W skrócie
- Wpływ na rosnące notowania miedzi ma ”zielona premia”, czyli dodatkowa wycena wynikająca z wielkiego udziału surowca w transformacji energetycznej.
- Firma konsultingowa Wood Mackenzie ocenia, że z powodu wojennego paraliżu hut aluminium w regionie Zatoki Perskiej globalne dostawy metalu mogą spaść o niemal 5 proc.
- Europejscy i amerykańscy nabywcy znów interesują się rosyjskim aluminium - metalem, który od 2022 roku był przez nich szeroko bojkotowany, po napaści armii Putina na Ukrainę.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W pierwszych tygodniach ataków Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran metale przemysłowe mocno taniały. Na rynkach obawiano się ogromnych konsekwencji dla gospodarki światowej: szoku energetycznego, paraliżu handlu i recesji. Wojenny wstrząs rynkowy był jednak tylko incydentem.
Inwestorzy szybko doszli do wniosku, że konflikt na Bliskim Wschodzie nie pociągnie za sobą poważnych następstw. Teraz prawdopodobnie stoją na stanowisku, że wojna de facto kończy się, a kolejny impas w negocjacjach Waszyngtonu z Teheranem nie ma większego znaczenia. Nastroje są tak dobre, że zbiorczy indeks metali na londyńskiej giełdzie LME zakończył poprzedni tydzień na historycznie najwyższym poziomie.
OZE bardzo potrzebują miedzi
Cena tony miedzi przekracza 14 tysięcy dolarów i niewiele brakuje jej do tegorocznego rekordu wszech czasów z końca stycznia (14 531 dolarów). "Czerwony metal" wyraźnie wyodrębnił własny trend cenowy niezależny od temperatury konfliktu USA-Iran.
Miedź drożeje głównie z powodu zdarzeń w Chinach, które są najważniejszym dostawcą surowca. Chiński eksport w kwietniu wzrósł o 14 proc., ale jednocześnie pojawiły się w Państwie Środka niedobory podaży, szybko spadają też zapasy. Bez miedzi niemożliwy byłby boom w sektorze czystych technologii. To nie przypadek, że dynamicznie rośnie chiński eksport nie tylko metalu, ale także takich towarów jak panele słoneczne, akumulatory i samochody elektryczne.
Citigroup wskazuje, że popyt na metale związany z transformacją energetyczną i wydatkami obronnymi zapewnia miedzi odporność nawet w sytuacji przedłużającego się zamknięcia Cieśniny Ormuz i powracających obaw, że światowej gospodarce grozi dekoniunktura. Bez ogromnych ilości miedzi praktycznie niemożliwe byłoby rozwijanie sieci przesyłowych, budowa farm wiatrowych, a także unowocześnianie armii. Trzeba tu pamiętać, że w obliczu rosnących napięć geopolitycznych wydatki wojskowe w wielu krajach osiągają najwyższy poziom od dekad.
Nie ulega wątpliwości, że decydujący wpływ na rosnące notowania miedzi ma "zielona premia", czyli dodatkowa wycena wynikająca z wielkiego udziału surowca w transformacji energetycznej. Na boom inwestycyjny składają się także: elektromobilność, magazyny energii oraz centra danych dedykowane sztucznej inteligencji. Każdy z tych sektorów wymaga ogromnych ilości przewodów, transformatorów i komponentów opartych na miedzi.
Popyt duży, podaż niewystarczająca
Na świecie zmniejsza się różnica między cenami złomu i miedzi rafinowanej. W praktyce oznacza to, że coraz większa część zapotrzebowania musi być pokrywana przez wydobycie pierwotne. Tymczasem uruchamianie nowych kopalń staje się coraz trudniejsze i bardziej kosztowne. Projekty wydobywcze wymagają wieloletnich inwestycji, a dodatkowo są obciążone rosnącymi wymogami środowiskowymi.
Jeszcze kilka lat temu zakładano, że ceny miedzi pozostaną relatywnie stabilne, a ewentualne wzrosty będą ograniczane przez wysoką produkcję w Ameryce Południowej oraz spowolnienie gospodarcze w Chinach. Te prognozy nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości. Nie ma recesji w Państwie Środka, a z kolei w Chile i Peru inwestorzy muszą liczyć się z napięciami i protestami społecznymi oraz presją polityczną dotyczącą zwiększenia udziału państwa w zyskach z wydobycia.
