W skrócie
- Na spadek ceny ropy duży wpływ miał Donald Trump, który zasugerował, że wojna z Iranem wkrótce może się zakończyć. Nie wykluczył też przejęcia przez USA Cieśniny Ormuz.
- Nie do końca potwierdza się teza, że kapitał ucieka w popłochu od ryzykownych aktywów, w tym od akcji notowanych na GPW w Warszawie.
- Panuje pogląd, że napędzana przez AI hossa jest domeną wąskiej grupy amerykańskich spółek technologiczny, co czyni cały indeks S&P500 ”zakładnikiem” wyników zaledwie kilku gigantów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Ci inwestorzy, którzy z rezerwą podchodzą do porad analityków rynkowych żartobliwie odpowiadają na pytanie: Kto to jest analityk? Otóż jest to "człowiek, który jutro fachowo wyjaśni dlaczego dziś nie wydarzyło się to, co zapowiadał wczoraj". Burzliwe wydarzenia z poniedziałku 9 marca pokazały, że czasami prognozy specjalistów już kilka godzin po ich sformułowaniu robią wrażenie przestrzelonych. Niektórzy komentatorzy i analitycy w tym dniu chyba za bardzo pospieszyli się z radykalnymi sądami. Czarne scenariusze przedstawiane przez nich przed południem, po południu nie wytrzymywały próby czasu.
Zły początek, lepszy koniec
Rano na warszawskiej giełdzie WIG20 spadał o 2 proc., a podobny regres notowały inne europejskie wskaźniki, m.in. CAC40 w Paryżu i DAX we Frankfurcie. W wielu komentarzach pisano o rozpoczynającym się "czarnym poniedziałku". Ostatecznie jednak główny indeks giełdy warszawskiej stracił tylko 0,17 proc., a krótko przed zakończeniem sesji wychodził nawet ponad kreskę. Spadki na rynkach francuskim i niemieckim też były mniejsze niż 1-procentowe.
W Nowym Jorku wskaźniki S&P500 i Nasdaq w pierwszym dniu tygodnia, choć najpierw spadały, to skończyły notowania wzrostami rzędu 1 proc. Na Wall Street zapowiedzi krachu są formułowe przez różne ośrodki analityczne już od wielu miesięcy, ale nawet 9 marca nie stał się "detonatorem" kryzysu.
Najważniejszą przyczyną wzrostu emocji na rynkach był skok ceny ropy naftowej. Taki był skutek zablokowania przez Iran Cieśniny Ormuz i ostrzeliwania instalacji naftowych państw regionu. Cena baryłki brent w pierwszych godzinach poniedziałkowych notowań osiągała pułap 120 dolarów, a wielu analityków było przekonanych, że marsz w górę będzie kontynuowany. Jednak późnym wieczorem cena spadała nawet poniżej 90 dolarów. Z amerykańską ropą WTI było bardzo podobne - też zobaczyliśmy maksimum na poziomie 120 dolarów za baryłkę, a potem cofnięcie się do około 85 dolarów.
Ropa naftowa znów tańsza
Poniedziałkowy szczyt notowań baryłki brent sprowokował wielu analityków do przedstawiania wniosku, że mamy globalny kryzys naftowy, a sytuacja może być nawet gorsza niż 4 lata temu, po napaści Rosji na Ukrainę. Przypominano, że w marcu 2022 cena baryłki brent osiągnęła pułap 133 dolarów.
Jednak kurs ropy w poniedziałek 9 marca niezbyt długo przekraczał poziom 120 dolarów. Rynki najpierw za dobrą monetę wzięły doniesienia o konsultacjach ministrów finansów G7 z Międzynarodową Agencją Energetyczną w sprawie ewentualnego uwolnienia awaryjnych rezerw ropy. Przy czym sceptycy przypominali, że to rozwiązanie w żaden sposób nie zrekompensuje utraty około 20 milionów baryłek dziennie.
Potem pojawił się jeszcze mocniejszy czynnik obniżki cen surowca - prezydent USA Donald Trump zasugerował w rozmowie z CBS News, że wojna z Iranem wkrótce może się zakończyć. Nie wykluczył też przejęcia przez USA Cieśniny Ormuz. Powiedział, że amerykańska armia jest "bardzo przed czasem" w stosunku do pierwotnie zakładanego harmonogramu operacji militarnej, która miała trwać 4-5 tygodni.
