Zdaniem sądu sprzedawca loterii z A Coruña "działał z zamiarem osiągnięcia zysku, stwarzając u ofiary fałszywe przekonanie o nieistnieniu nagrody, co pozwoliło mu zatrzymać los i związaną z nim wygraną" - podał hiszpański dziennik El País.
Sprzedawca zauważył dużą kumulację. Zataił ją przed właścicielem losu
Hiszpańskie media relacjonują, że właściciel punktu sprzedaży losów w A Coruña obsługiwał klienta 2 lipca 2012 roku i po sprawdzeniu podanych przez niego kombinacji losów loterii Primitiva zauważył istnienie dużej kumulacji, ale nie poinformował gracza o wygranej.
Właściciel kolektury podczas procesu zapewniał, że znalazł zwycięski los na ladzie, gdy był sam w punkcie sprzedaży. Udowodniono jednak, że przed znalezieniem zwycięskiego losu sprawdzał on inne zakłady z kombinacjami, które później zostały zatwierdzone w losowaniu w następnym tygodniu.
Prokuratura wnioskowała o surowszy wyrok, wynoszący 6 lat pozbawienia wolności. Ostatecznie mężczyznę skazano na karę trzech i pół roku więzienia.
Wyrok bez nakazu wydania losu o wartości 4,7 mln euro
Sąd orzekł, że po kradzieży losów mężczyzna próbował odebrać nagrodę, oszukując nawet brata. W związku z tym drugiego mężczyznę uniewinniono od dwóch wcześniej stawianych mu zarzutów o współudział w karalnym procederze.
Do tego sędziowie stwierdzili, że zebrane dowody nie są wystarczające, aby skazać go za pranie pieniędzy. Argumentowali, że natychmiast powiadomił on Krajową Loterię o znalezieniu zwycięskiego losu i że po jego przekazaniu stracił nad nim wszelką kontrolę.
Wyrok nie jest prawomocny i skazany może się od niego odwołać do Sądu Najwyższego. Nie nakazuje jednak wydania losu o wartości 4,7 mln euro wdowie i córce jego prawowitego właściciela, zmarłego mężczyzny.
Sędziowie nie kwestionują jego prawa własności, ale argumentują, że zwycięska kombinacja musi najpierw zostać włączona do jego spadku, zanim nagroda zostanie rozdysponowana.













