W skrócie
- Ed Dowd, finansista z PhinanceTechnologies, jest przekonany, że świat nieuchronnie zmierza w stronę recesji i nawet szybkie zakończenie wojny na Bliskim Wschodzie nie przerwie tego procesu. Jego zdaniem najmocniejszymi aktywami staną się wówczas gotówka i metale szlachetne.
- Wielkim zagrożeniem dla gospodarki Stanów Zjednoczonych jest gwałtownie rosnące zadłużenie publiczne. Odsetki od długu federalnego są w tej chwili drugim wydatkiem w amerykańskim budżecie.
- Analitycy Wells Fargo Securities prognozują, że w nadchodzących miesiącach S&P500, główny indeks giełdy w Nowym Jorku, wzrośnie z 7 100 do 7 300 punktów. Zakładają, że ogromne inwestycje firm technologicznych w sztuczną inteligencję zaczną przynosić duże zyski, co wywoła wzrost cen akcji.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Na to, co dzieje się ostatnio w regionie Zatoki Perskiej, inwestorzy odpowiadają coraz bardziej spokojnie i selektywnie. To duża zmiana w porównaniu z jeszcze niedawnymi gwałtownymi reakcjami na zmieniające się okoliczności polityczne i militarne wojny na Bliskim Wschodzie.
Widać wyraźnie, że światowi inwestorzy nauczyli się obsługiwać nieprzewidywalność prezydenta USA Donalda Trumpa, który w relacjach z Iranem w ciągu kilkunastu godzin potrafi przechodzić z tonu pojednawczego w gniewny i z powrotem. Rynki próbują chłodno wyceniać realne ryzyko eskalacji wojny USA - Iran, szacować czy rzeczywiście wysokie jest prawdopodobieństwo wejścia konfliktu na nowy, bardziej niebezpieczny poziom.
Nawet wówczas, gdy okazało się, że amerykańskie i irańskie komunikaty o odblokowaniu Cieśniny Ormuz zostały bardzo szybko odwołane, inwestorzy byli spokojni - ropa naftowa podrożała nieznacznie, a indeksy giełdowe w Nowym Jorku jedynie lekko opadły. Dobre wyniki finansowe spółek z Wall Street okazały się ważniejsze niż niepewność geopolityczna.
Prosta droga do recesji
Nie wszyscy jednak są zdania, że bliskowschodni problem geopolityczny i ekonomiczny "rozejdzie się po kościach". Ed Dowd, zarządzający pieniędzmi analityk finansowy z portalu PhinanceTechnologies.com, ostrzega, że wojna USA - Iran prowadzi do nieuchronnej recesji światowej. W scenariuszu pesymistycznym brak szybkiego zakończenia konfliktu na Bliskim Wschodzie i odblokowania Cieśniny Ormuz wywoła globalne załamanie popytu, co drastycznie przyspieszy recesję. Jednak podobnych konsekwencji, choć bardziej rozłożonych w czasie, należy spodziewać się nawet wtedy, gdy konflikt w miarę szybko wygaśnie.
Punktem wyjścia dla Dowda jest sektor kredytu prywatnego (private credit), który przez ostatnie dwa lata był bardzo ważnym czynnikiem wzrostu gospodarczego w USA. Analityk zwraca uwagę na fakt, że duże i liczne amerykańskie fundusze kredytowe zaczęły blokować wypłaty. Osoby zamożne, firmy ubezpieczeniowe i emerytalne ulokowały ogromne środki w funduszach kredytowych i mają teraz problem z ich odzyskaniem. Zdaniem Eda Dowda to, co się dzieje w branży kredytu prywatnego, stało się "kanarkiem w kopalni" - sygnałem ostrzegawczym, który zapowiada poważne turbulencje w całym systemie gospodarczym.
Analityk PhinanceTechnologies jest przekonany, że inflacja, choć krótkoterminowo może wzrosnąć w warunkach szoku naftowego, ostatecznie spadnie. Stanie się tak, gdyż zawsze wtedy, gdy gospodarka zwalnia, popyt na dobra i usługi maleje i ciągnie ceny w dół. W kryzysowej rzeczywistości ekonomicznej ryzykowne aktywa będą poddane poważnej presji. Ed Dowd twierdzi, że wówczas królem stanie się gotówka. Warto będzie też stawiać na metale szlachetne - złoto i srebro. Jego zdaniem, cena uncja złota, teraz pozostająca poniżej 5 tysięcy dolarów, do 2030 roku może wzrosnąć do 10 tysięcy dolarów.
Tego długu nie można lekceważyć
Wielu ekonomistów zwraca uwagę także na fatalny stan finansów USA. Stany Zjednoczone mają potężny dług publiczny stanowiący ponad 124 proc. PKB kraju. Zadłużenie przekroczyło już 39 bilionów dolarów i zwiększa się w tempie, które przewyższa wzrost gospodarczy. Zannualizowane odsetki od tego długu przekraczają 1,2 biliona dolarów rocznie. To oznacza, że ponad 23 proc. federalnych dochodów podatkowych przeznaczanych jest wyłącznie na obsługę istniejącego zadłużenia. Odsetki od długu federalnego są w tej chwili drugim wydatkiem budżetu USA.
Podaż pieniądza zwiększa się w długoterminowym tempie 6,8 proc. rocznie. Rosnące koszty obsługi długu wymuszają skupowanie obligacji skarbowych za pieniądze tworzone z niczego. To mechanizm błędnego koła. Więcej pieniądza oznacza inflację. Inflacja zmusza inwestorów obligacji do żądania wyższych rentowności. Wyższe rentowności podnoszą koszty obsługi długu. Te z kolei wymagają kolejnego zwiększenia podaży pieniądza.
Większy dług i więcej tworzonego pieniądza w konsekwencji prowadzą do stopniowego osłabiania siły nabywczej dolara amerykańskiego. Fakt, że Rezerwa Federalna drukuje pieniądze, złośliwi komentatorzy podsumowują słowami: "Ameryka drukuje swój własny upadek".
To co się dzieje w finansach USA ekonomiści nazywają samonapędzającą się spiralą zadłużenia. Federalny deficyt budżetowy rośnie w tempie, które nawet przy najbardziej optymistycznych prognozach musi w najbliższym 10-leciu wygenerować dodatkowy skumulowany dług przekraczający 22 biliony dolarów. Przy czym prognoza ta zakłada brak wojen, recesji i innych zdarzeń nadzwyczajnych. Tymczasem kilka tygodni temu z powodu wojny z Iranem Pentagon zażądał dodatkowych 200 miliardów dolarów.
Prognozy pełne optymizmu
Obaw przed kryzysem gospodarczym w USA nie widać jednak na nowojorskiej giełdzie papierów wartościowych. S&P500, główny indeks na Wall Street, jest teraz na bardzo wysokim poziomie około 7 100 punktów. Analitycy Wells Fargo Securities prognozują, że w nadchodzących miesiącach osiągnie poziom 7 300 punktów.
Podkreślają, że ogromne inwestycje firm technologicznych w sztuczną inteligencję zaczną przynosić duże zyski, co wywoła wzrost cen akcji. Dodatkowo konsumpcję w krajowej gospodarce powinien stymulować piłkarski mundial, który częściowo rozgrywany będzie na boiskach w Stanach Zjednoczonych.
Eksperci Wells Fargo Securities najbardziej obawiają się skoku inflacji w USA. Spodziewają się go w drugiej połowie roku. Przypominają, że zazwyczaj konsumpcja cierpi z kwartalnym opóźnieniem w stosunku do szoku cenowego na rynku ropy.
Dobre perspektywy dla Wall Street kreślą także ekonomiści brytyjskiego banku HSBC, którzy przeznaczają na akcje największą część portfela od czasu, gdy rynkami wstrząsnął "Dzień Wyzwolenia" Donalda Trumpa, czyli ubiegłoroczne drastyczne podniesie taryf celnych. Zdaniem analityków inwestorzy nie potrzebują rozwiązania konfliktu na Bliskim Wschodzie, aby akcje mogły dalej rosnąć. "Z naszego punktu widzenia mniej złych wiadomości wojennych to już wystarczająco dobra wiadomość" - piszą eksperci HSBC.
Twierdzą też, że obiecujące są perspektywy zysków przedsiębiorstw na całym świecie. Zalecają utrzymywanie w portfelach maksymalnej alokacji w akcje, szczególnie na wschodzących rynkach azjatyckich, w Japonii oraz w Europie, gdzie wyróżniają walory banków.
Bardziej wstrzemięźliwi są eksperci JP Morgan, którzy zakładają, że w tym roku amerykańskie spółki będą przedstawiać dobre wyniki finansowe. Spodziewają się, że w związku z tym S&P500 wrośnie do 7 200 punktów. Zaznaczają jednak, że ten dobry scenariusz nie spełni się, jeśli nie nastąpi szybka normalizacja transportu w cieśninie Ormuz oraz spadek cen ropy i energii. W przeciwnym razie szok energetyczny napędzi inflację, zmusi Fed do utrzymywania wysokich stóp procentowych i może wywołać recesję lub stagflację (połączenie stagnacji gospodarczej z wysoką inflacją).
Jacek Brzeski















