W skrócie
- Dla światowych inwestorów giełdowych mocną stroną polskiej gospodarki jest szybki jej rozwój i spadek inflacji. Duże znaczenie mają także polityczne spekulacje o możliwym wstrzymaniu działań wojennych między Rosją a Ukrainą.
- Niebagatelny udział w tegorocznej hossie na GPW ma Orlen. Historyczne apogeum spółka osiągnęła w połowie listopada, kiedy to jedna akcja kosztowała ponad 100 zł. Dziś cena jest o kilka złotych niższa, po tym jak niektórzy inwestorzy zrealizowali zyski.
- Lokomotywą hossy jest teraz KGHM. Kurs akcji systematycznie poprawia rekord wszech czasów i przekroczył już poziom 260 zł. To oznacza, że walory spółki są o 150 proc. droższe niż w tegorocznym ”dołku” kwietniowym.
- Najbardziej burzliwe w ostatnich miesiącach są notowania CCC. Tegoroczne maksimum kursu to 247,20 zł. Gwałtowny spadek sprowadził cenę do 121 zł. Ważą się losy, czy spółka zdoła obronić dzisiejszą pozycję, czy też rynek wybierze scenariusz głębszej przeceny.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
WIG20 w połowie grudnia przekroczył granicę 3100 punktów, co oznacza, że osiągnął najwyższy poziom od lutego 2008 roku. Wzrosty na giełdzie w Warszawie to wynik napływu kapitałów z zagranicy, a jak wiadomo międzynarodowi inwestorzy zainteresowani są głównie największymi polskimi spółkami. Co istotne, droga na nowe maksima została poprzedzona jedynie płytką korektą spadkową, podczas której strona podażowa była zaskakująco mało aktywna. Można to uznać za sygnał dużej siły rynku.
Korzystny trend na GPW znajduje dodatkowe wsparcie w mocnym złotym i w politycznych spekulacjach o możliwym wstrzymaniu działań wojennych między Rosją a Ukrainą. Dobry klimat dla inwestowania w akcje stworzyło obniżanie stóp procentowych nie tylko przez NBP, ale także przez amerykańską Rezerwę Federalną. Uczestnicy rynku zapewne doceniali też wyraźne przyspieszenie w polskiej gospodarce zanotowane w drugiej połowie roku, spadającą inflację i napływ unijnych pieniędzy z KPO.
Grudniowe "okna wystawowe"
Wielu ekonomistów twierdzi, że hossa na GPW nie musi szybko się skończyć, gdyż polskie spółki ciągle są relatywnie nisko wycenione. W dodatku, zgodnie z rynkową tradycją, pod koniec roku fundusze inwestycyjne zazwyczaj uciekają się do zabiegu nazywanego "windows dressing". Innymi słowy, "stroją okna wystawowe", czyli dbają o to, by na koniec grudnia przedstawić klientom jak najlepszy stan portfeli. Z tego powodu ceny wielu akcji są wyjątkowo wysokie.
Jednak są też analitycy, którzy dostrzegają niepokojące zjawiska na GPW. Marcin Tuszkiewicz ze Squaber.com zwraca uwagę na marazm panujący od kilku tygodni na rynkach spółek średnich (mWIG40) i mniejszych (sWIG80). Widać dysonans pomiędzy zachowaniem zawężonej grupy największych spółek a kondycją szerokiego rynku.
- Obecna siła indeksu WIG20 może być w dużej mierze pozorna i choć scenariusz wzrostu do 3200 punktów pozostaje aktualny, to warto wziąć pod uwagę także możliwość mocniejszej korekty - powiedział Marcin Tuszkiewicz. Jego zdaniem, kapitał nie płynie szerokim strumieniem na cały warszawski rynek, co byłoby fundamentem zdrowej hossy. Ekspert Squaber.com dodaje, że kluczowym poziomem ostrzegawczym dla WIG20 jest strefa 3 tysięcy punktów. Trwałe zejście poniżej tego pułapu byłoby wyraźnym sygnałem słabości.
Orlen i PGE w impasie
Sytuacja największych spółek notowanych na warszawskim parkiecie jest bardzo różna. Niektóre są na historycznych szczytach notowań, inne osłabły po pobiciu rekordów wszech czasów, a część od dawna zmaga się z wielką presją podaży.
Niebagatelny udział w tegorocznej hossie na GPW ma Orlen. Historyczne apogeum spółka osiągnęła w połowie listopada, kiedy to jedna akcja kosztowała ponad 100 zł. Potem nastąpiła realizacja zysków, o której specjaliści analizy technicznej mogli powiedzieć, że miała uporządkowany charakter i nie przypominała panicznej wyprzedaży. Teraz jeden walor kosztuje ponad 92 zł.
Spadki zatrzymały się na dolnym ograniczeniu kanału wzrostowego. Strefa 89-90 zł pełni rolę kluczowego wsparcia technicznego. Jej obrona może zapoczątkować ruch powrotny w kierunku 100 zł. Z kolei trwałe zejście poniżej tej strefy zwiększyłoby ryzyko pogłębienia korekty i zmiany nastrojów rynkowych.
W dużo gorszym położeniu jest firma energetyczna PGE. Miesiąc temu cena akcji wspięła się na wysoki poziom 11,50 zł. Kurs zaczął spadać, gdy prezydent Karol Nawrocki zaproponował zmiany w liczeniu stawek za usługę dystrybucji energii elektrycznej, w ramach pomysłu, że "prąd będzie tańszy o 30 proc.".
Teraz za jeden walor PGE płaci się tylko 9 zł. Z punktu widzenia analizy technicznej przełamany został opór w rejonie 10 zł. Dodatkowy powód dotkliwej wyprzedaży to rozczarowujące wyniki finansowe PGE za trzeci kwartał. Zysk netto na poziomie 550 milionów złotych był ponad dwukrotnie niższy od oczekiwań rynku.