Nie ma paniki na GPW
Wojna na Bliskim Wschodzie sprawiła, że w minionym tygodniu główny indeks giełdy warszawskiej WIG20 stracił ponad 5 proc. W poniedziałek notowania zaczęły się od spadku 2-procentowego, ale skończyły wynikiem minimalnie słabszym niż przed weekendem. Specjaliści analizy technicznej rano alarmowali, że nie udaje się utrzymywanie wsparcia na poziomie 3 250 punktów. Ostrzegali, że w najbliższym czasie realnym scenariuszem może być test psychologicznej granicy 3 tysięcy punktów. Dodawali, że w najgorszym przypadku WIG20 może osunąć się nawet do dolnego ograniczenia kanału spadkowego, które przebiega nieco powyżej 2 600 punktów.
Pojawił się także argument, że kapitał właśnie teraz ucieka w popłochu od ryzykownych aktywów, a polska giełda jest tego doskonałym przykładem. Jednak WIG20 poniedziałkową sesję zakończył powyżej granicy 3 250 punktów, a objawów paniki nie zaobserwowano.
Na razie nie sprawdza się też negatywny scenariusz techniczny dla indeksu mniejszych spółek sWIG80, który "nie domyka luk spadkowych" i niebezpiecznie zmierza w stronę 30 tysięcy punktów. Poniedziałkową sesję wskaźnik zakończył co prawda spadkiem o prawie 0,9 proc., ale lokuje się na poziomie 30 400 punktów.
Chciwość i lęk na Wall Street
Nowy tydzień indeksy giełdy nowojorskiej S&P500 i Nasdaq zaczęły wzrostami. S&P500 zyskał na wartości ponad 0,8 proc. i zbliżył się do 6 800 punktów. Przypomnijmy, że historyczny rekord na nieco wyższym poziomie 7 tysięcy punktów został ustanowiony pod koniec stycznia. Mimo to liczni analitycy są zdania, że główne wskaźniki na Wall Street weszły w fazę korekty, a inwestorzy masowo uciekają od ryzyka w stronę gotówki i "bezpiecznych przystani".
Panuje też pogląd, że napędzana przez AI hossa jest domeną wąskiej grupy spółek technologiczny, co czyni cały indeks S&P500 "zakładnikiem" wyników zaledwie kilku gigantów. Natomiast stabilizacja notowań poniżej poziomu 7 tysięcy punktów ma być dowodem, że rynek natrafił na barierę psychologiczną. W rezultacie potrzebuje teraz twardych dowodów, że rewolucja sztucznej inteligencji nie jest bańką spekulacyjną i ma mocne podstawy finansowe.
Doświadczony analityk Edward Yardeni jest zdania, że w tym roku poważnie wzrosło ryzyko dużej wyprzedaży na amerykańskiej giełdzie. Ekspert zwiększył szacowane przez siebie prawdopodobieństwo gwałtownego załamania rynku z 20 proc. do 35 proc. Yardeni uważa, że jednym z głównych zagrożeń dla Wall Street może być eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz wzrost cen energii. W warunkach szoku naftowego wzrośnie niebezpieczeństwo wystąpienia w USA stagflacji - połączenia wysokiej inflacji ze słabym wzrostem gospodarczym.
W tak niespokojnych czasach warto chyba odwołać się do legendarnego inwestora Warrena Buffetta, który ma swoje recepty na gwałtowne zmiany nastrojów na rynkach. Zaleca inwestorom trzymanie nerwów i emocji na wodzy. Powiedział kiedyś: "Miej akcje nawet wtedy, gdy mają one gorszy dzień lub miesiąc. One od czasu do czasu muszą tanieć, by stać się dobrymi okazjami inwestycyjnymi. Bywa, że akcje nawet bardzo dobrych firmy mają irracjonalnie niskie ceny". Buffett lubi też "iść pod prąd". Stąd maksyma: "Bądź ostrożny, gdy inni są chciwi, bądź chciwy, gdy inni się boją, ale gdy zaczyna padać deszcz złota, to podstaw wiadro, a nie naparstek".
Jacek Brzeski














