Paolą Bertoni, Włoszka pochodząca z Turynu, to autorka bloga podróżniczego Paola In Viaggio. W te wakacje kobieta wybrała się wraz z synem w podróż samochodem nad polskie wybrzeże Bałtyku. Swoje doświadczenia opisała na blogu, a kilka rzeczy szczególnie zaskoczyło ją podczas pobytu w Polsce.
Turystka z Włoch odwiedziła Polskę. Zachwyciła się naszą kuchnią
Blogerka i jej syn pojechali samochodem z Turynu nad Bałtyk. Zdecydowali się na kilka przystanków w różnych państwach, w tym w Polsce. Jak opisuje włoska turystka, po raz pierwszy odwiedziła nasz kraj. Zatrzymała się z synem m.in. w Chochołowie.
Gdy zobaczyła drewniane domy w wiosce, kobieta "przez chwilę zastanawiała się, czy to element tradycyjnej polskiej architektury". Jak opisuje, zorientowała się jednak, że to cecha typowa dla tej wsi. Turystka i jej syn zjedli lunch w jednej z miejscowych restauracji, gdzie - jak oceniła - "przekonali się, że polska kuchnia jest pyszna i tańsza, niż się spodziewali".
Ich kolejnym przystankiem był Kraków, gdzie spędzili dwie noce. Odwiedzili m.in. Muzeum Lotnictwa Krakowskiego, które blogerka opisuje jako "ogromne i spektakularne". "Niestety, wiele podpisów jest tylko po polsku, więc musiałam korzystać z Tłumacza Google" - zauważa Włoszka.
Turystka zwróciła uwagę na istotną różnicę między Polską a Włochami. "W Polsce, podobnie jak praktycznie w całej Europie Środkowo-Wschodniej, nie ma sztywnych godzin lunchu i kolacji, jak we Włoszech, Francji czy Hiszpanii, gdzie restauracje zamykają się po południu, po obiedzie" - zauważyła. "Bez problemu można zjeść lunch nawet o 16:00" - podzieliła się swoim spostrzeżeniem.
ZOBACZ TEŻ: Amerykanin po wizycie w Polsce miał jedno pytanie. W USA to niespotykane
Kobieta i jej syn zatrzymali się także m.in. w Muzeum Sił Powietrznych RP w Dęblinie. Skorzystali z darmowego wstępu z okazji Dnia Wojska Polskiego, ale jak pisze turystka, minusem był fakt, że zwiedzanie zorganizowano tylko po polsku.
Ich kolejnymi przystankami były Gdańsk i Gdynia. Pierwsze z dwóch wymienionych miast "wydało im się bardzo zatłoczone". Choć długie kolejki czy wyprzedane bilety sprawiły, że kobieta i jej syn nie zwiedzili kilku muzeów, to piękno historycznego centrum Gdańska zachwyciło Włoszkę.
Turystka zwróciła też uwagę na fakt, że przemieszczając się między Gdynią i Gdańskiem "nie sposób zrozumieć, gdzie kończy się jedno miasto, a zaczyna drugie". Była pod wrażeniem tamtejszej plaży, na której "spędzali każdą wolną chwilę".
Włoszka i jej syn odwiedzili również m.in. Muzeum Zimnej Wojny w Podborsku. Kobieta wskazuje jeden minus: fakt, że można je zwiedzać tylko z przewodnikiem, który dostępny jest tylko w języku polskim. Przez to, jak pisze, "wiele informacji im umknęło".
Turystka zachwyciła się polską kuchnią; jej syn szczególnie upodobał sobie pierogi z owocami. "Restauracje są otwarte przez cały dzień, więc można zjeść lunch nawet o 16:00 i jest to uważane za całkowicie normalne" - zauważa na swoim blogu. Podkreśla też, że odwiedzili wiele restauracji i "praktycznie wszędzie zjedli dobrze". Włoszka w szczegółowej relacji wskazuje też pewne minusy, w tym rozbieżność opisów obiektów noclegowych z rzeczywistością, ale dodaje, że mimo to bez wahania powtórzyłaby podróż do Polski.