Rynek zaczyna także odczuwać skutki wieloletniego niedoinwestowania sektora surowcowego. Po spadkach cen miedzi z poprzedniej dekady wiele koncernów ograniczyło wydatki na nowe projekty i koncentrowało się raczej na poprawie rentowności niż ekspansji. Dziś okazuje się, że odbudowanie potencjału wydobywczego wymaga czasu.
Dodatkowo wiele istniejących kopalń osiąga niższą jakość rud niż jeszcze dekadę temu. Jeśli na rynkach globalnych deficyt miedzi stanie się permanentny, to "czerwony metal" może wejść w wieloletni supercykl wzrostowy podobny do napędzanego na początku XXI wieku przez przyspieszoną industrializację Chin.
Uderzenie w bliskowschodnie huty aluminium
Metalem, którego niedobór może stać się dotkliwy w wielu miejscach świata, jest także aluminium. W jego wypadku cena kontraktów terminowych na giełdzie w Londynie jest niższa tylko o około 100 dolarów za tonę od tegorocznego szczytu z połowy kwietnia (3 671 dolarów). Jednak zdaniem niektórych analityków, w obliczu przestojów produkcyjnych możliwy staje się skok ceny do poziomu 4 500 dolarów. Tu trzeba przypomnieć, że historyczny rekord z marca 2022 roku to nieco ponad 4 100 dolarów.
Spora podaż aluminium, bo około 10-procentowa w skali świata, pochodzi z hut w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Bahrajnie, Arabii Saudyjskiej i Katarze. Sytuacja na rynku zmieniła się radykalnie kilka tygodni temu po irańskim ostrzale rakietowym i atakach dronów na kluczowe huty w regionie Zatoki Perskiej. To był odwet po wcześniejszych uderzeniach w irańską infrastrukturę stalową.
Uszkodzenia zakładów produkujących aluminium, a należących do dwóch potęg bliskowschodniej metalurgii, są bardzo poważne. Zakład Al Taweelah wchodzący w skład Emirates Global Aluminum ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich całkowicie wstrzymał działalność. Skala zniszczeń w przypadku Aluminium Bahrain z Bahrajnu też jest poważna - huta pracuje przy wykorzystaniu zdolności produkcyjnych na poziomie około 30 procent.
Dodatkowym czynnikiem zaostrzającym kryzys jest zamknięcie Cieśniny Ormuz, które jeszcze przed bezpośrednimi atakami na huty pozbawiło bliskowschodnich producentów dostępu do krytycznych surowców. Branża spodziewa się fali dalszych cięć produkcji aluminium, jeśli szlak morski nie zostanie odblokowany. To oznacza, że nawet zakłady, które nie zostały uszkodzone, mogą być zmuszone do ograniczenia działalności z powodu braku materiałów wejściowych.
Firma konsultingowa Wood Mackenzie ocenia, że najnowsze zakłócenia mogą potencjalnie wyeliminować od 3 do 3,5 miliona ton produkcji w 2026 roku. Dla porównania - w 2025 roku światowa podaż aluminium pierwotnego została podliczona na prawie 74 miliony ton. Mowa zatem o utracie niemal 5 proc. globalnych dostaw.
Rosja odzyskuje rynek aluminium
Wojenny kryzys sprawił, że europejscy i amerykańscy nabywcy zaczęli interesować się także rosyjskim aluminium - metalem, który od 2022 roku był przez nich szeroko bojkotowany, po napaści armii Putina na Ukrainę. Rosyjska spółka Rusal, odpowiadająca za ponad 5 proc. światowej produkcji aluminium, od 2022 roku była zmuszona kierować około połowy swojej sprzedaży do Chin. Teraz, jak informuje Bloomberg, Rusal otrzymuje zapytania z USA i Europy dotyczące wolnych zdolności produkcyjnych. Jeśli zachodnie ograniczenia handlowe wobec rosyjskich metali zostaną złagodzone, producent aluminium mógłby przekierować na Zachód część wolumenu z rynku chińskiego.
Jacek Brzeski

















