Reklama

Zmiany tak, ale sensowne

Z prezesem ZBP Krzysztofem Pietraszkiewiczem rozmawiali Przemysław Barbrich i Jan Osiecki.

Od pojawienia się sygnałów, że w światowych finansach dzieje się coś niedobrego, mijają już trzy lata. Czego w tym czasie nauczyła się polska bankowość?

Reklama

- Polska miała szczęście. Naszą bolesną lekcję przerobiliśmy dużo wcześniej. W czasie kryzysów najpierw w latach 90. ubiegłego stulecia, a potem na początku XXI wieku nauczyliśmy się, że biznes trzeba prowadzić solidnie i bezpiecznie oraz że bankowość to szczególny rodzaj przedsiębiorczości wymagający wielkiej rozwagi i odpowiedzialności.

Sądzę, że na całym świecie przeszliśmy i wciąż przechodzimy bardzo trudny okres, a wnioski z tego, co się dzieje, wyciągną nie tylko bankowcy.

A kto jeszcze powinien przemyśleć tę lekcję?

- Przede wszystkim ludzie odpowiadający za politykę monetarną i fiskalną, czyli szerzej gospodarczą. Najpierw kryzys światowy, a potem to, co stało się w Grecji, uświadomiło nam z pełną jaskrawością, że nie ma żadnych dróg na skróty, a dodatkowe stymulowanie gospodarki nie może być sposobem na osiągnięcie sukcesu. Takie zbyt długie działania zawsze odbiją się czkawką. Natomiast bankowcy na całym świecie, w tym także i nasi, z tego kryzysu mogą wyciągnąć wniosek, że nigdy nie wolno zapominać o profesjonalnych wymogach prowadzenia tego biznesu.

Profesjonalnych, czyli jakich?

- Choćby o tym, że nie należy wprowadzać do obrotu produktów niskiej próby. Wiem, że brzmi to jak truizm, ale wiele osób o tym najwyraźniej zapomniało. Do dziś za to płacimy.

Nie wolno również zapominać o konieczności edukacji klientów banków, a także pracowników bankowych. Należy pamiętać, aby nie naruszać podstawowych reguł mówiących, by nie wprowadzać produktów, z którymi związanego ryzyka nie rozumie: regulator albo diler, albo dyrektor banku, albo - co najgorsze - klient. A takie sytuacje na świecie miały w niedalekiej przeszłości miejsce.

Musimy zrozumieć również to, że do prowadzenia biznesu polegającego na zbieraniu oszczędności od obywateli potrzebny jest odpowiedni zasób własnego kapitału - tak zwyczajnie do równoważenia ryzyka. Nie mówię, że musi być on nadmiernie wysoki, ale musi być odpowiednio duży, aby w przypadkach awaryjnych pokryć ewentualne straty.

Czy właśnie dlatego, gdy ogłaszane są wyniki europejskich stress testów największy polski bank PKO BP otrzymuje bardzo dobrą ocenę? Polski sektor jest wyróżniony, bo uczyliśmy się jeszcze przed kryzysem?

- Polska bankowość była regulowana raczej restrykcyjnie i prowadzona konserwatywnie. Nie weszliśmy na nowe obszary, bo zarabiano dostatecznie na klasycznych usługach bankowych - płatniczo-rozliczeniowych, usługach dla gospodarstw domowych, kredytowych czy też usługach dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Osiągane zyski nie były astronomiczne, ale dawały dostateczną satysfakcję inwestorom i pozwalały stale zwiększać siłę kapitałową sektora. Nasza działalność była prowadzona bez fajerwerków, ale w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że jesteśmy bankowością zacofaną.

A jaką?

- Bankowością oferującą klasyczne usługi finansowe. A dlaczego tak się stało? Przypomnę, że w latach 90. ubiegłego wieku Polska przeszła falę kryzysu, a w latach 1998-2004 musieliśmy restrukturyzować dużą część przedsiębiorstw i pojawiły się poważne kłopoty z jakością portfela kredytowego. W związku z tym banki stały się odpowiednio ostrożne. Do tego należy dodać restrykcyjne regulacje ostrożnościowe i mało przyjazne rozwiązania podatkowe. I jeszcze odpowiedzialną politykę monetarną.

To wszystko spowodowało, że polski podatnik nie musiał w czasie kryzysu ostatnich lat dopłacać ani złotówki do sektora bankowego. Co ważne - sektor finansowy wspólnie z regulatorami potrafił zbudować bardzo dobry system ochrony depozytów z funkcjami restrukturyzacji banków oraz pomocy w procesach łączeniowych w przypadku banków spółdzielczych.

Mamy w związku z tym ogromny dorobek intelektualny, duży dorobek materialny, zbudowaliśmy fundusze własne. Nie możemy jednak osiadać na laurach, należy pamiętać, że jeszcze długa droga przed nami, wciąż przecież jesteśmy krajem na dorobku i z instytucjami finansowymi o skromnych możliwościach finansowania rozwoju gospodarczego.

Jakie regulacje będą efektem kryzysu finansowego? W Polsce będzie Rekomendacja T, Rekomendacja S. A co czeka sektor bankowy na świecie?

