Reklama

Koniec nadużyć w Polsce? Firmy zapłacą za korupcję

To ma być bat na nadużycia potentatów z branży informatycznej, budowlanej czy farmaceutycznej.

Chodzi o ustawę o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary. Choć ma już 12 lat, prokuratorzy do tej pory skorzystali z niej około 800 razy, i to w drobnych sprawach o przestępstwa skarbowe. Może jednak stać się prawdziwym postrachem dla firm, których pracownicy zostaną prawomocnie skazani za korupcję. Zawiera katalog bolesnych dla każdego podmiotu gospodarczego kar: od finansowych przez zakaz udziału w przetargach publicznych, nawet do zakazu reklamy. - Na pierwszy ogień pójdą firmy z infoafery, czyli procederu ustawiania przetargów na informatyzację instytucji publicznych. Do tej pory mamy aresztowania przedstawicieli firm, a przedsiębiorstwa obłudnie udają, że nic o korupcji nie wiedziały - mówi proszący o zachowanie anonimowości funkcjonariusz CBA.

Reklama

Infoafera zwana jest największą aferą korupcyjną III RP. Dotyczy nieprawidłowości przy zamówieniach publicznych w MSWiA, Komendzie Głównej Policji i resorcie sprawiedliwości. Zarzuty w tej sprawie usłyszało ponad 40 osób. Według informacji DGP biuro będzie chciało skorzystać z ustawy przy ponad setce toczących się w CBA postępowaniań. W śledztwach przewijają się pracownicy spółek o miliardowych budżetach takich jak Hewlett Packard, IBM, Net-Line, GlaxoSmithKline czy Novartis.

Trudna ustawa

Dlaczego tak skuteczny antykorupcyjny straszak był do tej pory stosowany po macoszemu? Prokuratorzy zwracają uwagę na pewne trudności w stosowaniu ustawy. Wymaga ona, aby wina została ustalona przez prokuratora wstecz, na moment wręczenia łapówki przez pracownika firmy bez przeprowadzenia odpowiedniego śledztwa - słyszymy w Prokuraturze Generalnej. Praktyka jest taka, że po prawomocnym skazaniu pracownika prokurator wnosi do sądu o ukaranie firmy na podstawie materiałów zgromadzonych w tym wcześniejszym śledztwie. Według danych Prokuratury Generalnej od 2004 r. do pierwszego półrocza 2013 r. zarejestrowano we wszystkich prokuraturach w kraju 795 takich postępowań.

Największą aktywnością wykazali się tutaj śledczy z województwa wrocławskiego. W wymienionych latach skierowali do sądów 93 sprawy o ukaranie firm, z czego sądy orzekły kary w 63 przypadkach. DGP nie otrzymało z Prokuratury Generalnej danych dotyczących wysokości zasądzonych kar. We wszystkich pozostałych okręgach liczba spraw opartych na ustawie o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych wahała się od kilku do kilkunastu rocznie.

Trochę z przymusu

Prokuratorzy nie korzystają masowo z ustawy także dlatego, że boją się porażki w sądzie. Przestrogą jest dla nich wyrok Sądu Najwyższego z 6 kwietnia 2011 r., który orzekł w sprawie skarbowej, że popełnienie przestępstwa przez członków zarządu spółki nie może stanowić podstawy prawnej do orzeczenia odpowiedzialności tego podmiotu za czyn zabroniony na mocy ustawy z 2002 roku. Te antykorupcyjne przepisy nie miały też licznych entuzjastów, bo ustawa została przyjęta do naszego prawa trochę z musu. Po przyjęciu w 2000 r. Konwencji OECD o zwalczaniu przekupstwa Polska musiała zaimplementować do swojego prawodawstwa jej podstawowe postanowienia, w tym dotyczące odpowiedzialności firm za korupcję.

Te przeszkody nie zniechęcają jednak ani szefa CBA, ani prokuratora generalnego. Paweł Wojtunik i Andrzej Seremet są już po pierwszych rozmowach w sprawie szerszego stosowania ustawy. W najbliższy wtorek dojdzie do spotkania roboczego prokuratorów z analitykami CBA. - Chcemy wypracować nowe metody postępowania w sprawach korupcyjnych. Zgłosimy też zmiany poszczególnych zapisów w ustawie, co zwiększy skuteczność jej działania - zapowiada rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk.

Co grozi firmie?

Ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych dotyczy spółek handlowych, kapitałowych, a także przedstawicielstw firm zagranicznych. Najdotkliwszą karą, jaką przewiduje, jest konieczność wpłaty do budżetu państwa 10 proc. przychodu osiągniętego w roku poprzedzającym wydanie orzeczenia. Dodatkowo wymienia także zakaz korzystania z dotacji, subwencji lub innych form wsparcia finansowego ze źródeł publicznych, a także zakaz ubiegania się o zamówienia publiczne przez okres od roku do 5 lat. Dla wielu firm taki zakaz może okazać się zabójczy. Ustawodawca pozostawił więc małą furtkę. Jeśli zakaz miałby doprowadzić do upadłości firmy lub zwolnień grupowych pracowników, nie będzie orzekany przez sąd. Ustawa zawiera też 10-letni okres przedawnienia.

