W skrócie
- Indeks Philadelphia Stock Exchange Semiconductor, śledzący spółki z branży półprzewodników, niemal podwoił swoją wartość od początku roku. Akcje firm takich jak Micron, ARM i Intel zyskały w tym okresie znacznie ponad 200 procent.
- Bank Wells Fargo podniósł prognozę dla indeksu S&P500 na koniec roku do 7 950 punktów z wcześniejszych 7 300. Wzrostom na Wall Street powinien sprzyjać spadek napięcia między Waszyngtonem a Teheranem, a także powstrzymywanie się przez Fed z podwyżkami stóp procentowych.
- Paul Tudor Jones, który zasłynął z przewidzenia krachu giełdowego w 1987 roku, jest zdania, że hossa AI potrwa do 2027 lub 2028 roku, ale to co wydarzy się na końcu może być powtórką bańki internetowej sprzed ćwierćwiecza. Podobnego zdania jest Michael Burry, pierwowzór głównego bohatera filmu ”The Big Short”.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Bank of America spytał o opinię na temat rynku AI menedżerów zarządzających aktywami o łącznej wartości 465 miliardów dolarów. Badanie przeprowadzono w pierwszej połowie czerwca. Z rozkładu odpowiedzi wynika, że dużo bardziej prawdopodobna jest kontynuacja hossy spółek związanych ze sztuczną inteligencją niż załamanie ich notowań.
Na Wall Street pojawiło się FOMO
Dla 56 procent zarządzających funduszami obecna faza cyklu AI jest boomem, a tylko dla 21 procent euforią. Boom to zwyżka cen akcji, która nabiera rozpędu i dlatego jest dużo bezpieczniejsza od euforii, która cechuje się wywindowaniem wycen na skrajnie wysokie poziomy. Tylko 9 procent ankietowanych jest zdania, że sztuczna inteligencja znalazła się na etapie realizacji zysków - duzi inwestorzy zaczynają sprzedawać akcje w oczekiwaniu na pęknięcie bańki spekulacyjnej.
Jednak sukces AI ma także jedną ciemniejszą stronę. Bank of America (BofA) podkreśla, że rynkowemu boomowi towarzyszy FOMO (fear of missing out), czyli lęk przed przegapieniem okazji. Jest to zachowanie znane z psychologii tłumu. Ludzie kupują aktywa, bo widzą, że robią to inni. Jednocześnie umacniają się w przekonaniu, że jeśli będą zwlekać, to zmarnują szansę na osiągnięcie wysokich stóp zwrotu. Trzeba pamiętać, że FOMO może prowadzić do podejmowania impulsywnych, nieprzemyślanych decyzji. Efektem takich działań mogą być znaczne straty poniesione w momencie, gdy na przykład pęka bańka spekulacyjna.
Półprzewodniki ponad wszystko
Ankietowani przez BofA zarządzający funduszami są tak bardzo zaangażowani w inwestowanie na rynkach akcji, że zasoby gotówki utrzymują na historycznie niskich poziomach. Z badania ankietowego wynika jednak, że aż czterech na pięciu respondentów kupowanie i utrzymywanie akcji globalnych producentów półprzewodników uznaje za "najbardziej zatłoczoną transakcję na rynku". To z kolei zwiększa ryzyko gwałtownej korekty przy zmianie nastrojów.
Indeks Philadelphia Stock Exchange Semiconductor, śledzący spółki z branży półprzewodników, niemal podwoił swoją wartość od początku roku. Akcje firm takich jak Micron, ARM i Intel zyskały w tym okresie znacznie ponad 200 procent. Skala tych wzrostów pokazuje, jak silnie kapitał napływa do producentów chipów stanowiących zaplecze rewolucji AI.
Dziś główny indeks giełdy w Nowym Jorku osiąga wartość około 7 500 punktów. James Thorne, główny strateg rynkowy w Wellington-Altus Private Wealth, wyznacza cel na poziomie 8 000 punktów do końca 2026 roku, z możliwością przesunięcia się w kierunku 8 400 punktów, a nawet 14 tysięcy punktów do końca dekady.
Thorne odwołuje się do mechanizmu supercyklu wydatków kapitałowych napędzanego przez sztuczną inteligencję. Jego zdaniem, na dłuższą metę o obliczu gospodarki będą decydować: centra danych, sieci energetyczne, moce jądrowe i surowce krytyczne. Analityk podkreśla, że powszechnie niedoceniany jest wpływ dźwigni marży AI na poszczególne sektory gospodarki. Potwierdzeniem tej tezy są wyniki amerykańskich spółek za pierwszy kwartał 2026 roku - zyski przebiły szacunki ekspertów o około 27 proc.
Fed w centrum uwagi
Z kolei bank Wells Fargo podniósł prognozę dla indeksu S&P500 na koniec roku do 7 950 punktów z wcześniejszych 7 300. Ohsung Kwon, analityk akcyjny banku, ocenia, że łagodnienie napięć między Waszyngtonem a Teheranem zmniejsza zagrożenia makroekonomiczne. Jego zdaniem, presja inflacyjna napędzana wyższymi cenami ropy najpewniej zacznie ustępować.
Ohsung Kwon dostrzega także nadal duży potencjał sztucznej inteligencji. Obawia się jednak, że politycy mogą wziąć ją na celownik. Z sondaży wynika bowiem, że amerykańscy wyborcy postrzegają branżę AI mniej przychylnie niż służbę imigracyjną i celną. Ewentualne działania ograniczające rozwój tej technologii mogłyby uderzyć w sektor odpowiadający za znaczną część ubiegłorocznych i tegorocznych zysków indeksów.