-Możemy spodziewać się, że przez najbliższych pięć - dziesięć lat będzie trwał proces dostosowywania się światowego systemu finansowego do rekomendowanych wniosków i rozwiązań, które zostały uzgodnione czy to w trakcie szczytu G-20 czy przez Komisję Europejską.

Jakich obszarów to będzie dotyczyło? Jakie przyniesie konsekwencje?

- Na pewno cześć instytucji - w związku z prowadzoną przez nie działalnością, a także oczekiwaniem delewarowania ich działalności - zostanie objęta wyższym wymogiem kapitałowym. To znaczy, że będą musiały ograniczyć zakres swej aktywności lub w wielu wypadkach oznaczać konieczność przeznaczenia wypracowanego zysku na podnoszenie funduszy własnych. A to może zmniejszać atrakcyjność tych instytucji finansowych, które uczestniczą w obrocie kapitałowym. Jest to zatem wielkie wyzwanie. Budowany jest system nadzoru nad rynkiem oraz modernizowany jest system ochrony depozytów.

Poważniejsze zmiany zajdą w amerykańskim czy też w europejskim systemie bezpieczeństwa depozytów?

- System ochrony depozytów FIDIC ustalony został dziesiątki lat temu i został wyposażony w odpowiednie zasoby finansowe. Takich rozwiązań w europie jest niewiele. Na tym tle Polska się wyróżnia. Bankowy Fundusz Gwarancyjny został wyposażony w pewien zasób kapitałowy niezbędny do interwencji czy pomocy. W wielu krajach europejskich taki system trzeba będzie budować od początku. Natomiast w skali europejskiej będziemy musieli stworzyć system gwarancyjny dla banków działających transgranicznie. To są dodatkowe koszty dla sektora i będą obniżać jego konkurencyjność.

Ile te zmiany będą kosztowały w skali globalnej?

- Szacuje się, że koszty tych zmian mogą - w perspektywie do roku 2020 - oznaczać utratę od pięciu do nawet dziesięciu procent PKB w Unii Europejskiej. To są gigantyczne konsekwencje. Natomiast wymóg kapitałowy dla banków może oznaczać konieczność zmobilizowania ok. 550 mld euro na to, by instytucje te mogły prowadzić swoją działalność w dotychczasowej skali.

Banki zgodzą się na takie wydatki?

- Konsekwencje są ogromne i, moim zdaniem, powstanie spór na temat znalezienia kompromisu między stabilnością a zapewnieniem niezbędnego rozwoju gospodarczego. W tej sprawie trzeba odpowiedzialnej debaty w każdym kraju.

Powiedzmy sobie szczerze: banki będą chciały przerzucić te koszty na klientów?

- I to jest realny scenariusz. Poza przerzuceniem kosztów na klientów, zbyt szybka realizacja tych - zdawałoby się - słusznych celów może oznaczać poważne spowolnienie gospodarcze i w konsekwencji grozić stagnacją, żeby nie użyć słowa recesją. Takie ustalenie jakiegoś kompromisowego rozwiązanie przy tworzeniu nadzoru europejskiego będzie dużym wyzwaniem.

Jest on niezbędny?

- Obecnie wszystko wskazuje na to, że bardziej potrzebny jest mocny nadzór lokalny i jednocześnie skoordynowany nadzór instytucji transgranicznych oraz towarzyszący mu system bezpieczeństwa i ochrony depozytów. To wniosek płynący z dotychczasowego kryzysu. Ale z tego, co się działo na świecie i w Europie, wnioski musi wyciągnąć nie tylko sektor bankowy

A kto jeszcze?

- Politycy. Po ostatnim kryzysie w Grecji oraz widząc to, co grozi nam w innych krajach UE, świat polityki musi zdawać sobie sprawę, jak wielką odpowiedzialność ponosi się za nadmierny deficyt budżetowy czy mało odpowiedzialną politykę stymulowania długotrwałego wzrostu gospodarczego w niektórych działach i ignorowanie sygnałów płynących z rynków. Należy więc postawić na profesjonalizację. Profesjonalizm w świecie instytucji finansowych, nadzoru, polityce monetarnej, ale także profesjonalizm w polityce fiskalnej.

Pamiętajmy, że to, co się stało, to nie był tylko kryzys finansowy. To był także kryzys zaufania do regulatorów, nadzorców i polityki gospodarczej wiodących krajów.

Jako kraj na sprawy globalne wpływ mamy niewielki. Zatem skupmy się na tym, jakie zmiany powinny zajść w Polsce?

- Konieczne jest wytyczenie strategii rozwoju Polski na najbliższe lata. Musimy zadbać o wizerunek naszego państwa. Potrzebujemy nie tylko promocji kraju za granicą. Musimy także prowadzić spójną politykę gospodarczą - zarówno monetarną, jak i fiskalną. Musimy pokazać, że nie jesteśmy Grecją. Musimy dbać o naszą przewidywalność. A politycy muszą pamiętać, że nadmierne eksponowanie mało istotnych sporów psuje obraz polski w oczach inwestorów, co oznacza zmniejszenie FDI i wyższe koszty obsługi długu.

Czytaj dalej na następnej stronie

Dowiedz się więcej na temat: Ale | Związek Banków Polskich

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »