Wystarczy popatrzyć na Azję. Myślę, iż to, że spadł NASDAQ bez spadku DJIA wyhamuje skłonność do sprzedaży akcji na świecie. U nas zaś rozumowanie może iść torem: w środę Euroland był na dużych minusach, a u nas na ciągłych nic się nie działo, w piątek, po dużych spadkach w USA też się nic specjalnego nie działo, może więc nie ma co sprzedawać, bo DJIA nie spadł, a NASDAQ za chwilę zacznie odbijać?
Jeśli przeważy takie rozumowanie, to rynek znowu może pokazać względną siłę. Na nic to jednak będzie, jeśli fundusze go nie ruszą. Sytuacja jest w tej chwili w punkcie równowagi nietrwałej. Dopóki rynek nie spada, to nie spada. Dopóki nie rośnie to nie rośnie. Niby nic odkrywczego, ale chodzi mi o to, że wystarczy -1,5% i rynek na "eskach", żeby się zaczęły spadki i vice versa: +1,5% i na "kupi", żeby były duże wzrosty. Do momentu wystąpienia którejś z tych sytuacji będzie marazm. To zaś, czy i kiedy będzie taki impuls, zależy od naszych funduszy, skoro zagranicy prawie nie ma.
Przesłuchy o planowanym przez rząd deficycie rzędu 1,9-2% jak widzę jednym psują humor, a drugim poprawiają. To wg mnie zła informacja bo jeśli rząd tak planuje to z całą pewnością "utrze się " więcej co nie będzie dobrze widziane przez inwestorów zagranicznych.
Przełom może nastąpić dosłownie każdego dnia. Przełom w którą stronę? Olbrzymia większość oczekuje wybicia do góry i stale powtarzam, że to martwi mnie najbardziej, że tak duża większość jest optymistami.
Dziś znowu większe prawdopodobieństwo wystąpienia marazmu na ciągłych, ale zmniejszyłbym to z 50:50 (w piątek) do 45:55 bo myślę, że większość może oczekiwać odbicia NASDAQ'a.







