W skrócie
- W ostatnim roku obrotowym spółka SpaceX zanotowała 18,67 miliarda dolarów przychodów, ale jednocześnie niemal 4,94 miliarda straty netto. Pierwszy kwartał tego roku zakończył się ogromną stratą rzędu 4,25 miliarda dolarów.
- Na rynku obligacji korporacyjnych spółka SpaceX jest oceniana bardziej surowo niż na Wall Street. Inwestujący w dług nie kierują się opowieściami o podboju Marsa, czy o wyjątkowości Elona Muska lecz pytaniem, czy odzyskają zainwestowany kapitał.
- Rośnie prawdopodobieństwo fuzji SpaceX z Teslą. Już teraz obie spółki ściśle współpracują i formalne ich połączenie kapitałowe byłoby uznane za krok naturalny.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Kosmiczna spółka Elona Muska debiutowała na Wall Street półtora miesiąca temu. Początki były obiecujące, ale dalszy ciąg jest nieciekawy. Cena w pierwotnej ofercie publicznej (IPO) wynosiła 135 dolarów, a już w połowie czerwca urosła do ponad 225 dolarów. Zaledwie kilka dni później jedna akcja kosztowała mniej niż 150 dolarów, a dziś mamy kurs poniżej IPO - około 120 dolarów.
Wyobraźnia albo rachunek ekonomiczny
Taka huśtawka notowań jest dla wielu komentatorów potwierdzeniem ulotności wyceny, która zawsze bardziej opierała się na wyobraźni rozbudzonej przez obietnice Elona Muska niż na solidnych fundamentach ekonomicznych. Spadek kursu SpaceX do najniższego poziomu w historii może być uznany za dowód, że rynek popada w stan zwątpienia. Nie wszyscy są jednak pesymistami. Bieżące prognozy komentowane na Wall Street są niezwykle rozbieżne - przewidywana wartość jednej akcji rozciąga się od 60 do 800 dolarów.
Rekomendacje "kupuj" dla akcji SpaceX utrzymują między innymi Goldman Sachs, Morgan Stanley, Deutsche Bank, Citigroup, UBS, JPMorgan oraz Wells Fargo. Według danych TipRanks, średnia cena docelowa wyznaczona przez 28 analityków wynosi około 245,32 dolara za akcję i jest prawie dwa razy wyższa od dzisiejszej.
Ten optymizm nie może być wytłumaczony wynikami finansowymi SpaceX. W ostatnim roku obrotowym spółka zanotowała 18,67 miliarda dolarów przychodów, ale jednocześnie niemal 4,94 miliarda straty netto. Natomiast sam pierwszy kwartał tego roku zakończył się stratą rzędu 4,25 miliarda dolarów.
Elon Musk może pochwalić się dominacją na rynku wynoszenia satelitów na orbitę, dynamicznym rozwojem systemu Starship i projektu globalnej sieci internetowej Starlink. Dla wielu inwestorów SpaceX to wielki beneficjent gospodarki kosmicznej w długim terminie. Uczestnicy rynku liczą nie na aktualne, a na przyszłe wyniki finansowe, na wysokie tempo wzrostu przychodów dzięki rozbudowie sieci Starlink, na kontrakty z agencjami rządowymi oraz na coraz większą liczbę komercyjnych misji kosmicznych. W przypadku powodzenia programu Starship pojawiają się perspektywy zupełnie nowych źródeł przychodów związanych z transportem orbitalnym i eksploracją kosmosu.
Futurystyczne wizje nie każdego przekonują
Jeremy Grantham, słynny inwestor i współzałożyciel GMO (bostońskiej firmy zarządzającej aktywami), uważa, że obecna wycena SpaceX jest oderwana od fundamentów i bardzo prawdopodobne, że zakończy się spektakularnym krachem. W rozmowie z "Morningstar" Grantham nazwał giełdowy debiut kosmicznej firmy Muska "najbardziej szalonym w historii ludzkości".
Jego zdaniem, wysoka wycena SpaceX wynika wyłącznie ze skrajnie optymistycznych założeń dotyczących przyszłości. - Wiele ambitnych projektów przedstawianych inwestorom, od infrastruktury AI w kosmosie po futurystyczne przedsięwzięcia związane z eksploracją kosmosu, trzeba uznać za wyjątkowo mało realne - oznajmił Jeremy Grantham. Dodał, że oferta sztucznej inteligencji rozwijana przez SpaceX pozostaje daleko za liderami rynku, takimi jak Anthropic czy OpenAI.
Nawet Nasdaq nie pomaga
Giełdowy debiutant 7 lipca został włączony do technologicznego indeksu Nasdaq100. Notowaniom SpaceX ten fakt nie pomógł, a teoretycznie powinien. Nowa spółka w indeksie sprawia, że masa funduszy inwestycyjnych i funduszy ETF odwzorowujących skład Nasdaq100 musi zrewidować swoje portfele. Kupują akcje nowego uczestnika i zmniejszają udziały pozostałych spółek.
Jednocześnie liczba papierów debiutanta dostępnych w wolnym obrocie pozostaje ograniczona, co tworzy silną nierównowagę między popytem a podażą. Taka sytuacja może przez pewien czas sztucznie windować kurs. SpaceX nie skorzystał z dobrodziejstwa tej sytuacji. Zapewne dlatego, że część inwestorów z wyprzedzeniem podbijała cenę spółki Elona Muska, by swoimi zakupami wyprzedzić spodziewane ruchy funduszy. Akcje SpaceX już po włączeniu do Nasdaq100 stały się przedmiotem realizacji zysków zgodnie z popularną zasadą "kupuj plotki, sprzedawaj fakty".
