.
- Wyrok ten więc może być punktem zwrotnym, ale po pierwsze w tym sensie, że pewne sprawy, które dziś są zawieszone w oczekiwaniu na ten wyrok TSUE i które podnoszą nielegalność, czy nieuczciwość WIBOR, to one szybko zostaną oddalone. Po drugie nie spowoduje to masowości pozwów, nawet przy agresywnym marketingu kancelarii prawnych - skoro nie ma prawomocnych wyroków unieważniających umowy z WIBOR-em. Mamy ponad 150 prawomocnych orzeczeń w sprawach WIBOR-owych - wszystkie wskazują na brak podstaw do kwestionowania WIBOR ani nie wskazują na uchybienia w kwestiach obowiązków informacyjnych.
- Istnieje jedynie pięć wyroków nieprawomocnych, które kancelarie wykorzystują marketingowo i nadinterpretowują je. Jest małe prawdopodobieństwo, że zostaną utrzymane. Dwa wyroki z Suwałk, często przywoływane, opierały się na kwestionowaniu samego wskaźnika i rzekomym obowiązku informowania o metodzie jego ustalania, co jest sprzeczne z opinią Rzeczniczki Generalnej, która jasno wskazała, że sąd cywilny nie może badać wskaźnika.
Czy po wyroku TSUE mogą się pojawić różnice w traktowaniu przez sądy umów sprzed i po wejściu w życie rozporządzenia BMR?
- Przedmiotem pytania prejudycjalnego jest umowa kredytu zawarta już po wejściu w życie BMR, co oznacza, że Trybunał nie będzie odnosił się do umów zawartych przed BMR. W mojej ocenie odpowiedź jest jednoznaczna: nie można przenosić standardów prawnych wynikających z BMR na umowy zawarte przed wejściem w życie tego rozporządzenia. Banki stosują przepisy obowiązujące w danym czasie. Przed 2017 rokiem wskaźnik nie był regulowany unijnie i w różnych państwach działał według własnych zasad. Oczekiwanie, aby umowy sprzed wejścia BMR spełniały późniejsze wymogi, byłoby sprzeczne z fundamentalną zasadą niedziałania prawa wstecz.
A jeśli chodzi o ustawę o kredycie hipotecznym, która wdrażała unijną dyrektywę? Czy umowy sprzed wejścia w życie tej ustawy równie dobrze informowały o ryzyku, jakie klient brał na siebie?
- Przed wejściem w życie dyrektywy o kredycie hipotecznym obowiązki informacyjne również istniały. Wynikały one z Prawa bankowego, a także z wytycznych organów nadzoru. Wskazywały one m.in. na obowiązek określenia rodzaju oprocentowania oraz przesłanek jego zmiany.
- Jeśli przesłanką zmiany oprocentowania jest zmiana stóp procentowych, które wpływają na WIBOR, to klient musiał mieć tę informację w umowie także przed BMR i przed ustawą o kredycie hipotecznym.
Czy TSUE może położyć nacisk nie tylko na sam WIBOR, ale na rzetelne informowanie o ryzyku kredytowym?
- Tak, przy czym spodziewam się, że w tym kontekście oczywiście będzie tak, że będziemy świadkami - jak to zwykle bywa przy takich ważnych orzeczeniach - pewnego zamętu informacyjnego.
- Oczywiście będzie próba rozszerzenia tez z tego czwartkowego orzeczenia na sytuacje sprzed BMR, co będzie absolutnie nieuprawnione. Jeszcze raz podkreślam - trzeba pamiętać o tym, że orzeczenie będzie odnosić się do stanu prawnego po wejściu w życie BMR. Do tego będzie odnosił się Trybunał.
- Trybunał będzie tłumaczył, jaki jest standard informacyjny i tym samym równolegle standard wynikający z dyrektywy o kredycie hipotecznym. Trybunał będzie poruszał się w porządku prawnym wynikającym z przyjęcia tych dwóch regulacji i w tym zakresie będzie wyjaśniał obowiązujący stan prawny. Proste przenoszenie wyjaśnień Trybunału na stan sprzed wejścia w życie tych dwóch unijnych regulacji będzie nieuprawnione.
- Trybunał nie odnosi się do tamtego okresu, tylko do stanu prawnego, który obowiązuje po wejściu w życie BMR. Nie można więc oczekiwać, że jego wyjaśnienia będą stosowane do umów zawieranych w 2010 roku czy w innych okresach przed wprowadzeniem tych regulacji.
- Tak jak powiedziałem, z pewnością kancelarie będą próbowały robić taki skrót myślowy, który z punktu widzenia zasad fundamentalnych prawa jest absolutnie nieuprawniony, bo byłoby to przenoszeniem prawa wstecz lub interpretacji prawa wstecz. Natomiast zakładam, że takie próby będą podejmowane, ale przeczą one wszelkim zasadom prawidłowej interpretacji prawa, a nawet zwykłej logice prawniczej.
- Stan prawny, jaki obowiązywał w 2010 czy 2012 roku - niezależnie od tego, czy dziś oceniamy go jako odstający od późniejszych standardów dyrektywy - nie może być oceniany według przepisów, które wówczas nie obowiązywały. Umowy zawsze ocenia się według stanu prawnego z chwili ich zawarcia. Nie jest też prawdą, że nie było żadnych obowiązków informacyjnych. Przed wejściem w życie dyrektywy o kredycie hipotecznym obowiązki te wynikały z Prawa bankowego, gdzie jeden z przepisów wskazywał, jakie elementy umowa kredytu powinna zawierać. Jest tam wyraźnie wskazanie do podania rodzaju oprocentowania oraz przesłanek zmiany tego oprocentowania.
- Innymi słowy: w przypadku umowy ze wskaźnikiem, skoro wskaźnik może wzrastać, a tym samym może wzrastać oprocentowanie, to klient musiał mieć wskazane przesłanki zmiany tego oprocentowania już wtedy. Jedną z przesłanek zmiany oprocentowania jest zmiana stóp procentowych, za którą podąża wskaźnik i to było zawarte w umowach. Jeszcze raz podkreślam: banki i wszystkie instytucje finansowe stosują takie zasady, jakie wynikają z obowiązującego w danym momencie stanu prawnego.
- Interpretacje dotyczących stanu, w którym obowiązują już dwa akty prawa unijnego - bardzo precyzyjnie regulujące obowiązki informacyjne i zasady stosowania wskaźnika - do okresów wcześniejszych byłoby nie tylko nieprawidłowe, ale byłoby manipulacją prawną. Banki stosowały takie zasady informowania klientów, jakie obowiązywały w danym momencie.
- Ocenianie wcześniejszych umów przez pryzmat przepisów, które pojawiły się później, byłoby nieuprawnione.
Rozmawiała Monika Krześniak-Sajewicz












