Decyzja i moment zaciągnięcia kredytu hipotecznego nigdy nie jest łatwa, ale teraz jest jeszcze trudniejsza do przewidzenia, bo sytuacja geopolityczna trzęsie rynkami. Kowalski, który właśnie zaciąga kredyt, odczuje to w wysokości raty kredytowej.
- W pierwszych dwóch tygodniach maja bardzo mocno wzrosły rentowności obligacji skarbowych na świecie. Do rynków zaczęło docierać, że konflikt w Zatoce Perskiej szybko się nie skończy, inflacja będzie wyższa, a to oznacza presję na wyższe stopy procentowe. W Polsce dochodzi jeszcze kwestia deficytu - mamy bardzo wysoki deficyt budżetowy, a dodatkowe działania, jak dopłaty do paliw, jeszcze go zwiększają. W efekcie oprocentowanie naszych 10-letnich obligacji doszło do poziomu około 6 proc. - mówi Interii Jan Dziekoński, Główny Ekonomista portalu Rynekpierwotny.pl.
To przekłada się bezpośrednio na koszt kredytów. - Zakładam, że w kolejnych tygodniach, kiedy pojawią się nowe kwotowania, możemy zobaczyć oferty kredytów stałoprocentowych nawet na poziomie 6,5-7 proc., co oznaczałoby wzrost o więcej niż punkt procentowy w porównaniu do sytuacji z początku roku, wracając do poziomu z początku 2025 r. - tłumaczy.
Obligacje przebijają 6 proc. i presja na rynek finansowy
Przypomina, że od maja 2025 roku mieliśmy trend stopniowego spadku oprocentowania kredytów, zwłaszcza tych stałoprocentowych. One zeszły mniej więcej do 5,5 proc. w najlepszych ofertach - na przełomie lutego i początku marca 2026 roku. Po tym, jak wybuchła wojna w Zatoce Perskiej, pojawiło się oczekiwanie, że inflacja wzrośnie - przez droższą ropę i inne surowce, które faktycznie zdrożały. To przełożyło się na oczekiwania, że może pojawić się konieczność podwyżek stóp procentowych. I o ile jeszcze w marcu średnie stawki były na poziomie około 5,5 proc., to obecnie wzrosły mniej więcej do 6-6,5 proc., w zależności od banku.
- Na kredytach zmiennoprocentowych ten efekt nie jest tak silny, bo WIBOR nie wzrósł znacząco i wynosi obecnie około 3,85 proc. dla trzymiesięcznego i około 4 proc. dla sześciomiesięcznego. Natomiast banki podniosły marże przy kredytach zmiennoprocentowych. Widzą, że ryzyko rośnie, więc rekompensują to sobie wyższą marżą. Sądzę, że przynajmniej część banków chce w ten sposób zniechęcić klientów do kredytów zmiennoprocentowych, bo w obecnej sytuacji, przy tak dużym poziomie niepewności, mało kto dziś chce brać na siebie takie ryzyko - mówi Jan Dziekoński. Podkreśla też, że kontrakty terminowe na stopy procentowe wskazują dziś, że w ciągu roku możemy mieć nawet cztery podwyżki stóp procentowych. Tak obecnie wycenia to rynek na kontraktach FRA i banki biorą to pod uwagę przy ofertowaniu kredytów.
Na domiar złego banki przytkały się ostatnio wnioskami, bo dwa miesiące temu mieliśmy górkę i z doniesień pośredników wynika, że jeszcze się z niej nie odkopały.
- W bankach zrobiły się zatory, w niektórych trzeba czekać 4 tygodnie na to, żeby ktoś zaczął analizować dokumenty. Przykładowo dziś z dwóch banków mam raport czasu procedowania: 19 i 22 dni na samą weryfikację, czy wniosek jest kompletny, a dopiero po weryfikacji idzie do procesu rozpatrywania. Wcześniej to było procedowane na bieżąco niekiedy wystarczyły 2-3 dni - mówi Łukasz Sroczyński, pośrednik finansowy.
Droższe kredyty hipoteczne i widmo podwyżek stóp
Skąd te zatory? W marcu mieliśmy rekord - około 63 tysiące wniosków kredytowych. Ale to sytuacja przejściowa, mocno podbita przez wnioski o refinansowanie kredytów.
- Było dużo refinansowań, ale też dużo nowych kredytów związanych z zakupem mieszkań. W kwietniu liczba wniosków spadła o około 33 proc., a sprzedaż na rynku deweloperskim o 15-20 proc. Spodziewam się, że liczba wniosków będzie dalej spadać, bo oprocentowanie kredytów rośnie. To jest prosta zależność - im wyższe oprocentowanie, tym mniejszy popyt. Udział refinansowania będzie wracać do bardziej normalnych poziomów, około 10 proc. rynku. Kto mógł, już refinansował kredyt w ostatnim roku, szczególnie kiedy można było jeszcze złapać ofertę z "piątką z przodu" - ocenia Jan Dziekoński.
Jak zaznacza, oczywiście "refinanse" nie znikną całkowicie, bo banki bardzo mocno konkurują o takich klientów. Często oferują lepsze warunki przy refinansowaniu niż przy nowym kredycie, bo to klient już sprawdzony, widać czy terminowo spłacał zobowiązanie.
Obecnie mamy większą niepewność i zmienność rynku. Trudniej trafić w odpowiedni moment na zaciągnięcie kredytu, bo sytuacja jest bardziej dynamiczna niż wcześniej. Jak zauważają analitycy, z drugiej strony, nawet w trendzie wzrostowym zdarzają się pojedyncze oferty banków, które są bardziej agresywne cenowo. Niektóre banki w danym momencie chcą mocniej zwiększyć sprzedaż i oferują lepsze warunki, więc przy odpowiednim monitorowaniu rynku nadal można znaleźć atrakcyjną ofertę.
Monika Krześniak-Sajewicz













