Reklama

Po wyroku ETS: Skopiowali twój utwór? Zażądaj blokady witryn www

Rozmowa z Markiem Wińskim, radcą prawnym, partnerem w kancelarii Hasik Wiński.

Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) 27 marca wydał wyrok w sprawie z powództwa Constantin Film Verleih GmbH i Wega Filmproduktionsgesellschaft mbH przeciwko spółce Telekabel Wien GmbH (sygn. akt C-314/12 UPC). Sprawa dotyczyła zagadnienia, czy sąd na wniosek uprawnionego z praw autorskich może nakazać dostawcy internetu zablokowanie stron www, na których dochodzi do ich naruszenia. O co chodziło?

Reklama

- Zagadnienie ochrony praw autorskich w sieci jest aktualnym problemem. Z jednej strony system prawny powinien zapewniać ochronę własności intelektualnej, z drugiej - wolność dostępu do informacji i kultury. TSUE stanął przed koniecznością udzielenia odpowiedzi na pytanie prawne sądu austriackiego, czy art. 8 ust. 3 dyrektywy 2001/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym pozwala wydać nakaz dostawcy sygnału internetowego, aby zablokował dostęp do określonych stron www. Przepis stanowi bowiem, że państwa członkowskie powinny zapewnić, by podmioty dysponujące prawem autorskim mogły ubiegać się o wydanie nakazu, jeśli usługi pośrednika wykorzystywane są przez strony trzecie tak, że dochodzi do naruszenia praw autorskich lub pokrewnych.

- Trybunał musiał również odpowiedzieć na pytanie, czy w przypadku wydania nakazu nie dojdzie do naruszenia praw podstawowych, czyli wolności działalności gospodarczej oraz dostępu do informacji. Zgodnie z wyrokiem w takiej sytuacji dostawca sygnału jest pośrednikiem, którego usługi są wykorzystywane przez stronę trzecią do naruszenia praw autorskich lub pokrewnych w myśl art. 8 ust. 3 dyrektywy 2001/29 WE. W konsekwencji sądy krajowe mogą wydać spółce emitującej sygnał nakaz blokady takich stron www. Według TSUE nie dochodzi bowiem wtedy do naruszenia praw podstawowych. Podkreślając jednak istotę społeczeństwa informacyjnego, trybunał orzekł także, że takie działanie nie może pozbawiać dostępu do zgodnie z prawem udostępnionych treści. Gdy zatem na stronie znajdują się materiały naruszające prawa autorskie i legalne, blokada dostępu do całego serwisu nie będzie zasadna.

Jakie konsekwencje będzie mieć orzeczenie?

- Choć interpretacja prawa wspólnotowego dokonywana przez TSUE jest wiążąca dla sądów krajowych, to stosowanie powyższego wyroku może napotkać trudności. W europejskim systemie prawnym panuje swoista schizofrenia. Dyrektywa z 2000 roku w sprawie niektórych aspektów prawnych usług społeczeństwa informacyjnego, tzw. dyrektywa o handlu elektronicznym (2000/31/WE), nakazuje, aby państwa członkowskie zapewniły wyłączenie odpowiedzialności z tytułu świadczenia usług polegających na zapewnieniu przesyłu informacji (tzw. mere conduit), tj. pasywnego udziału w transmisji danych. Aby wyłączenie było skuteczne, podmiot dostarczający usługę (tzw. access provider) nie może być inicjatorem transmisji, wybierać odbiorcy danych ani modyfikować treści.

- Dyrektywa z 2001 roku w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym (2001/29/WE) stanowi natomiast, że państwa członkowskie mogą nakazać dostawcy dostępu do internetu zablokowanie strony internetowej, gdzie publikowane są materiały naruszające prawa autorskie osób trzecich. W świetle orzeczenia TSUE C-314/12 pośrednikiem, któremu należy nakazać blokowanie bezprawnych treści, jest ten sam dostawca sieci informacyjnej (pasywny uczestnik transmisji). Powinien on być zwolniony z odpowiedzialności za te treści na podstawie dyrektywy o handlu elektronicznym z 2000 roku. Przy tym zakwalifikowanie podmiotu jako pośrednika nie zależy od jego zachowania, tylko od zachowania osoby trzeciej. Innymi słowy ponosi on odpowiedzialność za to, w jaki sposób osoba trzecia wykorzystuje jego usługę. Tymczasem access provider nie ma na to żadnego wpływu, bo nie inicjuje, nie wybiera odbiorcy ani nie wpływa na treść. To tak, jakby sieć stacji benzynowych odpowiadała za napad na bank, bo furgonetka, w której transportowano łupy, tankowała w jednym z należących do niej punktów.

Plagą wielu wydawców w Polsce są serwisy publikujące w sieci bez zezwolenia treści objęte prawem autorskim. Jak w polskim systemie prawnym uregulowane są kwestie ewentualnej blokady stron internetowych?

- Wydawcy wolno domagać się zablokowania strony na tych samych zasadach, co innym przedsiębiorcom. Jeśli wezwany dostępu do witryny nie zablokuje, można próbować zmusić go do tego na drodze sądowej, np. domagając się zabezpieczenia powództwa. Warunkiem zabezpieczenia jest uprawdopodobnienie roszczenia oraz interesu prawnego. Trzeba jednak wówczas wykazać, że adresat sądowego zarządzenia swoimi działaniami naruszył prawo. W przypadku pasywnego dostawcy usług telekomunikacyjnych (tzw. mere conduit) tego typu odpowiedzialność prawna jest jednak wyłączona na podstawie art. 12 ustawy z 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz.U. z 2013 r. poz. 1422), który implementuje dyrektywę o handlu elektronicznym z 2000 roku. W tej sytuacji nie ma mowy o uprawdopodobnieniu roszczeń przeciwko dostawcy usług internetowych, gdyż w świetle obowiązujących przepisów prawa nie powinien on ponosić odpowiedzialności prawnej za treści rozpowszechniane za jego pośrednictwem. Nie ma zatem koniecznej przesłanki prawnej do wydania zarządzenia tymczasowego o nakazaniu blokady przeciwko dostawcy usług internetu, który występuje jako bierny pośrednik.

- Inaczej wygląda sytuacja w przypadku hostingodawców. W polskim systemie można żądać, aby sąd nakazał dostawcy usług hostingowych zablokowanie strony zawierającej bezprawne treści. Podmiot taki bowiem, inaczej niż dostawca sygnału, przechowuje informacje użytkowników na swoich serwerach. Zastosowanie ma tutaj tzw. procedura notice and take down, zgodnie z którą hostingodawca ponosi odpowiedzialność za bezprawne publikowanie treści od momentu uzyskania wiarygodnej wiadomości o naruszeniu praw osób trzecich (art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną). W praktyce się przyjmuje, że taką wiadomością jest np. zarządzenie tymczasowe sądu o zakazie publikacji bezprawnych treści. Z takim orzeczeniem uprawnionemu z praw autorskich wolno zwrócić się do hostingodawcy o usunięcie strony www. Od tego momentu bowiem można przyjąć, że dostawca hostingu działa w złej wierze.

Rozmawiała Maria Kamila Puch

22 kwietnia 14 (nr 77)

Kliknij i pobierz darmowy program PIT 2013

Dowiedz się więcej na temat: blokady | ets | blokada | witryny | www | utwór | wyrok

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »