W skrócie
- Banki centralne zwiększyły zakupy złota, po tym jak zostało mocno przecenione. W pierwszych trzech miesiącach 2026 roku kupiły 244 tony kruszcu, czyli więcej niż w poprzednim kwartale i powyżej średniej pięcioletniej.
- NBP ma więcej złota niż Europejski Bank Centralny, Wielka Brytania czy Hiszpania. Jednak niezrealizowany zysk na polskich zasobach kruszcu z końcem pierwszego półrocza został podsumowany na 127,5 miliarda złotych, co oznacza, że w ciągu ostatnich czterech miesięcy zmalał o ponad 65 miliardów złotych.
- Eksperci Bank of America zalecają inwestorom, by zwrócili uwagę na sektor wydobywczy w branży metali szlachetnych. Nawet obecne ceny złota zapewniają producentom wysokie marże.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Pod koniec stycznia za uncję złota płacono rekordowo dużo, bo ponad 5600 dolarów. Szybko jednak cena spadła poniżej 5 tysięcy dolarów, a ostatnio lokuje się w granicach 4100 dolarów. Dla notowań kruszcu drugi kwartał tego roku był najgorszy od 2013 roku. Od czasu osiągnięcia cenowego szczytu inwestorzy wycofali z funduszy ETF opartych na złocie około 18 miliardów dolarów. W dużej mierze jest to spóźniony kapitał, który napłynął podczas zeszłorocznej hossy, a potem zderzył się z załamaniem rynku.
Banki centralne korzystają z okazji
Indywidualni posiadacze kruszcu mają prawo narzekać na bessę, ale dla banków centralnych przecena złota jest bardzo dobrą okazją do zwiększania jego zasobów. Banki pozostają dominującą siłą na rynku "królewskiego metalu" od 2022 roku. W ten sposób reagują na sekwencję zdarzeń, po tym jak Rosja zaatakowała Ukrainę. Stany Zjednoczone zamroziły wówczas 300 miliardów dolarów rezerw rosyjskiego banku centralnego.
Cały świat natychmiast zrozumiał, że aktywa denominowane w dolarach nie są "bezpiecznymi przystaniami", bo mogą stać się politycznymi zakładnikami. Natomiast ze złotem przechowywanym w krajowym skarbcu nie wiąże się ryzyko niewypłacalności emitenta ani widmo sankcji, co czyni je atrakcyjnym uzupełnieniem portfela rezerw.
W 2024 roku banki centralne kupiły 1090 ton złota. Ten ogromny popyt napędził wzrost cen i hossę trwającą kilkanaście miesięcy. W 2025 roku banki nabyły 863 tony metalu, czyli 20 proc. mniej niż rok wcześniej. Spowolnienie nie wynikało ze spadającego zainteresowania kruszcem. Była to raczej naturalna reakcja inwestorów, którzy gromadząc rezerwy kupują mniej aktywów, gdy te stają się drogie.
Te reguła działa także w drugą stronę - banki centralne znów zwiększyły zakupy, po tym jak złoto zostało przecenione. W pierwszych trzech miesiącach 2026 roku kupiły 244 tony, czyli więcej niż w poprzednim kwartale i powyżej średniej pięcioletniej. Trzeba tu pamiętać, że dla banków centralnych złoto jest długoterminowym zabezpieczeniem i służy zachowaniu wartości. Bankowcy nie kupują kruszcu, po to, by go wymienić z powrotem na większą ilość papieru. Nie są jednak nierozważni i nie akceptują każdej ceny.
Chiny i Rosja - przeciwne bieguny
Z tegorocznego gwałtownego spadku ceny złota skorzystali Chińczycy. Ludowy Bank Chin poinformował właśnie, że w czerwcu powiększył rezerwy o prawie 14,3 tony metalu, co oznacza, że dokonał największego miesięcznego zakupu od 2023 roku. W pierwszych sześciu miesiącach 2026 roku Chiny dodały do swoich zasobów około 40 ton, w porównaniu z zaledwie 27 tonami w całym 2025 roku. Pekin kupuje złoto co miesiąc nieprzerwanie do listopada 2024 roku, czyli od czasu wyborów prezydenckich w USA.
Całkowicie przeciwny trend obserwujemy w Rosji. Kreml mierzy się z coraz poważniejszymi problemami gospodarczymi i dlatego wyprzedaje zasoby metalu zgromadzone w skarbcu banku centralnego. Jak wynika z danych Banku Centralnego Rosji, spadek rezerw złota w czerwcu wyniósł 9,33 tony, a od początku roku - ponad 43 tony.
Rosja jest jednak wyjątkiem, a większość banków centralnych stawia na "królewski metal". Zastępowanie walut, a zwłaszcza dolara, złotem w rezerwach banków wynika ze spadającego zaufania do pieniądza Amerykanów. Inwestorom na całym świecie "zielony" kojarzy się z walutą mocarstwa, które jest nadmiernie zadłużone i politycznie nieprzewidywalne.
Światowa Rada Złota (World Gold Council) przeprowadziła w tym roku ankietę wśród 76 banków centralnych. Aż 74 proc. z nich stwierdziło, że spodziewa się znacznego spadku udziału dolara w rezerwach globalnych w ciągu najbliższych 5 lat. Krytycy, tego co się dzieje w USA, podkreślają, że dług narodowy stale rośnie o biliony dolarów, Kongres nie ma żadnego planu poza dalszym zaciąganiem pożyczek, a Biały Dom wciąż jest gotów używać własnej waluty jako broni.
