Miniony tydzień był najbardziej dramatyczny w historii seulskiej giełdy papierów wartościowych. Ostatnia sesja w lipcu robi wrażenie fantastycznej. Indeks KOSPI wzrósł o prawie 18 proc. Wielki producent półprzewodników SK Hynix podrożał aż o 29,95 proc., ocierając się o 30-procentowy dzienny limit wzrostów. Akcje Samsunga zyskały na wartości 26,8 proc., co było dla tej spółki najwyższym jednodniowym skokiem w historii.
Fatalny początek tygodnia
Te zawrotne liczby muszą jednak być skonfrontowane z fatalnym początkiem tygodnia. Było wówczas tak źle, że akcje SK Hynix, mimo spektakularnego wzrostu w ostatni piątek, skończyły tydzień pod kreską - potaniały o ponad 2 proc. Natomiast cały lipiec zamknęły spadkiem o 33 proc.
W poniedziałek 27 lipca (u nas we wtorek nad ranem) KOSPI cofnął się o ponad 10,8 proc. Podczas tej sesji handel został wstrzymany na 20 minut, gdyż wskaźnik w kilka godzin stracił ponad 8 proc. Po uruchomieniu tzw. circuit breakera, czyli mechanizmu mającego uspokoić panikę, indeks nadal obniżał loty.
Następnego dnia KOSPI tracił nawet 13 proc., co znów doprowadziło do 20-minutowego zamrożenia handlu. W drugiej połowie sesji inwestorzy zaczęli kupować przecenione akcje i ostatecznie wskaźnik zamknął dzień spadkiem o 6 proc. To oznacza, że cofnął się do poziomu widzianego po raz ostatni na początku kwietnia.
Dla równowagi, w piątek 31 lipca KOSPI pędził w górę tak bardzo, że już w pierwszych minutach handlu uruchomiono mechanizm automatycznego wstrzymania zleceń kupna. Po raz ostatni równie spektakularny jednosesyjny wzrost indeksu giełdy w Seulu zanotowano 30 października 2008 roku.
Półprzewodniki już tak nie zachwycają
Powodem gwałtownego pogorszenia nastrojów na giełdzie w Seulu w ostatnich dniach lipca stał się kryzys zaufania do producentów półprzewodników. Ogromny wpływ na południowokoreański indeks KOSPI ma zaledwie kilka wielkich firm reprezentujących jedną branżę. Nie bez powodu o głównym wskaźniku giełdy mówi się, że jest w istocie "indeksem półprzewodnikowym".
Inwestorów w Seulu zaniepokoiły doniesienia z USA. Nvidia, wielki producent chipów, przez kilka dni został przeceniony o około 10 proc. Rynki nerwowo zareagowały na doniesienia medialne, że Nvidia negocjuje przekazanie 250 miliardów dolarów na rzecz OpenAI w ramach gigantycznego projektu budowy centrów danych.
Dwaj koreańscy (i zarazem światowi) liderzy rynku pamięci, Samsung i SK Hynix, też zapowiedzieli rozbudowę fabryk w ramach wielkich przedsięwzięć opiewających na 530 miliardów dolarów. Analitycy - zarówno w USA, jak i w Korei - od pewnego czasu zastanawiają się, czy miliardowe inwestycje w infrastrukturę sztucznej inteligencji kiedykolwiek zaczną przynosić zyski pozwalające na zwrot tak ogromnych nakładów.
Wyniki dobre, ale nie fantastyczne
Samsung Electronics w poniedziałek 27 lipca został przeceniony o ponad 13 proc, a następnego dnia o ponad 5 proc. SK Hynix stracił najpierw 14,5 proc., a potem 9,5 proc. Obie firmy dostarczają kluczowe układy pamięci do centrów danych obsługiwanych przez amerykańskie BigTechy.
Ogłoszone na początku tygodnia wyniki finansowe SK Hynix, czyli drugiego na świecie producenta pamięci operacyjnych i kluczowego dostawcy układów HBM dla Nvidii, wzbudziły wielki niepokój inwestorów. Jeszcze raz okazało się, że w szczycie hossy rynki zadowalają się jedynie fenomenalnymi rezultatami.
W drugim kwartale 2026 roku SK Hynix wypracował zysk netto na poziomie 93,9 biliona wonów i zanotował jego przyrost aż o ponad 1240 proc. rok do roku. Dla właścicieli akcji spółki dużo ważniejsze były jednak przychody ze sprzedaży, które wyniosły 79,3 biliona wonów (54,6 miliarda dolarów), a spodziewano się 84 bilionów. Z kolei zysk operacyjny wyniósł 60,5 biliona wonów, podczas gdy analitycy oczekiwali 64 bilionów wonów. Nie pomógł fakt, że przychody wzrosły o ponad 260 proc. rok do roku, a zysk operacyjny o prawie 560 proc.