Obligacje prawie śmieciowe
Jednym z czynników, który przyczynił się do gwałtownej wyprzedaży akcji SpaceX zapoczątkowanej w drugiej połowie czerwca, była informacja o emisji obligacji. Rynki zawsze nerwowo reagują, gdy świeżo upieczony debiutant giełdowy zaciąga wielki dług zaraz po zgromadzeniu rekordowych kwot z oferty publicznej. Część inwestorów uznała, że kolejne miliardy mogą być potrzebne do finansowania bardzo kosztownych projektów związanych z AI oraz długoterminowymi planami firmy.
Spółka Muska zdecydowała się na emisję niezabezpieczonych obligacji o wartości 25 miliardów dolarów, w pięciu transzach sięgających aż 2056 roku. Ceny papierów od dnia debiutu poruszają się wyłącznie w jednym kierunku - w dół. To oznacza, że rosną rentowności. Najdłuższa transza zapadająca w 2056 roku, pierwotnie oprocentowana na 6,65 proc., jest dziś wyceniana na około 7,5 proc., co zbliża ją do poziomów typowych dla długu śmieciowego, czyli do instrumentów o podwyższonym ryzyku niewypłacalności.
Rynek papierów dłużnych zazwyczaj dostarcza inwestorom znacznie bardziej wiarygodnych niż giełda informacji o skali ryzyka związanego z działalnością spółek. W tym wypadku inwestujący w dług nie kierują się opowieściami o podboju Marsa, czy o wyjątkowości Elona Muska, lecz pytaniem, czy odzyskają zainwestowany kapitał. Analiza fundamentalna ma tu absolutne pierwszeństwo.
Insiderzy mogą dużo zmienić
W najbliższej przyszłości elementem, na który inwestorzy powinni zwrócić uwagę, jest harmonogram wygasania ograniczeń sprzedaży akcji przez insiderów. Standardowo po debiucie giełdowym obowiązuje 180 dni lock-upu, czyli okresu, w którym osoby posiadające akcje przed IPO nie mogą ich sprzedawać. W przypadku SpaceX sytuacja wygląda jednak inaczej. Elon Musk oraz grupa największych udziałowców zobowiązali się do niesprzedawania swoich akcji przez 366 dni od debiutu, ale pozostali insiderzy otrzymali znacznie większą swobodę.
Pracownicy i część wcześniejszych inwestorów będą mogli sprzedać do 20 proc. swoich akcji już po publikacji wyników finansowych spółki za drugi kwartał, która prawdopodobnie nastąpi w sierpniu. Następnie harmonogram przewiduje możliwość sprzedaży kolejnych 7 proc. udziałów odpowiednio po 70., 90., 105., 120. i 135. dniu od IPO. Oznacza to, że w krótkim czasie na rynek może trafić nawet 55 proc. akcji należących do osób nieobjętych rocznym ograniczeniem sprzedaży. Po publikacji wyników za trzeci kwartał udział ten wzrośnie do około 83 proc., co powinno znacząco zwiększyć podaż akcji i wywrzeć presję na kurs.
Dodatkowym elementem, który może wpłynąć na notowania akcji SpaceX, jest zapis pozwalający insiderom sprzedać kolejne 10 proc. posiadanych akcji, jeśli kurs utrzyma się przez pięć z dziesięciu kolejnych sesji na poziomie co najmniej 30 proc. wyższym od ceny IPO. Przy czym w tej chwili taki scenariusz nie może być realizowany, gdyż walory spółki są zbyt tanie.
Fuzja SpaceX i Tesli całkiem prawdopodobna
Być może SpaceX podrożeje, gdy Elon Musk zdecyduje się na śmiały ruch kapitałowy. Spółki multimiliardera - SpaceX i Tesla - wspólnie budują fabrykę układów scalonych w Teksasie. Niewykluczone, że wszyscy inwestorzy próbujący teraz wycenić biznesowe szanse kosmicznego debiutanta giełdowego wkrótce staną przed nowym wyzwaniem - połączeniem SpaceX z Teslą. Jeszcze niedawno Elon Musk ucinał wszelkie spekulacje, twierdząc, że fuzja tych firm nigdy nie nastąpi.
Z najnowszego raportu "New York Timesa" wynika jednak, że multimiliarder rozważa utworzenie jednego gigantycznego konglomeratu technologicznego. Taki podmiot, wyceniany na około 3,5-4 biliony dolarów, obejmowałby rakiety, sztuczną inteligencję, satelity, pojazdy elektryczne, robotykę, energetykę, a także media społecznościowe.
Obie firmy mocno przestawiły się na sztuczną inteligencję. Tesla stawia dziś na jazdę autonomiczną i roboty humanoidalne. Z kolei SpaceX przejęło spółkę xAI zajmującą się rozwojem AI i snuje ambitne plany umieszczenia centrów danych w kosmosie.
SpaceX i Tesla współpracują też w ramach projektu Macrohard, którego nazwa jest ewidentnym nawiązaniem do Microsoftu. Cel Macrohard to stworzenie kompletnej firmy programistycznej opartej na agentach AI, a nie na ludzkiej sile roboczej. Tak poważna integracja spółek sprawia, że formalne połączenie kapitałowe byłoby uznane za krok naturalny. Platforma rynków prognostycznych Kalshi na 62 procent ocenia szanse sfinalizowania transakcji przed 2028 rokiem.
Jacek Brzeski
















