Największe szkody spowodowała fala przymrozków, z którą sadownicy mierzyli się między 20 a 30 kwietnia. W wielu miejscach temperatura przy gruncie spadała wówczas do -8 st. C, a lokalnie nawet do -10 st. C. Mróz utrzymywał się przez kilka godzin w najwrażliwszym momencie rozwoju roślin - podczas kwitnienia i zawiązywania owoców.
Ponad 2 mld złotych strat. Branża apeluje o pomoc
Najbardziej ucierpiały owoce w województwach: mazowieckim, lubelskim, łódzkim i świętokrzyskim. Komisje szacujące szkody informują, że w wielu sadach zniszczeniu uległo ponad 90 proc. produkcji, a miejscami straty sięgają nawet 100 proc. W samym województwie lubelskim działa ponad 120 komisji, a tylko w jednej gminie złożono ponad tysiąc wniosków o oszacowanie szkód - pisze Business Insider.
Jak podkreśla prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski, tegoroczne przymrozki różniły się od tych z poprzednich lat przede wszystkim zasięgiem. Jego zdaniem po zakończeniu prac komisji potwierdzi się, że są to największe szkody, jakie polskie sadownictwo poniosło wskutek przymrozków.
Branża szacuje obecnie straty na ponad 2 mld zł. Jak zaznaczył Maliszewski, nie uważa tej kwoty za zawyżoną, choć ostateczna wartość będzie znana dopiero po zakończeniu szacowania szkód. Od tych wyliczeń zależeć będzie również wysokość pomocy dla producentów. Polska już złożyła wstępny wniosek o zabezpieczenie środków dla sadowników i po raz kolejny zamierza zwrócić się do Komisji Europejskiej o wsparcie z unijnej rezerwy kryzysowej.
Przymrozki uderzyły w czereśnie, wiśnie, morele, brzoskwinie oraz część odmian jabłoni. Duże szkody odnotowano także w przypadku malin, porzeczek i jeżyn, które w niektórych gospodarstwach wymarzły całkowicie. Najlepiej z niekorzystnymi warunkami poradziły sobie śliwy.
Sytuację dodatkowo pogorszyły późniejsze fale upałów. Jak wyjaśniał prezes Związku Sadowników RP, wysokie temperatury sprawiły, że część owoców jagodowych dosłownie "ugotowała się" na krzewach.
Konsekwencje tegorocznych strat są już widoczne na rynku. Jak zauważył Mirosław Maliszewski, gdyby krajowa produkcja była wystarczająca, nie byłoby potrzeby sprowadzania do Polski importowanych czereśni. Podobna sytuacja dotyczy porzeczek.
Zbiory jabłek nawet o połowę mniejsze niż przed rokiem
W przypadku jabłek potencjał produkcyjny polskich sadów wynosi około 5 mln ton rocznie, a według szacunków tegoroczne zbiory mogą ograniczyć się do około 2,5 mln ton. Oznaczałoby to spadek o połowę względem możliwości produkcyjnych kraju - pisze portal sayiogrody.pl.
Jak ocenił prezes Związku Sadowników RP, prognozy zakładające zbiory na poziomie 3-3,5 mln ton są zbyt optymistyczne. Dodał, że podczas wizyt w różnych regionach kraju widzi, iż właśnie w sadach jabłoniowych szkody należą do największych, a zadowalające plony uda się uzyskać głównie tam, gdzie skutecznie zadziałały instalacje przeciwprzymrozkowe.
Mniejsza produkcja oznacza nie tylko wyższe ceny świeżych owoców w sklepach, lecz także mniej surowca dla przetwórstwa oraz ograniczenie eksportu. Przedstawiciele branży obawiają się również czasowej utraty części zagranicznych rynków zbytu, ponieważ Polska może nie dysponować odpowiednią ilością owoców w konkurencyjnych cenach.











