W skrócie
- Światowe wydobycie miedzi spadło o 1,1 proc. w pierwszej połowie roku, a główni producenci - Codelco i Freeport-McMoRan - odnotowali nawet dwucyfrowy regres.
- Wolfram przez nieco ponad rok podrożał ośmiokrotnie. W Europie wielkie zapotrzebowanie na ten metal zgłaszają koncerny zbrojeniowe.
- Lit coraz bardziej staje się elementem infrastruktury krytycznej. Jest potrzebny w energetyce, w fabrykach chipów i wojnach hybrydowych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Globalni inwestorzy przez ostatni rok bardzo dużo mogli zarobić nie tylko na metalach szlachetnych - złocie, srebrze i platynie. Skokowo podrożały także miedź, wolfram i lit. W ich wypadku rynki muszą brać pod uwagę ograniczenia eksportowe wprowadzane głównie przez USA i Chiny i problemy z niewystarczającą podażą.
"Czerwonego metalu" jest za mało
Cena tony miedzi na giełdzie w Londynie po raz pierwszy w historii przekracza poziom 14 600 dolarów. W skali ostatniego roku wzrosła o ponad 45 proc. O wysokich notowaniach "czerwonego metalu" decydują jego bardzo ograniczone krótkoterminowe zapasy i niewystarczające wydobycie w kopalniach. Z danych firmy konsultingowej Project Blue wynika, że światowy rynek miedzi stracił w pierwszym półroczu tego roku około 338 tysięcy ton miedzi z powodu problemów z jej pozyskiwaniem w Indonezji, Demokratycznej Republice Konga i Chile.
W dodatku, od miesięcy rynek przygotowuje się do ogłoszenia przez Biały Dom planów wprowadzenia ceł na miedź rafinowaną. Z tego powodu metal w dużych ilościach już teraz zapełnia magazyny w amerykańskich portach. To z kolei oznacza, że w innych regionach świata maleją zapasy miedzi i na przykład na giełdzie w Szanghaju wystarczają zaledwie na 5 dni.
Popyt na miedź wyraźnie rośnie ze strony branży sztucznej inteligencji, odnawialnych źródeł energii i sieci energetycznych. Tymczasem International Copper Study Group informuje, że wydobycie tego surowca spadło o 1,1 proc. w pierwszej połowie roku, a główni producenci - Codelco i Freeport-McMoRan - odnotowali nawet dwucyfrowy regres.
Analityk Citigroup Tom Mulqueen zapowiada wzrost ceny miedzi do końca roku do 15 tysięcy dolarów za tonę, z potencjałem wzrostu do około 17 tysięcy, jeśli popyt związany z transformacją energetyczną, centrami danych i zapasami strategicznymi okaże się silniejszy niż oczekiwano.
KGHM daje radę
Inwestorzy zainteresowani rynkiem miedzi oswajają się z nową rzeczywistością geologiczną - bardzo zmalała częstotliwość odkryć kolejnych złóż surowca. W dodatku, tworzenie nowych kopalń jest wyjątkowo drogie. Natomiast w wielu już istniejących kopalniach notowany jest spadek zawartości metalu w rudach.
W drugim kwartale 2026 roku cała pierwsza szóstka największych światowych producentów miedzi powiadomiła o rocznych spadkach rozmiarów wydobycia. W globalnym rankingu nasz KGHM plasuje się na 13. miejscu z kwartalnym wydobyciem na poziomie 129 700 ton. Spółka z Lubina pod względem kapitalizacji zajmuje w tej chwili 44. miejsce wśród największych górniczych firm świata. Cena akcji KGHM na GPW w Warszawie przez ostatni rok poszła w górę o 170 proc., a firma ma duży udział w hossie giełdowej.
Już wiadomo, że nasz potentat przez siedem pierwszych miesięcy tego roku produkcję miedzi miał o 1,75 proc. wyższą niż w tym samym okresie w 2025 roku. Ten rezultat byłby lepszy, gdyby nie wynik KGHM International. Zagraniczna część kombinatu (dużo mniejsza niż krajowa) zanotowała spadek produkcji aż o 32,2 proc., co wynikało z przerobu rudy o obniżonych parametrach jakościowych.
Wolfram dla "zbrojeniówki"
Na rynkach światowych drożeje nie tylko miedź. Wolfram, jeden z kluczowych metali przemysłu zbrojeniowego, w ciągu nieco ponad roku podrożał ośmiokrotnie. Aż 80 proc. światowego wydobycia tego metalu przypada na Chiny. Nic więc dziwnego, że głównym impulsem cenowego ruchu w górę była decyzja Pekinu z lutego 2025 roku o objęciu wybranych produktów wolframowych kontrolą eksportową.
Efekt był natychmiastowy - chińska sprzedaż asortymentu wolframowego z przeznaczeniem dla odbiorców zagranicznych spadła o około 40 proc., a globalne zapasy metalu zaczęły się gwałtownie zmniejszać. Na naszym polskim podwórku o wielkiej zmianie na rynku wolframu świadczy skok średniej ceny skupu złomu. Kilkanaście miesięcy temu kilogram kosztował 60-70 zł, dziś jest to około 167,50 zł.
