Sprawa dotyczy Marzeny Zalewskiej, wicedyrektorki Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Piasecznie. Jak wynika z jej ostatniego oświadczenia majątkowego, w 2025 r. z tytułu pracy w MGOPS zarobiła 307 tys. zł brutto. Dodatkowo ponad 14 tys. zł otrzymała za działalność w komisji alkoholowej oraz zespole interdyscyplinarnym na Ursynowie.
160 rodzin czeka na mieszkanie. Gmina nie ma wolnych lokali
Jednocześnie Zalewska mieszka w dwupokojowym lokalu należącym do miejskiego zasobu. Z dokumentów wynika, że o mieszkanie socjalne ubiegała się już w 1992 r., kiedy nie pracowała jeszcze w lokalnym ośrodku pomocy społecznej. Mieszkała jednak wówczas na terenie Piaseczna, co miało znaczenie przy przyznaniu lokalu. W 2015 r. podpisała ostateczną umowę na jego najem.
Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż ponad trzy dekady temu. Według władz Piaseczna na mieszkanie z zasobu miasta czeka obecnie około 160 rodzin. Wśród oczekujących są rodziny wielodzietne, osoby samotne oraz matki z dziećmi. Miasto przyznaje, że nie dysponuje obecnie żadnym wolnym lokalem.
Wiceburmistrz Piaseczna Hanna Kułakowska-Michalak, odpowiedzialna m.in. za mieszkalnictwo, przekazała, że o sytuacji wicedyrektorki wiedziała już wcześniej. Jak podkreśla, problem polega na tym, że przepisy nie dają gminie prostego sposobu na rozwiązanie umowy tylko dlatego, że sytuacja finansowa najemcy się poprawiła.
"Pani podpisała umowę i nie można jej rozwiązać, nawet jeżeli jej sytuacja się polepszyła" -wyjaśnia wiceburmistrz. Jak dodaje, podstawą do rozwiązania umowy byłoby m.in. nabycie przez najemczynię własnego mieszkania albo zaleganie z czynszem. W obecnej sytuacji - jak mówi - "mamy związane ręce".
ZOBACZ TAKŻE: W tej branży nadal brakuje pracowników. Można zarobić nawet 33 tys. złotych
Wicedyrektorka nie zamierza się wyprowadzać
Sama Marzena Zalewska nie widzi powodów, by opuszczać zajmowany lokal. W rozmowie z "Faktem" przekonywała, że przy obecnych cenach mieszkań i najmu nie jest w stanie pozwolić sobie na inne lokum.
"Nie jest mi wstyd, bo nic złego nie robię. Nie kradnę, nie oszukuję, żyję uczciwie i pomagam innym. Nie stać mnie, żeby wynająć mieszkanie przy obecnych cenach" - powiedziała.
Urzędniczka zaznacza również, że nie planuje dobrowolnie zwolnić mieszkania. Jej zdaniem wyprowadzka oznaczałaby znaczące pogorszenie sytuacji materialnej. Wskazuje, że za dwa lata przejdzie na emeryturę i będzie otrzymywać świadczenie odpowiadające około połowie obecnych zarobków.
"Będę tam mieszkać, bo na ulicę nie pójdę. Nie jestem w stanie odłożyć pieniędzy. Nie pogorszę swojej sytuacji finansowej" - tłumaczyła.
Jak dodaje, nie może obecnie zaciągnąć kredytu hipotecznego. W przeszłości miała rozważać wykup zajmowanego mieszkania, jednak nie uzyskała na to zgody. Dziś, przy obecnych cenach nieruchomości, twierdzi, że nie byłaby już w stanie go kupić. Podkreśla także, że jej sytuację komplikuje sytuacja rodzinna.










