W skrócie
- Z prognoz tak renomowanych firm, jak JPMorgan, Goldman Sachs, HSBC, Citi, Morgan Stanley i Wells Fargo wyłania się wizja indeksu S&P500, który pod koniec 2026 roku miałby wartość w granicach od 7 500 do 7 800 punktów. To o 9-13 proc. więcej niż w tej chwili.
- Michael Hartnett z Bank of America zakłada, że do września 2027 roku S&P500 może wspiąć się nawet do 9 914 punktów. Do tego potrzebna jest jednak wysoka dynamika zysków amerykańskich spółek i kontynuowanie bardzo luźnej polityki pieniężnej przez Fed.
- Komentatorzy sceptycznie wypowiadający się o boomie sztucznej inteligencji w USA podkreślają, że rynek wkroczył w fazę, w której entuzjazm zderza się z bezwzględnymi realiami gospodarki. Pytają: ”kto faktycznie zarobi na AI, a kto być może straci”.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Giełda w Nowym Jorku ma za sobą burzliwy rok. Główny indeks S&P500 w skali 12 miesięcy wzrósł o 15 proc. Po drodze jednak przydarzyło mu się 20-procentowe załamanie notowań, do którego doszło między lutym a kwietniem 2025 roku. Kilkutygodniowy regres był efektem szoku spowodowanego zapowiadaną przez prezydenta USA Donalda Trumpa polityką wysokich taryf celnych i eskalacją wojny handlowej z Chinami.
Na wiosennym zamieszaniu na Wall Street skorzystali inwestorzy, którzy wielkie spadki uznali za doskonałą okazję do zakupu przecenionych akcji. W efekcie, S&P500 od kwietniowego dołka do końca roku wzrósł o 45 proc., a pod koniec grudnia osiągnął historycznie najwyższy poziom 6 945 punktów. Rekord wszech czasów w ostatnich dniach października 2025 roku ustanowił także technologiczny indeks Nasdaq, który w tej chwili znów jest blisko tamtego szczytu.
Nieustraszeni inwestorzy nowojorscy
Specjaliści analizy technicznej są zdania, że ważne wsparcie (bezpiecznik) dla S&P500 lokuje się w strefie 6 150 punktów, czyli przy poprzednim szczycie przełamanym w trakcie rajdu. Jednak na Wall Street prawie nikt nie spogląda w dół wykresów. Dominuje patrzenie w górę i mnożenie optymistycznych prognoz, choć od wielu miesięcy do inwestorów docierają ostrzeżenia przed "pęknięciem bańki sztucznej inteligencji".
Kluczowym czynnikiem podsycającym pozytywne nastroje jest prowadzona od pewnego czasu przez Rezerwę Federalną polityka obniżania stóp procentowych. Wielu analityków, między innymi z Barclays, spodziewa się ze strony banku centralnego Stanów Zjednoczonych trzech cięć stóp w 2026 roku, w sumie o co najmniej trzy czwarte punktu procentowego.
Luzowanie monetarne zmniejsza koszt kapitału w amerykańskich firmach. Tańszy pieniądz ułatwia finansowanie inwestycji. Nawet spółki o mniejszej skali działalności zyskują dostęp do kapitału na bardziej atrakcyjnych warunkach, co zwiększa ich zdolność do konkurowania i wzrostu.
W środowisku niższych stóp procentowych maleje atrakcyjność lokat oraz obligacji, co sprzyja przesuwaniu kapitału w stronę aktywów ryzykownych, w tym akcji. W dodatku, amerykańskie spółki będą miały jeszcze jeden powód, by w tym roku przyciągać inwestorów z całego świata, gdyż spodziewany jest wysoki poziom ich zysków. Goldman Sachs prognozuje w 2026 roku 10-procentowy wzrost zysku na akcję dla spółek z indeksu S&P500.
Sztuczna inteligencja - piękna i straszna
Zdaniem wielu analityków, Wall Street będzie rynkiem atrakcyjnym nie tylko z powodu przewidywanych dalszych obniżek stóp procentowych w USA. Nadal będzie działał czynnik wiary w rewolucję sztucznej inteligencji, wbrew alarmowi podnoszonemu przez niektórych, że ten rynek jest "przegrzany".
Entuzjaści hossy AI uważają, że nieporozumieniem jest porównywanie obecnej sytuacji z pęknięciem bańki dotcomów w 2000 roku. Dzisiejsze największe spółki technologiczne są dojrzałe, rentowne i regularnie osiągają zyski. Wyceny akcji i indeksów branżowych są wysokie, lecz dalekie od absurdów sprzed ćwierćwiecza. Hossa sztucznej inteligencji jest domeną gigantów - Apple, Microsoftu, Amazona, Nvidii i Alphabetu. Te firmy łącznie odpowiadają za około 28 proc. kapitalizacji S&P500.
Rynek na przełomie lat 2025/26 wycenia spółki w oparciu o zdolność do generowania rosnących przepływów pieniężnych w średnim i długim terminie. Skupianie się na bieżącej wartości spółek, czasami zawyżonej, jest dla inwestorów mniej ważne od potencjału wzrostu zysków w kolejnych latach.