Polska w awangardzie posiadaczy złota
W trend zwiększania zasobów złota od dawna wpisuje się także Narodowy Bank Polski, który wykorzystał ostatnią przecenę kruszcu i jest jednym z najaktywniejszych jego nabywców na świecie. W tym roku NBP zwiększył rezerwy o ponad 82,2 tony, a w samym tylko czerwcu o prawie 18,6 tony - łącznie do 632,4 tony. Deklarowany cel naszego banku centralnego to 700 ton, co może być osiągnięte już w tym roku, jeśli tempo zwiększania stanu posiadania nie zmaleje. NBP ma już więcej kruszcu niż Europejski Bank Centralny, Wielka Brytania czy Hiszpania.
Na koniec czerwca złoto stanowiło 27,8 proc. ogółu polskich rezerw walutowych. Ten wskaźnik w tym roku systematycznie maleje (na koniec lutego wynosił około 31 proc.), co jest konsekwencją przede wszystkim obniżonej ceny metalu. Niezrealizowany zysk na naszych zasobach złota z końcem pierwszego półrocza został podsumowany na 127,5 miliarda złotych, co oznacza, że w ciągu ostatnich czterech miesięcy zmalał o ponad 65 miliardów złotych.
Na marginesie, niezrealizowany zysk na złocie NBP stał się fundamentem "Polskiego SAFE 0 proc.". Ten program militarny był lansowany przez prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego jako przeciwwaga dla europejskiego SAFE. Jego mocnym elementem miała być kwota około 185 miliardów złotych wypracowana przez nasz bank centralny. Kilka miesięcy temu, gdy prezydent wetował ustawę o SAFE, niezrealizowany zysk na złocie (policzony na koniec lutego) wynosił około 193 miliardy złotych. Błyskawiczny spadek notowań metalu pokazał, że "SAFE 0 proc." jest oparty na kruchych podstawach.
Prognozy dla złota w niepewnych czasach
Zdania analityków, co do cen złota w najbliższej przyszłości, są podzielone. Jedni są przekonani, że wzrostowi kursu nie będzie sprzyjać ciągle twarda polityka monetarna Fed, mocny dolar i odpływy kapitałów z funduszy ETF. Inni widzą szansę na powrót hossy z powodu zwiększonych zakupów banków centralnych i wzmożonego popytu na fizyczne złoto ze strony indywidualnych konsumentów i inwestorów azjatyckich.
Stanowisko pesymistów zostało ostatnio wzmocnione przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który obniżył prognozy wzrostu gospodarczego dla świata, ostrzegł przed skutkami przedłużającego się konfliktu na Bliskim Wschodzie, kryzysem energetycznym i utrzymującą się inflacją. Zdaniem wielu komentatorów, losy złota są dziś ściśle powiązane z cenami ropy. Ponowne zamknięcie cieśniny Ormuz winduje notowania baryłki Brent w okolice 90 dolarów.
Jeżeli surowce energetyczne nadal będą drożeć, to presja inflacyjna może zmusić do reakcji amerykańską Rezerwę Federalną. Rynki na około 60 procent wyceniają prawdopodobieństwo wrześniowego podniesienia stóp procentowych przez Fed, co umacnia dolara i ciąży notowaniom złota, które jak wiadomo nie przynosi żadnych odsetek swoim właścicielom. Optymiści zakładają, że Fed wcale nie musi być tak bardzo "jastrzębi", skoro niższe od prognoz okazały się najnowsze odczyty inflacji konsumenckiej i producenckiej w Stanach Zjednoczonych.
Rollercoaster według Bank of America
Zdaniem specjalistów analizy technicznej, spadek ceny uncji złota poniżej progu 4 tysięcy dolarów otworzy drogę ku obniżonym notowaniom rzędu 3 950, a nawet 3 900 dolarów. Analitycy Bank of America (BofA) przekonują, że może być jeszcze gorzej i kruszec poszuka dna dopiero w rejonie 3 600 dolarów za uncję, prawdopodobnie we wrześniu tego roku. Co ciekawe, choć analitycy BofA obniżyli prognozę średniej ceny na 2026 rok o 14 procent do 4 360 dolarów, to podtrzymują scenariusz osiągnięcia w 2027 roku ceny 6 tysięcy dolarów za uncję kruszcu.
Eksperci BofA zalecają inwestorom, by zwrócili uwagę na sektor wydobywczy w branży metali szlachetnych. Ich zdaniem, nawet obecne ceny złota zapewniają producentom wysokie zyski. Zespół analityków akcyjnych banku wskazuje, że kopalnie złota są teraz jednym z najbardziej dochodowych segmentów całego rynku giełdowego. Wolne przepływy pieniężne producentów "królewskiego metalu" są dziesięciokrotnie wyższe niż w 2020 roku, przy o połowę niższym zadłużeniu długoterminowym w relacji do kapitału własnego.
Tymczasem tegoroczna wyprzedaż złota dotknęła również spółki wydobywcze, co zdaniem wielu komentatorów, kłóci się z ich kondycją ekonomiczną. Nawet solidne, wolne od długu podmioty są notowane 50 proc. poniżej swoich szczytów z początku tego roku. Niektóre z tych firm wciąż wydobywają złoto ponosząc koszt zaledwie tysiąca dolarów za uncję, co daje bardzo wysoką marżę.
Jacek Brzeski















