W długi weekend sierpniowy w Bari było więcej Polaków niż Włochów - informowało "Corriere della Sera", żartując, że miasto stało się "niemal prowincją Warszawy".
Z obecności turystów z Polski w tym sezonie cieszono się także w innej miejscowości Apulii - Brindisi. Lokalna "La Gazzetta del Mezzogiorno" podawała, że Polacy "oszaleli na punkcie" miasta. W Modicy na Sycylii władze miasta zorganizowały kampanię promującą miejscowość na rynku polskim, dzięki czemu w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2026 roku Polacy stanowili 4,01 proc. wszystkich odwiedzających i stali się drugą najliczniejszą grupą zagranicznych turystów. "Ci ludzie przynieśli miastu dochód" - mówił serwisowi RagusaOggi Tino Antoci, który odpowiadał za turystykę w urzędzie miasta.
CZYTAJ TAKŻE: Dają co miesiąc 2550 zł na pierwsze dziecko. Za kolejne dorzucają 1700 zł
Włoszka opowiedziała o zachowaniu Polaków na Sardynii. Nie kryła oburzenia
Turyści z Polski podpadli za to na Sardynii. Krytyczną opinię na temat pewnej pary wyraziła na łamach "La Nuova Sardegna" Pamela Solinas, właścicielka pizzerii-restauracji w Cagliari. Goście z Polski po zajęciu stolika w jej lokalu zamówili dwa drinki i przystawkę za 10 euro do podziału. Właścicielce się to nie spodobało i postanowiła interweniować. Podeszła do gości i poprosiła ich o opuszczenie stolika. "Jesteśmy restauracją, nie barem i mamy opłaty restauracyjne" - wyjaśniła w rozmowie z gazetą.
W opinii restauratorki tegoroczny sezon upłynął pod znakiem spadku konsumpcji. Dzielenie dania na kilka osób stało się natomiast powszechnym zjawiskiem. "Cztery osoby mogą zamówić dwie pizze i sałatkę i to jest ich obiad" - powiedziała Solinas.
Tego typu praktyki stanowią problem dla branży gastronomicznej - restauracja jest pełna, ale zysk mniejszy. "Wolałbym obsłużyć mniej gości, ale przy normalnym spożyciu. Zamiast tego, aby osiągnąć ten sam wynik, muszę zwiększyć rotację stolików" - tłumaczyła rozmówczyni gazety.
Restauratorka z Włoch narzeka na turystów z Europy Wschodniej. Za mało wydają
Z wypowiedzi Włoszki wynika, że chętniej gościłaby więcej turystów z bogatszych krajów Europy Zachodniej, a także rodaków. "W tym roku widzieliśmy bardzo niewielu Anglików, a więcej turystów z krajów Europy Wschodniej, którzy średnio mają mniejsze możliwości wydatkowe" - zauważyła.
"Również Włochów w Cagliari było moim zdaniem niewielu, zwłaszcza w sierpniu. Jednak z naszego doświadczenia wynika, że Włoch, gdy idzie do restauracji, i tak zazwyczaj zamawia co najmniej jedno danie na osobę. Może zrezygnować z deseru, likieru, drugiego piwa lub wina, ale rzadko dzieli pizzę na cztery części" - powiedziała restauratorka.
Właścicielka lokalu narzekała także na to, że turyści zaopatrują się w prowiant w sklepach oraz zamawiają jedzenie na wynos. "Niektórzy właściciele pensjonatów często opowiadają mi o ogromnej ilości śmieci pozostawionych przez gości: to znak, że wielu spożywa posiłki w pokoju" - mówiła.
W jej ocenie ten trend można odwrócić poprzez "zwrócenie większej uwagi" na połączenia lotnicze oraz na to, jacy turyści mają odwiedzać wyspę.
"Na przykład w Cagliari mówi się o hotelach pięciogwiazdkowych, ale zastanawiam się, kto miałby je zapełnić. Uważam, że warto również zadać sobie pytanie, jakich klientów chcemy przyciągać i jaką siłą nabywczą oni dysponują, ponieważ przy obecnej strukturze popytu efekty są właśnie takie" - powiedziała Włoszka.