Z tego metalu można robić biżuterię, wiertła i żarówki. Jest potrzebny także w produkcji półprzewodników, w branży motoryzacyjnej i energetyce. Wolfram to jednak przede wszystkim składnik pocisków rakietowych, amunicji przeciwpancernej i czołgowej. Gdy dodajemy wolfram do stali, ta staje się twardsza i bardziej odporna na przebicie. Gdy uformujemy z niego rdzeń pocisku - przebije znacznie grubszą osłonę.
Rosnące zużycie amunicji i rakiet w konfliktach zbrojnych zmusza zachodnich producentów broni do planowania wielokrotnego zwiększenia produkcji, a więc i zużycia wolframu. W Europie wielkie zapotrzebowanie na ten metal zgłaszają niemieckie koncerny zbrojeniowe Rheinmetall i producent Leopardów 2 Krauss-Maffei Wegmann. Wolframu potrzebują także francuski Nexter odpowiedzialny za modernizację czołgów Leclerc i polska fabryka Mesko w Skarżysku-Kamiennej.
Wolfram nie tylko chiński
Amerykańską odpowiedzią na chińskie ograniczenia eksportowe są inwestycje firmy Almonty Industries. Spółka prowadzi działalność w Portugalii i zwiększa wydobycie w kopalni Sangdong w Korei Południowej, która po osiągnięciu pełnej zdolności produkcyjnej ma odpowiadać za około 40 proc. zachodniej produkcji wolframu. Almonty przygotowuje się też do otwarcia pierwszej od dekady kopalni w USA - w stanie Montana.
Akcje Almonty podrożały przez ostatnie 12 miesięcy o około 320 proc., a rynek zaczął wyceniać strategiczną wartość firmy jako jednego z nielicznych przyszłych producentów wolframu poza Chinami. Wojny na Bliskim Wschodzie i w Ukrainie wyczerpują zapasy pocisków przechwytujących w tempie, które zmusza głównych amerykańskich producentów zbrojeniowych do sygnalizowania administracji prezydenta Donalda Trumpa planów wielokrotnego zwiększenia produkcji rakiet. To oznacza proporcjonalnie większe zapotrzebowanie na wolfram - w momencie, gdy jego dostępność jest najniższa od lat.
Wyjątkowo cenny złom
Pod koniec sierpnia w USA zaczęły obowiązywać ograniczenia eksportu złomu wolframu wprowadzone przez administrację Donalda Trumpa. Decyzja zapadła w czasie, gdy Stany Zjednoczone i ich sojusznicy mierzą się z pogłębiającymi się problemami z podażą i szukają nowych źródeł tego metalu poza Chinami. Lewis Black, dyrektor generalny Almonty Industries, podkreśla, że nowe regulacje mają przede wszystkim ograniczyć eksport amerykańskiego wolframu do Państwa Środka.
Decyzja Białego Domu powoduje, że w zasadzie cały materiał w postaci złomu wolframu pozostanie w USA przynajmniej przez najbliższy rok. Lewis Black przypomina, że zakłady przetwarzające złom na terenie Stanów Zjednoczonych w większości należą do europejskich lub japońskich właścicieli. Materiał wolframowy jest zbierany i przetwarzany w USA, natomiast produkty z pośredniego etapu łańcucha dostaw trafiają przeważnie do Europy.
Lit, czyli waluta stabilności energetycznej
- W ciągu moich 12 lat pracy w sektorze surowcowym nigdy nie widziałem rynku tak napiętego jak w tej chwili rynek wolframu, może poza litem w 2021 roku - oznajmił George Heppel, wiceprezes ds. badań surowcowych w Fastmarkets.
Wspomniany lit drożał nie tylko 5 lat temu. Jego cena przez ostatni rok poszła w górę o około 100 proc. Ten metal jest stosowany w akumulatorach litowo-jonowych. Coraz bardziej potrzebują go branże zielonej energii, półprzewodników i sztucznej inteligencji.
Analitycy Goldman Sachs, UBS, Citigroup i Bernstein prognozują, że w tym roku popyt na lit zdecydowanie przewyższy podaż. Najbardziej mają się do tego przyczynić: wielka przebudowa sieci energetycznych, rozwój odnawialnych źródeł energii i ekspansja centrów danych AI. Potrzebne są nowe kopalnie litu, ale inwestycje górnicze to przedsięwzięcia wieloletnie.
Eksperci podkreślają, że lit z obszaru motoryzacji przesuwa się w stronę infrastruktury krytycznej. Jest potrzebny w fabrykach chipów i wojnach hybrydowych. Elon Musk, najbogatszy człowiek świata, mówi, że lit jest teraz "strategiczną walutą stabilności energetycznej". Zaczyna być niezbędny tam, gdzie przez 24 godziny na dobę magazynuje się energię z wiatru i słońca. Na Wall Street ukuto nawet maksymę: "Energetyczna stabilność to broń polityczna, a lit jest jej nabojem".
Jacek Brzeski