KGHM i LPP na czele peletonu
Jesienią najmocniejszym ogniwem GPW jest KGHM, który może pochwalić się jedną z najsilniejszych fal wzrostowych w historii. Bez żadnych problemów cena akcji pokonała szczyty z 2021 roku. Teraz jeden walor kosztuje prawie 260 zł, co oznacza, że jest o 150 proc. droższy niż w tegorocznym "dołku" kwietniowym.
Wielki udział w tym sukcesie mają rekordowo wysokie notowania metali, które kombinat wydobywa. Cena tony miedzi na giełdzie LME w Londynie osiągała ostatnio najwyższy w historii poziom 11 800 dolarów. Dokładnie tak samo jest ze srebrem, którego uncja kosztuje nawet 65-66 dolarów. Analitycy Morgan Stanley wskazują na deficyt miedzi utrzymujący się na globalnych rynkach przy jednoczesnym wzroście popytu. To z kolei tworzy wyjątkowo sprzyjające warunki do kontynuacji trendu wzrostowego w notowaniach KGHM.
Bardzo poważny wzrost wartości zanotowała ostatnio także spółka odzieżowa LPP, znana z tego, że każdy jej walor jest wyjątkowo drogi w ujęciu nominalnym. Rekord wszech czasów został ustanowiony 15 grudnia. Jedna akcja osiągnęła wówczas cenę 21 300 zł. Taka była nagroda inwestorów za bardzo dobre wyniki finansowe.
W trzecim kwartale roku obrotowego EBITDA spółki wyniosła 2,69 mld zł, co znacząco przewyższyło prognozy analityków. Poza tym zarząd LPP podtrzymał ambitne plany i potwierdził, że w roku finansowym 2026 spodziewa się przychodów na poziomie 28-29 mld zł. Po efektownym biciu rekordu historycznego akcje spółki znalazły się w fazie realizacji zysków, ale cena nadal lokuje się powyżej 21 tysięcy złotych.
Kłopoty Allegro i Dino
Jesienią w defensywie są akcje Allegro. Spółka zmaga się z dominującą presją sprzedających i ryzykiem pogłębienia korekty. W połowie sierpnia kurs Allegro osiągnął tegoroczne maksimum na poziomie 38,64 zł. Teraz jednak cena nieznacznie przekracza 30 zł. W dodatku, techniczny obraz regresu jest jednoznaczny i niepokojący - na wykresie widać serię coraz niższych szczytów i dołków. Kluczowym poziomem wsparcia pozostaje 30 zł, a jego trwałe przełamanie w dół byłoby silnym sygnałem kontynuacji spadków.
Poważny kryzys dotknął także spółkę Dino. W połowie maja zanotowano rekord wszech czasów - cena akcji osiągnęła pułap 56,20 zł. Potem w szybkim tempie kurs spadał i ostatnio był o 30 proc. niższy od maksymalnego (37,95 zł). W tym momencie Dino było najtańsze od prawie 270 sesji na GPW. Teraz jest lepiej, bo cena wynosi 40,50 zł. Jednak kluczowy opór znajduje się na poziomie 42,50 zł i dopiero jego przełamanie byłoby pierwszym od miesięcy sygnałem możliwej zmiany trendu.
Rollercoaster CCC
Najbardziej burzliwe w ostatnich miesiącach są notowania CCC. Tegoroczne maksimum kursu to 247,20 zł. Gwałtowny spadek sprowadził cenę do 112 zł, po czym doszło do ruchu w górę w stronę 121 zł. Specjaliści analizy technicznej wsparcie wyznaczają w rejonie około 110 zł. Przedział 110-120 zł staje się strefą strategiczną - w tym miejscu rozstrzygnie się, czy CCC zdoła utrzymać długoterminowy układ boczny, czy też rynek wybierze scenariusz głębszej przeceny.
W tym roku kluczowy i fatalny zarazem był dla spółki obuwniczej opublikowany w połowie października raport firmy analitycznej Ningi Research. Napisano w nim, że CCC prowadzi agresywną politykę księgową i wyliczano, że wartość spółki jest zbyt wysoka w stosunku do jej rzeczywistej kondycji. Do tego doszła publikacja w "Alphaville Financial Times", w której sugerowano, że CCC czerpało zyski z biznesu w Rosji. Zarząd polskiej firmy odpierał zarzuty i uznał, że "afery" zostały spreparowane w interesie "agresywnych inwestorów spekulacyjnych mających otwarte krótkie pozycje na akcjach CCC".
Przełomem w notowaniach CCC może stać się wniosek o zwołanie nadzwyczajnego walnego zgromadzenia złożony przez dwóch znaczących akcjonariuszy spółki - Value Fundusz Inwestycyjny Zamknięty i Ultro Investment. Celem zgromadzenia miałoby być udzielenie zarządowi upoważnienia do skupu akcji własnych oraz utworzenia kapitału rezerwowego.
Z projektu uchwały wynika, że CCC mogłoby nabyć maksymalnie 2 miliony akcji własnych, stanowiących nie więcej niż około 2,6 proc. kapitału zakładowego. Cena skupu miałaby mieścić się w przedziale 130-200 zł za akcję, a łączna maksymalna wartość programu nie przekroczyłaby 280 mln zł.
Po tym, jak inicjatywa udziałowców ujrzała światło dzienne, akcje CCC na GPW nieco podrożały. Dla wielu inwestorów ta sprawa to sygnał, że część akcjonariatu uznaje dzisiejszą wycenę spółki za atrakcyjną i jest gotowa wesprzeć jej notowania.
Jacek Brzeski