Dużo dobrych prognoz
Górę bierze pogląd, że sztuczna inteligencja staje się realnym narzędziem wpływającym na wyniki finansowe spółek. Automatyzacja procesów, optymalizacja łańcuchów dostaw, zaawansowana analiza danych czy wykorzystanie generatywnej AI w obszarach sprzedaży, marketingu i obsługi klienta powinny stać się przyczyną skoku produktywności przy relatywnie niewielkim wzroście kosztów stałych.
Konsekwencją tych zmian ma być duży wzrost marż operacyjnych, szczególnie w sektorach technologicznych, finansowych i przemysłowych. Dla inwestorów kluczowe jest to, że wyższa produktywność prowadzi do rewidowania w górę prognoz przyszłych zysków, a to właśnie one są fundamentem bieżących wycen akcji.
Analitycy z Wall Street są zgodni co do kontynuacji hossy w 2026 roku, choć oczekują mniejszego tempa wzrostu wskaźników niż w roku poprzednim. S&P500 jest teraz w okolicy 6 900 punktów. JPMorgan, Goldman Sachs i HSBC stawiają jako cel na najbliższe 12 miesięcy poziom 7 500 punktów.
Taki miałby być efekt stopniowego wzrostu zysków amerykańskich spółek i relatywnie "miękkiego" otoczenia monetarnego tworzonego przez Fed. Bardziej śmiałe dla S&P500 są prognozy Citi z poziomem docelowym 7 700 punktów oraz Morgan Stanley i Wells Fargo z przewidywanym pułapem 7 800 punktów.
Osobny rozdział to wyróżniająca się liczbową precyzją projekcja Michaela Hartnetta, głównego stratega Bank of America, który zakłada, że do września 2027 roku główny indeks giełdy nowojorskiej może wspiąć się nawet do 9 914 punktów. Stanie się to jednak tylko wtedy, gdy przez najbliższe kilkanaście miesięcy utrzymana zostanie wysoka dynamika zysków spółek, a Rezerwa Federalna będzie kontynuowała bardzo luźną politykę pieniężną.
Wspinaczka po ścianie niepokoju
Ekonomiści ostrzegają inwestorów, że nawet w najlepszych czasach nie mogą zapominać o występowaniu okresowych korekt i o konieczności stosowania zrównoważonej strategii zarządzania ryzykiem. Eksperci z banku Barclays, choć są zdania, że 2026 rok może być bardzo pomyślny dla inwestorów giełdowych, to dostrzegają też zagrożenia. Barclays uważa, że rynki wciąż "wspinają się po ścianie niepokoju".
Do tej niepewności przyczynia się między innymi różnica poglądów i zmiana narracji w sprawie sztucznej inteligencji. Rynki zadrżały, gdy największe spółki technologiczne jesienią zeszłego roku wpadły w dołek notowań. Uwaga świata skupiła się wówczas przed wszystkim na Nvidii, wielkim producencie półprzewodników, a zarazem firmie, która jest głównym bohaterem globalnej opowieści o sztucznej inteligencji, centrach danych i infrastrukturze obliczeniowej nowej generacji.
Cena akcji Nvidii pod koniec października 2025 roku spadła z absolutnego szczytu 212 dolarów do 170 dolarów w połowie grudnia. Nastroje są teraz dużo lepsze, bo od tamtej pory kurs wzrósł do około 188 dolarów. Jednak to właśnie w trakcie tego załamania notowań wielu inwestorów doszło do wniosku, że rynek AI wkroczył w decydującą fazę, w której entuzjazm zderza się z twardą ekonomią.
Po trzech latach euforii zapoczątkowanej przez ChatGPT, kapitał nadal płynie szerokim strumieniem, ale rosną też wątpliwości dotyczące kosztów, rentowności i realnego popytu na usługi oparte na sztucznej inteligencji. Od pytania: "czy AI zmieni świat", nie mniej ważna staje się kwestia: "kto na tym faktycznie zarobi, a kto być może straci".
Nie wszyscy zarobią na AI
Sztuczna inteligencja jest biznesem ekstremalnie kapitałochłonnym. OpenAI planuje wydatki liczone w bilionach dolarów, a jednocześnie przez kilka kolejnych lat ma wykazywać straty. Problem pojawi się w momencie, gdy inwestorzy zaczną kwestionować sens dalszego dokładania kapitału. Powstaje ryzyko "finansowania w pętli", w której te same firmy pożyczają sobie pieniądze nawzajem, by podtrzymać wzrost. Spółki uzależnione od długu, takie jak operatorzy centrów danych, są tu szczególnie wrażliwe.
Doświadczeni inwestorzy powinni zdawać sobie sprawę, że niektóre firmy z ekstremalnymi mnożnikami są przedmiotem niebezpiecznej spekulacji rynkowej. Trzeba wówczas umiejętnie przenosić pieniądze do spółek, które realnie monetyzują AI, a nie ograniczają się do obiecywania przyszłych wielkich zysków.
Jacek Brzeski
















