Propozycję przedstawił radny Zbigniew Szczerba, który, jak informuje Radio Kraków, wskazuje na rozwiązania stosowane w innych europejskich kurortach. W ramach pomysłu wyznaczony zostałby obszar, do którego mieszkańcy nadal mogliby wjeżdżać samochodami.
Zakopane chce ograniczyć ruch samochodów
Inaczej wyglądałaby sytuacja w przypadku turystów. W dniu przyjazdu mogliby dotrzeć autem bezpośrednio do hotelu lub pensjonatu. Następnie samochód musiałby pozostać na parkingu, a opuszczenie Zakopanego autem byłoby możliwe dopiero po zakończeniu pobytu.
Kluczowe byłoby skuteczne kontrolowanie tego, kto ma prawo wjechać do objętej ograniczeniami części miasta. Zbigniew Szczerba wskazuje, że potrzebna byłaby sieć kamer rozpoznających tablice rejestracyjne, a uprawnienia do wjazdu można byłoby powiązać z Kartą Turysty.
"Musimy mieć w mieście sieć kamer monitoringowych, które będą czytały tablice rejestracyjne" - mówił radny, cytowany przez Radio Kraków.
Jednym z problemów pozostaje jednak sprawdzanie kierowców, którzy deklarowaliby, że jadą do konkretnego hotelu lub pensjonatu. Osobną kwestią jest ruch tranzytowy i zapewnienie turystom transportu po mieście.
ZOBACZ TAKŻE: Zakopane przeżywa oblężenie. Tłumy turystów, możliwy rekord
Setki milionów złotych na infrastrukturę
Wiceburmistrz Zakopanego Bartłomiej Bryjak zwraca uwagę, że wprowadzenie takiego systemu wymagałoby również sprawnego transportu publicznego. Autobusy musiałyby, według jego oceny, kursować bardzo często, nawet co pięć lub dziesięć minut.
Miasto nie dysponuje obecnie pieniędzmi potrzebnymi do stworzenia takiego rozwiązania. Jak szacuje wiceburmistrz, budowa niezbędnej infrastruktury mogłaby pochłonąć setki milionów złotych.
Problem nadmiernego ruchu i parkowania w Zakopanem jest widoczny szczególnie w sezonie turystycznym. Podczas tegorocznych wakacji policja interweniowała na Wierchu Porońcu w rejonie Zakopanego, gdzie kierowcy pozostawili samochody w miejscu objętym zakazem. Zaparkowane auta uniemożliwiły drogowcom kontynuowanie prac, dlatego zostały odholowane, a kierowcom groziły konsekwencje finansowe.
O skali problemu pisali również mieszkańcy Podhala. Jeden z nich w liście do "Tygodnika Podhalańskiego" zwracał uwagę na rosnącą liczbę turystów, problemy ze śmieciami i coraz wyższe ceny. Jak podkreślał, w sezonie trudno jest normalnie funkcjonować mieszkańcom Zakopanego.
W innym fragmencie listu opisywał sytuację na drogach. "Przez miasto w ciągu dnia praktycznie nie da się przejechać" - pisał, pytając jednocześnie, gdzie mają pomieścić się wszyscy odwiedzający, których miasto nadal zachęca do przyjazdu.










