"Kiedy szeregowa Jontae Fielder przybyła na nowe miejsce służby w Polsce, od razu przeżyła szok cenowy" - podaje "Stars Stripes".
Szeregowa armii USA przeniosła się do Polski. Wydała wszystkie oszczędności
Fielder, która pełni funkcję specjalistki wsparcia operacji sygnałowych, wyjaśniła gazecie, że miała tylko kilka dni na znalezienie mieszkania, bo żołnierze przeniesieni do garnizonu armii w Poznaniu na stałe nie mają zapewnionego zakwaterowania na terenie bazy.
Wynajęcie mieszkania wiązało się dla szeregowej z koniecznością negocjowania umowy najmu i wyłożenia kilku tysięcy dolarów.
"Dowiedziałam się, że będę musiała pokryć koszty z góry w pierwszym tygodniu pobytu w Polsce" - powiedziała Fielder gazecie. "Musiałam wykorzystać wszystkie moje oszczędności" - dodała.
Szeregowa przez wiele miesięcy musiała pokrywać koszty wynajmu mieszkania z własnej kieszeni z powodu opóźnienia w przetwarzaniu jej vouchera podróżnego (jest to forma zwrotu kosztów podróży, zakwaterowania itp. w armii USA). W podobnej sytuacji miało być wielu jej kolegów.
Garnizon w Poznaniu mniej rozwinięty niż ten w Niemczech
Jak tłumaczy "Stars Stripes" większość amerykańskich żołnierzy służy w Polsce w ramach misji rotacyjnych. Ze względu na zagrożenie ze strony Rosji i roli naszego kraju w obronie wschodniej flanki NATO, armia USA postanowiła bardziej "zaznaczyć" swoją obecność u boku sojusznika, dlatego amerykańskim żołnierzom zaczęto oferować również bardziej "stałe stanowiska".
"Wraz z tą zmianą pojawiły się pewne trudności, takie jak zmagania z tym, jak pomóc żołnierzom przenoszącym się do garnizonu wojskowego, który jest mniej rozwinięty niż jego odpowiedniki w innych krajach, takich jak Niemcy" - wskazuje gazeta.
Amerykańscy żołnierze nie są świadomi, ile kosztuje wynajem mieszkania w Polsce
Wojskowi z USA, których wysłano do Polski, skarżyli się, że nie byli świadomi wysokich kosztów związanych z przeprowadzką do Poznania oraz nie byli przygotowani na żmudny proces związany z wynajmem mieszkania.
Gazeta wylicza, że wynajem mieszkania w stolicy Wielkopolski o powierzchni 55 m kw. to koszt około 970 dolarów miesięcznie (około 3524 zł). Do tego dochodzą koszty kaucji, zaliczki, a także prowizja dla biura nieruchomości. Obcokrajowcy, którzy nie znają języka i rynku wynajmu w Polsce, są bowiem skazani na pośrednika.
W takiej sytuacji wielu żołnierzy zwraca się do organizacji Army Emergency Relief, która pomaga wojskowym m.in. finansowo poprzez bezzwrotne zapomogi lub nieoprocentowane pożyczki.
Żołnierze z USA skarżą się, że nikt nie powiedział im, ile pieniędzy powinni przygotować
Sierżant sztabowy Courtney Brittian, specjalistka ds. wywiadu przed stałym przydziałem do Polski, była w naszym kraju na misji. Mieszkała wówczas w koszarach i nie musiała się martwić cenami wynajmu. Przed kolejnym przyjazdem nie uświadomiono jej w tej kwestii.
"Znałam Polskę, ale nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo różni się kwestia finansowa, gdy mieszka się tu na stałe" - opowiadała gazecie. W tym samym tonie wypowiadała się Fielder. "Szkoda, że nikt nie poinformował mnie, że będę mieszkała poza bazą, i nie podał mi przynajmniej przybliżonej kwoty, jaką powinnam mieć do dyspozycji" - mówiła.
Rhona Nutter, kierownik ds. zakwaterowania w garnizonie przyznała w rozmowie z gazetą, że dla młodszych żołnierzy, którzy nie znają realiów rynku najmu w Europie, pierwszy tydzień pobytu może być "przytłaczający finansowo".
"Opłaty agencyjne są tutaj standardowe, kaucje są wyższe niż żołnierze się spodziewają, a właściciele zazwyczaj wymagają wysokich opłat z góry, zanim przekażą klucze" - wyliczała. Jak wyjaśniła Nutter żołnierzy o tych kwestiach powinien informować ich sponsor, czyli pracownik zajmujący się wsparciem wojskowych m.in. w kwestiach administracyjnych, ale "w procesie komunikacyjnym mogą występować zakłócenia".











