Jak podaje serwis sadyogrody.pl, protest głodowy na terenie zakładu ruszył 11 sierpnia. Andrzej Banach, członek zarządu przekazał serwisowi, że ma on zwrócić uwagę na trudną sytuację finansową firmy, która jest pokłosiem m.in. napływu taniej maliny z Ukrainy. Problem ma być także brak reakcji i skutecznych działań polskiego rządu, które pozwoliłyby wyjść lubelskiej chłodni z kryzysu.
Chłodnia z Lubelszczyzny na granicy bankructwa. Wskazuje na import z Ukrainy
Firma od 30 lat specjalizuje się w schładzaniu i mrożeniu owoców miękkich. Maliny stanowią około 90 proc. produkcji zakładu, a surowiec trafia do niego z około 400 gospodarstw rolnych z całego regionu.
Banach mówi wprost o "załamaniu" na rynku malin. Firma wylicza, że pod koniec sezonu 2022 roku ceny malin spadły z 16-18 zł do 6-8 zł za kilogram. W 2023 roku stawki obniżyły się jeszcze bardziej, osiągając poziom około 4-6 zł za kilogram.
Dodatkowo - jak czytamy w serwisie - zdaniem zarządu, część firm i zachodnich koncernów posiadających zakłady w Polsce, ograniczyła zakup polskich malin na rzecz tańszych owoców importowanych z Ukrainy.
W konsekwencji firma popadła w problemy finansowe, które uderzają także w lokalnych producentów malin. Wyzwaniem jest m.in. uregulowanie płatności dla części z nich. Pomóc miała pożyczka z Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa - wniosek został jednak dwukrotnie odrzucony.
Trudna sytuacja zakładu. "Polska ofiara wojny w Ukrainie"
Zarząd rodzinnej mroźni owoców z Lubelszczyzny zapewnia, że protest nie ma charakteru politycznego, a prospołeczny. "Dotyczy naszej firmy, naszych pracowników, naszych gospodarstw i około 400 gospodarstw rolnych, z którymi współpracujemy" - zaznacza Banach, cytowany przez "SO".
Jak dodaje portal, zarząd określa przedsiębiorstwo jako "polską ofiarę wojny w Ukrainie", wskazując na znaczący wpływ importu owoców z Ukrainy na sytuację na polskim rynku malin.
Członek zarządu zapewnił o "tragicznej sytuacji" zakładu i podkreślił, że "dla firmy opierającej się tylko na polskim kapitale oraz funduszach skupowych pochodzących z kredytów, taka losowa sytuacja doprowadza do katastrofy ekonomicznej". Zarząd twierdzi, że "bez pomocy władz, gdzie Polska pomaga właśnie Ukrainie, a doprowadza swoich przedsiębiorców do upadku i tragedii", się nie obędzie.
W Interii Biznes pisaliśmy w ostatnich miesiącach także o innych produktach z Ukrainy, które wpływają na polski rynek. Do naszego kraju szeroko płyną również m.in. cukier czy jajka. Z kolei Polska do Ukrainy wysyła duże ilości sera.