Na całym świecie ręka rękę myje

Liderem w walce z korupcją są Stany Zjednoczone. Tylko w 2010 r. rząd USA prowadził ponad 230 dochodzeń, a nałożone kary wyniosły łącznie 1,7 mld dol. Podstawowym narzędziem jest Foreign Corrupt Practices - ustawa o zagranicznych praktykach korupcyjnych umożliwiająca karanie koncernów zamieszanych w korupcję za granicami USA. Za każde naruszenie przepisów antykorupcyjnych FCPA przewiduje dla podmiotów gospodarczych kary grzywny idące w miliony dolarów. Osoby fizyczne, funkcjonariusze, dyrektorzy, akcjonariusze, przedstawiciele firm podlegają karze grzywny do 100 tys. dol. i karze pozbawienia wolności do 5 lat. Naruszenie przepisów dotyczących księgowości podlega karze grzywny do 25 mln dol. Kara bywa redukowana, jeśli firmy współpracują ze śledczymi. Dla koncernów najważniejsze jest, że po zawarciu ugody z rządem mogą dalej stawać do przetargów na kontrakty dla rządu.

Dotychczas najwyższą karę nałożono na koncern Siemens AG, który zapłacił w 2008 r. 800 mln dol. Inne ukarane koncerny to: KBR/Halliburton (579 mln dol.), BAE (400 mln dol.), Total S.A. (398 mln dol.) i Alcoa (384 mln dol.). W 2011 r. Johnson & Johnson musiał zapłacić ponad 48 mln dol. za opłacanie polskich lekarzy przepisujących produkty z logo J&J. W 2002 r. amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd ustaliła, że spółka zależna Schering-Plough działająca w Polsce zapłaciła ok. 76 tys. dol. na rzecz Fundacji Zamek Chudów, na czele której stał ówczesny dyrektor Śląskiego Funduszu Zdrowia. Scherring-Plough musiał zapłacić karę 500 tys. dol.

Konsekwencje mogą być zabójcze - rozmowa z Pawłem Wojtunikiem, szefem CBA Wygrzebał pan z zamierzchłej przeszłości ustawę o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych. Czy CBA ma mało narzędzi do piętnowania korupcji? - Ta ustawa to doskonałe narzędzie, żeby prewencyjnie działać przeciwko korupcji. Mówi o tym, że podmiot gospodarczy, którego przedstawiciel dokonuje korupcji, również może ponosić bardzo poważną odpowiedzialność, a przede wszystkim konsekwencje za działania swojego przedstawiciela. Jest to jedno z lepszych narzędzi prewencyjnych. Ustawa do tej pory nie była stosowana? - Z tego, co wiem, była stosowana w jednostkowych przypadkach. W Polsce odnoszę wrażenie, że w relacji dający - biorący łapówkę z reguły bardziej jest napiętnowany i większe sankcje ponosi urzędnik przyjmujący korzyść majątkową niż podmiot gospodarczy, który taką łapówkę wręcza. A przecież często nie są to prywatne inicjatywy pracowników, a wręcz można podejrzewać, że łapówki wręczane są w imieniu konkretnej firmy. Trudno nie odnieść wrażenia, że ściąga pan z amerykańskich wzorców, że zapatrzył się pan na ustawę FCPA (ustawa o zagranicznych praktykach korupcyjnych) i znalazł pan jej polski odpowiednik. - Uważam, że amerykańska ustawa jest świetnym rozwiązaniem, bardzo skutecznym i szeroko stosowanym przez rząd Stanów Zjednoczonych. Staramy się korzystać z tego doświadczenia, współpracując z naszymi partnerami z USA, inicjując również tam postępowania, że wspomnę chociażby orzeczenie, wskutek którego jedna z firm informatycznych zapłaciła wysokie odszkodowanie. Czy w przypadku polskich firm można się spodziewać, że po zapadnięciu prawomocnych wyroków spółki na przykład z branży IT, które pojawiły się w aferze korupcyjnej, zapłacą wysokie kary? - To zależy od decyzji sądów. Jako CBA będziemy wspierać i inicjować tego typu działania i będziemy robić wszystko, żeby to prawo było stosowane. Żeby być fair wobec biznesu, już mówimy o tym na różnych spotkaniach z przedsiębiorcami, na przykład na Giełdzie Papierów Wartościowych, przypominamy, że taka ustawa istnieje. A mówimy to po to, aby już dzisiaj biznes bardziej niż do tej pory dbał o standardy kontraktów, zamówień publicznych, bo w przyszłości konsekwencje dla poszczególnych firm mogą być naprawdę zabójcze.

Mariusz Gierszewski, Dziennik Gazeta Prawna

24 listopada 2014

Dowiedz się więcej na temat: w polsce | korupcja | nadużycia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »