W skrócie
- Poważniejszy niż kiedykolwiek wpływ na notowania złota mają teraz banki centralne, które od 2022 roku zwiększyły zakupy kruszcu nawet trzykrotnie w porównaniu ze średnim wynikiem z poprzedniej dekady.
- World Gold Council raportuje, że w 2025 roku całkowity popyt na złoto osiągnął rekordowy poziom 5 002 ton, a tendencja ta ma się utrzymać również w tym roku. Tymczasem dostawy złota z kopalń rosną bardzo powoli i nie nadążają za popytem inwestycyjnym.
- ANZ Bank podniósł prognozę ceny złota na drugi kwartał 2026 roku do 5 800 dolarów z wcześniejszych 5 400 dolarów. Analitycy powołują się na spodziewane tegoroczne obniżki stóp procentowych w USA i oczekiwany duży napływ kapitałów do funduszy ETF.
- Na rynku opcji pojawiły się duże zakłady, że do końca tego roku cena uncji złota może wzrosnąć do 15 tysięcy, a nawet 20 tysięcy dolarów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W ostatnich tygodniach złoto dostarczyło wielu emocji inwestorom na całym świecie. Najpierw pod koniec stycznia uncja kruszcu osiągnęła niebotyczną cenę ponad 5 600 dolarów. Zaraz potem potaniała w ciągu kilkudziesięciu godzin do 4 400 dolarów, czyli o 20 proc. Porównywalnie szybki spadek wartości złota w tak krótkim czasie poprzednio miał miejsce w 2013 roku.
W tej chwili uncja kosztuje około 5 tysięcy dolarów. Rynkowi optymiści twierdzą, że stabilizacja na tym poziomie, po wcześniejszej gwałtownej przecenie, jest dobrym punktem wyjścia do kontynuowania hossy. Przytaczany jest argument, że skoro od początku 2025 roku uncja złota podrożała o ponad 100 proc., to wielka realizacja zysków na przełomie stycznia i lutego była całkowicie zrozumiała i na pewno nie jest sygnałem bessy.
Ceny złota. Kruszec na huśtawce emocji
Pesymistów jest jednak też wielu, zwłaszcza wśród analityków technicznych. Twierdzą, że skoro cena uncji złota odbija się ostatnio od oporu na poziomie 5 tysięcy dolarów, to kolejnym celem może być 4 600 dolarów, czyli wartość pokrywająca się z lokalnymi szczytami notowań z końca grudnia 2025 roku. Ich zdaniem strona podażowa czeka na dogodny moment do ponownego uderzenia. Natomiast dla strony popytowej dobrym sygnałem byłoby ustabilizowanie się ceny dopiero na poziomie 5 150 dolarów za uncję.
Według Jamesa Steela z HSBC, złoto wchodzi w nową fazę, a kluczowym słowem dla rynku tego metalu w 2026 roku będzie "zmienność". Wszystko wskazuje na to, że przestaje obowiązywać niemal żelazna reguła - odwrotna korelacja między realnymi stopami procentowymi a ceną złota. Jeszcze do niedawna mechanizm był prosty. Gdy rosły rzeczywiste stopy (rentowność obligacji minus inflacja), złoto traciło. Kiedy spadały, kruszec zyskiwał. Ta zależność była oczywista od czasu rozpadu systemu Bretton Woods w 1973 roku, czyli od zerwania bezpośredniego związku dolara ze złotem.
Dziś sytuacja wygląda inaczej. Zanotowany w pierwszej połowie lutego spadek rentowności 10-letnich obligacji amerykańskich z 4,30 do 4,00 proc. nie wywołał silnego wzrostu cen złota. To sygnał, że rynek przestał reagować w sposób "podręcznikowy" i że na notowania "królewskiego metalu" silniej niż do tej pory wpływają liczne inne czynniki.
Wśród nich są względy geopolityczne. Ryzyko związane z decyzjami polityków, wojnami i napięciami międzynarodowymi jest teraz tak duże, że zyskało rangę stałego elementu krajobrazu inwestycyjnego. W tej chwili na kurs uncji złota mniejszy wpływ ma rentowność papierów dłużnych, a większy przebieg rozmów USA-Ukraina-Rosja, czy stan negocjacji Waszyngtonu z Teheranem na temat irańskiego potencjału nuklearnego. Oczywiście, każdy brak porozumienia między zwaśnionymi stronami będzie prowokował rynki do podbijania cen metali szlachetnych.
Banki centralne dzielą i rządzą
Poważniejszy niż kiedykolwiek wpływ na notowania złota mają teraz także banki centralne, które od 2022 roku zwiększyły zakupy kruszcu nawet trzykrotnie w porównaniu ze średnim wynikiem z poprzedniej dekady. Atak Rosji na Ukrainę, zamrażanie aktywów przez USA i rosnąca rywalizacja mocarstw zmieniły sposób myślenia o rezerwach walutowych.
Gromadzenie złota przez banki centralne to dla wielu krajów forma dywersyfikacji rezerw i zmniejszenia zależności od dolara. Z badania przeprowadzonego przez World Gold Council wynika, że aż 95 proc. banków centralnych spodziewa się, że w tym roku globalne rezerwy złota wzrosną.