Według Kwona, inflacja w USA pozostaje największym ryzykiem dla akcji, ale tylko wtedy, gdyby Fed zareagował na nią podwyżkami stóp procentowych. Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) pod wodzą nowego przewodniczącego Kevina Warsha w zeszłym tygodniu utrzymał stopy na niezmienionym poziomie. Było to już czwarte z kolei posiedzenie, na którym zapadła taka decyzja.
Gubernatorowie Rezerwy Federalnej byli wyjątkowo jednomyślni, bo wynik głosowania to 12:0. Jednak następne ich posunięcia mogą nie przypaść do gustu inwestorom z Wall Street. Fed podkreśla bowiem, że inflacja konsumencka wynosząca 4,2 proc. pozostaje podwyższona względem 2-procentowego celu FOMC. Także oczekiwania inflacyjne gospodarstw domowych "zakotwiczyły się" na poziomie 3-5 proc.
Wiadomo już, że niewielka większość członków komitetu uważa za pożądaną przynajmniej 25-punktową podwyżkę stóp w perspektywie drugiej połowy roku. A tylko jeden optuje za ich obniżeniem. W rezultacie mediana projekcji FOMC wskazuje na środek przedziału stopy funduszy federalnych rzędu 3,8 proc. na koniec 2026 roku. To o 40 punktów bazowych więcej niż w projekcji marcowej. Cięcia stóp wydają się być możliwe dopiero w lata 2027 i 2028.
Bessa jeszcze nie teraz
Paul Tudor Jones, miliarder i założyciel Tudor Investment, który zasłynął z przewidzenia krachu giełdowego w 1987 roku, o obecnej fazie boomu sztucznej inteligencji mówi, że rynki są w połowie drogi, ale to co wydarzy się na końcu może być powtórką bańki internetowej sprzed ćwierćwiecza. Jego zdaniem, hossa AI potrwa jeszcze rok lub dwa, do 2027 lub 2028 roku.
Jones zauważa, że kapitał płynie chętniej do firm sprzedających produkty i usługi spółkom zajmującym się AI niż do samych twórców tej technologii. To klasyczny schemat znany z poprzednich cykli technologicznych. W tej sytuacji nie dziwi, że firmy takie jak OpenAI i Anthropic horyzont pierwszej prawdziwej rentowności przesuwają na lata 2028-30. Z tego powodu inwestorzy nie powinni liczyć na nieprzerwaną kontynuację wzrostów na giełdzie.
Paul Tudor Jones porównał Anthropic w 2026 roku z Microsoftem z 1981 roku, a obecną fazę boomu AI z okresem upowszechniania się systemu operacyjnego Windows 95, który przyspieszył komercyjne wykorzystanie internetu. To zestawienie nie jest przypadkowe. Sugeruje, że kulminacja cyklu musi zakończyć się gwałtowną korektą.
- Uważam, że udostępnienie narzędzia Claude w styczniu tego roku można zestawić z wydarzeniami z 1981 roku, kiedy to pojawił się Microsoft - powiedział miliarder w wywiadzie dla stacji CNBC. Jak twierdzi, choć rozwój AI przypomina wczesne etapy ekspansji technologicznej, to obecna hossa kojarzy mu się z końcówką XX wieku, czyli czasem na około rok przed pęknięciem bańki dot-comów.
Jones przyznaje, że dokupił więcej akcji spółek powiązanych ze sztuczną inteligencją, jednak nie zdradza konkretnych nazw. - Gram pod trendy makroekonomiczne, więc po prostu kupuję koszyki akcji. Powiem krótko, to szalony, szalony czas. Zawsze lubię szukać historycznych precedensów - dodał. Ostrzega jednak, że w dłuższym terminie sztuczna inteligencja niesie ze sobą zagrożenia dla ludzkości, które będą musiały być neutralizowane przez rządy.
Jeszcze raz "The Big Short"
Michael Burry, inwestor znany z przewidzenia krachu na amerykańskim rynku nieruchomości w 2008 roku i zarazem pierwowzór głównego bohatera filmu "The Big Short", też doszukuje się uderzających podobieństw między obecnym rajdem spółek powiązanych ze sztuczną inteligencją, a końcowymi miesiącami bańki dot-comów z przełomu lat 1999-2000. Podkreśla, że współczesne wielkie firmy technologiczne stały się kapitałochłonne, a zwrot z pieniędzy zainwestowanych w projekty AI może okazać się zbyt niski, by uzasadnić obecne wyceny.
Michael Burry za nierozsądny uznaje rynkowy kult dwóch liter - AI. Sztuczna inteligencja stała się tak bardzo dominującą siłą napędzającą notowania akcji, że inne wydarzenia gospodarcze i finansowe przyciągają coraz mniej uwagi inwestorów. "Akcje nie rosną ani nie spadają z powodu danych z rynku pracy czy nastrojów konsumentów. Idą pionowo w górę, ponieważ wcześniej szły pionowo w górę, a robiły to za sprawą AI. To uczucie jak w ostatnich miesiącach bańki z lat 1999-2000" - napisał Burry.
Trzeba tu przypomnieć, że w okresie spekulacyjnej hossy dot-comów wystarczyło dodanie do nazwy firmy końcówki ".com", by jej wycena wystrzeliła w górę niezależnie od tego, czy przynosiła jakiekolwiek zyski. Dziś podobną rolę odgrywa zadeklarowanie związku z branżą AI. Optymizm inwestorów jest tak silny, że często wygrywa z rzeczywistymi wynikami finansowymi spółek.
Jacek Brzeski