Ameryka dała dobry przykład
Trend na giełdzie w Seulu odwrócił się o 180 stopni, gdy okazało się, że w Stanach Zjednoczonych bardzo dobrymi wynikami kwartalnymi pochwaliły się Microsoft i Amazon. Obie spółki udowodniły, że ich miliardowe wydatki na centra danych mają pozytywny wpływ na przychody.
Poza tym potężne nakłady inwestycyjne, które obciążają bilanse wielkich koncernów, to szansa dla azjatyckich producentów pamięci, dostarczających układy DRAM i HBM. Microsoft za bardzo dobre rezultaty finansowe został przez inwestorów na Wall Street wynagrodzony wzrostem notowań o ponad 15 proc. i najwyższym w historii amerykańskiej giełdy jednodniowym skokiem kapitalizacji o 450 miliardów dolarów.
Wielu analityków ostrzega jednak, że choć fundamenty rynku pamięci AI są silne - zarówno w Korei Południowej, jak i w USA - to ekstremalna zmienność kursów może utrzymać się w najbliższej przyszłości. Trzeba pamiętać, że w krytycznym momencie najnowszego kryzysu wskaźnik giełdy seulskiej KOSPI tracił na wartości 40 proc. w skali zaledwie kilku tygodni. Jednak indeks i tak jest o ponad 100 proc. mocniejszy niż rok temu, gdyż ma za sobą gigantyczną, wielomiesięczną hossę.
Panika koreańskich inwestorów
Eksperci nie mają wątpliwości, że za lipcową bessą w Seulu stoją inwestorzy indywidualni, często mający niewystarczającą wiedzę o funkcjonowaniu rynku kapitałowego. Korea Południowa ma 36 milionów dorosłych mieszkańców. Aż 40 proc. z nich (14-15 milionów) to giełdowi inwestorzy detaliczni - osoby, które dysponują rachunkami maklerskimi.
Jest oczywiste, że fundusze ETF z dźwignią finansową w Korei Południowej, ale także w Hongkongu i USA, sztucznie potęgują rynkowe wahania na giełdzie w Seulu. Koreańczycy zaczęli masowo korzystać z produktów z dźwignią - brać kredyty na zakupy lewarowanych funduszy ETF. W efekcie, w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy indeks KOSPI był najpierw reprezentantem fantastycznej hossy, a w ostatnich dniach zaczynał być symbolem bessy. W tym samym czasie inwestorzy indywidualni przeszli do FOMO do FUD.
Najpierw euforia, potem strach
FOMO (fear of missing out) to lęk przed przegapieniem okazji. Jest to zachowanie znane z psychologii tłumu. Ludzie kupują aktywa, bo widzą, że robią to inni. Jednocześnie umacniają się w przekonaniu, że jeśli będą zwlekać, to zmarnują szansę na osiągnięcie wysokich stóp zwrotu.
Trzeba pamiętać, że FOMO może prowadzić do podejmowania impulsywnych, nieprzemyślanych decyzji. Efektem takich działań mogą być znaczne straty poniesione w momencie, gdy na przykład pęka bańka spekulacyjna. Nic więc dziwnego, że w lipcu Koreańczycy dowiedzieli się co to jest FUD (fear, uncertainty and doubt) - rynkowy strach, niepewność i wątpliwości.
Południowokoreańscy inwestorzy detaliczni na rynkach finansowych są nazywani "mrówkami", które rządzą giełdą w Seulu, gdyż odpowiadają za 60-70 proc. rocznego wolumenu handlu. Problem polega na tym, że wiele "mrówek" popełnia kardynalne błędy. Ludzie zauroczeni giełdowymi wzrostami sięgnęli po instrumenty finansowe, których nie rozumieli. Potem wchodzili na rynek "all-in", czyli stawiali wszystko na jedną kartę.
"Mrówki" mądre po szkodzie
W dodatku, korzystali z dźwigni pomnażającej zyski i straty kilkukrotnie w stosunku do zainwestowanych środków. Obca była im też zasada dywersyfikacji - rozdzielania pieniędzy między różne aktywa. W rezultacie, już w połowie lipca liczba "wyczyszczonych" z kapitału rachunków maklerskich Koreańczyków z południa sięgała kilkuset tysięcy.
Charakterystyczne jest, że sprawcą seulskiego rajdu wzrostowego w piątek 31 lipca był kapitał zagraniczny. Zewnętrzni inwestorzy kupili w tym dniu akcje za 7,22 biliona wonów (ponad 5 miliardów dolarów), a koreańskie instytucje przeznaczyły na ten cel 1,18 biliona wonów. Natomiast "mrówki" wykorzystały skok cen do masowego pozbywania się akcji i wycofania kapitału. Szacuje się, że drobni inwestorzy w ostatni piątek lipca sprzedali walory za 8,25 biliona wonów (prawie 5,8 miliarda dolarów).
Jacek Brzeski