Dla banków narodowych kruszec to ostateczna ochrona przed zdarzeniami geopolitycznymi. Eksperci nie podzielają natomiast publicystycznej narracji o "końcu dolara" jako dominującej walucie rezerwowej i o zastąpieniu go przez złoto. Bardziej realistyczny scenariusz to stopniowa dywersyfikacja rezerw. Banki centralne niekoniecznie chcą porzucić dolara, dążą natomiast do zmniejszenia ryzyka.
Złoto jako przystań, ale już nie taka bezpieczna
Najnowszy, potężny czynnik wpływający na notowania złota to boom sztucznej inteligencji. Wielkie kapitały przepływają do spółek z tej branży, co w dużym stopniu ogranicza możliwości inwestowania w metale szlachetne. Jednak przy takiej koncentracji środków w jednej dziedzinie, rośnie ryzyko gwałtownych przesunięć w inne miejsca. Jeśli "bańka euforii" sztucznej inteligencji pęknie, to złoto może stać się naturalnym beneficjentem zmienionej rotacji kapitałów.
W sumie wszystkie dzisiejsze czynniki wpływające na cenę złota sprawiają, że jest ono bardziej niż w przeszłości podatne na rynkową zmienność. To oznacza, że kruszec nie jest już taką jak kiedyś "bezpieczną przystanią". Ci, którzy chcą na nim zarobić muszą uzbroić się w cierpliwość.
Wydarzenia ostatnich tygodni pokazują, że "bezpieczną przystanią" zaczynają być obligacje USA. Wygląda na to, że na fali globalnej niepewności inwestorzy kierują kapitał w stronę amerykańskich papierów dłużnych. Popyt na nie jest tak duży, że rentowność obligacji 10-letnich spadła do około 4,00 proc., a 2-letnich do 3,45 proc.
Popularność obligacji (zwłaszcza 2-letnich) może wynikać z rosnących oczekiwań, że w Stanach Zjednoczonych dojdzie w tym roku do poważnych obniżek stóp procentowych. Zanotowany ostatnio spadek inflacji w USA może skłonić Rezerwę Federalną do złagodzenia polityki pieniężnej. W tej chwili rynek wycenia na około 50 proc. prawdopodobieństwo trzech obniżek stóp po 25 punktów bazowych do końca 2026 roku. Rzecz jasna taki scenariusz mógłby przyczynić się do wzrostu ceny złota.
Mocne strony złota
Pozycję "żółtego metalu" może w najbliższym czasie wzmocnić prosta relacja - duży popyt na fizyczne złoto i niewystarczająca podaż. World Gold Council raportuje, że w 2025 roku całkowity popyt osiągnął rekordowy poziom 5 002 ton, a tendencja ta ma się utrzymać również w 2026 roku. Tymczasem dostawy złota z kopalń rosną bardzo powoli i nie nadążają za popytem inwestycyjnym. W tym roku wydobycie ma wynieść około 3 715 ton, co przy ograniczonym recyklingu surowca przełoży się na duży deficyt podaży.
Mimo spadku ceny uncji złota poniżej 5 tysięcy dolarów, australijsko-nowozelandzki ANZ Bank podniósł prognozę na drugi kwartał 2026 roku do 5 800 dolarów z wcześniejszych 5 400 dolarów. Analitycy powołują się na spodziewane tegoroczne obniżki stóp procentowych w USA i oczekiwany duży napływ kapitałów do funduszy ETF opartych na złocie.
Według ANZ, w 2026 roku łączne zasoby złota w funduszach ETF mogą przekroczyć 4 800 ton. Analitycy banku podkreślają, że aktywa ETF w złocie stanowią mniej niż 3 proc. globalnych zasobów ulokowanych w akcjach i obligacjach. To oznacza, że nawet niewielka rotacja kapitału z tradycyjnych rynków w stronę złota może mieć nieproporcjonalnie duży wpływ na cenę. Dodatkowym czynnikiem jest potencjalny wzrost udziału rynków wschodzących - takich jak Chiny czy Indie - w przepływach do funduszy ETF.
Idą o zakład, że będzie drożej
Eksperci JPMorgan też optymistycznie szacują przyszłe ceny złota. Jak twierdzą, największym ryzykiem byłaby masowa sprzedaż rezerw kruszcu przez banki centralne, ale w tej chwili nie ma takich sygnałów. Wręcz przeciwnie, rynki wschodzące, zwłaszcza Chiny, mają zamiar zwiększać udział złota w rezerwach. JPMorgan prognozuje, że w 2026 roku popyt ze strony banków centralnych może wynieść średnio 585 ton kwartalnie.
Wielu ekonomistów jest zdania, że rajd cen złota z przełomu lat 2025/26 to nie cykl, lecz strukturalna zmiana w globalnym systemie finansowym, napędzana inflacją, długami państw i odchodzeniem od dolara amerykańskiego. Taki pogląd jest podstawą hurraoptymistycznego obstawiana przyszłych notowań metalu.
Na rynku opcji pojawiły się duże zakłady, że cena uncji złota może wzrosnąć do 15 tysięcy, a nawet 20 tysięcy dolarów do końca tego roku. Inwestorzy biorący udział w grze wybierają opcję va banque. Liczą na jakiś szok - krach dolara, hiperinflację albo wojnę walutową. Zapewne dobrze pamiętają, że w czasach międzynarodowego chaosu złoto zawsze okazywało się zwycięzcą rozgrywki na rynkach finansowych.
Jacek Brzeski















