W skrócie
- Finansowanie samochodów elektrycznych staje się droższe, ponieważ firmy leasingowe obniżyły prognozy dotyczące ich wartości końcowej, co bezpośrednio podnosi wysokość raty.
- W pierwszych ośmiu miesiącach 2026 roku zarejestrowano 23,3 tys. nowych elektryków, co oznacza wzrost o zaledwie 3,4 proc. przy ponad 10-procentowym wzroście całego rynku.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Samochody elektryczne potrafią być tanie w eksploatacji, ale stają się coraz droższe w finansowaniu. Firmy leasingowe i CFM (operatorzy flot samochodowych) mocno obniżyły prognozowaną wartość używanych elektryków, a to winduje raty wynajmu - pisze w poniedziałkowym wydaniu "Puls Biznesu".
Bez dopłat rynek wyhamował. Ale to niejedyny problem
Gazeta zwróciła uwagę, że po wygaśnięciu programu dopłat rynek samochodów elektrycznych wyraźnie zwolnił. "Ich udział w rejestracjach nowych aut spadł do około 5 proc. z 10 proc. notowanych w grudniu 2025 r., kiedy zainteresowanie podbijał program NaszEauto" - zauważa "PB".
Według przekazanych przez dziennik informacji, w pierwszych ośmiu miesiącach 2026 r. zarejestrowano 23,3 tys. nowych elektryków, o niespełna 3,4 proc. więcej niż rok wcześniej. Cały rynek urósł w tym czasie o ponad 10 proc.
"Problemem nie jest wyłącznie brak dopłat. Firmy leasingowe i zarządzające flotami coraz ostrożniej podchodzą do tego, ile samochód elektryczny będzie wart po zakończeniu kontraktu. W wynajmie długoterminowym ma to kluczowe znaczenie. Rata musi pokryć przede wszystkim utratę wartości auta w trakcie trwania umowy, a także finansowanie, ubezpieczenie, serwis, assistance czy opony. Im niższą wartość samochodu za trzy lata zakłada finansujący, tym więcej klient musi spłacić podczas kontraktu" - wskazuje "PB".











