W skrócie
- Jednym z najważniejszych powodów utrzymywania się ceny złota na wysokim poziomie są zakupy kruszcu dokonywane przez banki centralne na całym świecie. Analitycy ANZ Banking Group zakładają, że banki w 2026 roku kupią łącznie około 850 ton metalu.
- Eksperci State Street na 50 proc. oceniają szansę, że uncja złota zakończy ten rok w przedziale cenowym 4 750 - 5 500 dolarów. Jednocześnie obniżyli z 35 do 30 proc. prawdopodobieństwo scenariusza najbardziej ”byczego” z ceną 5 500 - 6 250 dolarów.
- Szwajcarski bank Union Bancaire Privée (UBP) zwiększa w tej chwili udział złota w portfelach do 6 proc., po tym jak wcześniej drastycznie zredukował go z 10 do 3 proc. UBP podtrzymuje ambitną prognozę, że przed końcem roku uncja będzie kosztowała 6 tysięcy dolarów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Złoto najdroższe w historii było pod koniec stycznia tego roku. Uncja kosztowała ponad 5 600 dolarów. Metal, wbrew przekonaniom wielu ludzi, że w ciężkich czasach jest "bezpieczną przystanią", wcale nie drożał podczas wojny amerykańsko-irańskiej. Wręcz przeciwnie, w marcu cena spadała nawet poniżej 4 400 dolarów. Teraz jednak uncja złota zbliża się do 5 tysięcy dolarów.
Z danych zebranych przez Bloomberga wynika, że globalne zasoby funduszy ETF zabezpieczonych złotem już wzrosły w tym miesiącu o około 20 ton, po tym jak marzec przyniósł największy od pięciu lat odpływ kruszcu z ETF. Inwestorzy stopniowo wracają na rynek po niedawnej wyprzedaży.
Złoto przeciw "czarnym łabędziom"
Okazuje się, że są teraz takie podmioty, którzy biorą pod uwagę ogromny skok ceny kruszcu. Na rynku kontraktów na złoto pojawiły się ostatnio potężne zlecenia na opcje z ceną wykonania na poziomie 20 tysięcy dolarów za uncję. Takie ruchy są zazwyczaj elementem strategii zabezpieczania się przed tzw. "czarnymi łabędziami", czyli gwałtownymi zdarzeniami, które są bardzo mało prawdopodobne, ale nie można ich wykluczyć. Hipotetycznie mogłyby to być wymykające się spod kontroli światowe konflikty zbrojne.
Liczba wszystkich "20-tysięcznych" kontraktów chroniących przed skrajnymi wydarzeniami rynkowymi obejmuje miliony uncji złota i miliardy dolarów. To poziom, który wskazuje, że w przedsięwzięciu biorą udział największe instytucje finansowe. Ważny jest też moment rozpoczęcia budowania pozycji. Nie nastąpiło to w okresie euforii rynkowej, lecz po gwałtownym spadku ceny złota, kiedy nastroje inwestorów były minorowe.
Inwestor nie musi wierzyć, że cena uncji rzeczywiście osiągnie pułap 20 tysięcy dolarów. Wystarczy, że uzna taki scenariusz za możliwy w warunkach gwałtownego załamania. Koszt zakupu tych opcji bywa stosunkowo niewielki w porównaniu z potencjalnymi stratami, które mogłyby powstać w czasie globalnego kryzysu. Takie podejście jest typowe dla instytucji zarządzających ogromnymi portfelami aktywów.
Szok, który zaszkodził także kruszcom
Konflikt na Bliskim Wschodzie podbił cenę ropy naftowej i wywołał szok podażowy w sektorze energetycznym. To z kolei przyczyniło się do wzrostu oczekiwań inflacyjnych. Wyższa inflacja sprawia, że inwestorzy spekulują o wstrzymywaniu luzowania monetarnego przez banki centralne, lub wręcz o możliwym podnoszeniu przez nie stóp procentowych.
W momencie, gdy rynki spodziewają się, że amerykańska Rezerwa Federalna stanie się bardziej "jastrzębia", złoto traci na atrakcyjności, bo jest aktywem, które swoi właścicielom nie wypłaca odsetek. Nic więc dziwnego, że niektórzy analitycy spodziewają się następnego spadku ceny uncji, gdyby doszło do ponownej eskalacji konfliktu USA - Iran. Specjaliści analizy technicznej wymieniają tu potencjalny ruch w kierunku 4 350 dolarów, czyli w okolice wsparcia, a potem nawet cofnięcie się do 4 100 dolarów.
Z drugiej strony, jednym z najważniejszych powodów utrzymywania się ceny złota na wysokim poziomie są zakupy kruszcu dokonywane przez banki centralne na całym świecie. Nasz Narodowy Bank Polski systematycznie zmierza do zwiększenia rezerw złota do 700 ton. Z kolei Chiny wykorzystały ostatnią korektę notowań, by w marcu dołożyć do rezerw około 5 ton metalu, co było największym miesięcznym zakupem od ponad roku.
Banki centralne nie zmienią strategii
Analitycy ANZ Banking Group są przekonani, że instytucje publiczne nadal będą gromadzić zapasy złota. Ich zdaniem, oficjalne zakupy banków centralnych w 2026 roku wyniosą łącznie około 850 ton. ANZ do głównych przyczyn obserwowanej ucieczki banków od amerykańskiego dolara do złota zalicza niestabilności finansów publicznych USA i szybko rosnące zadłużenie federalne. W tej sytuacji złoto jest dla inwestorów kluczowym instrumentem dywersyfikacji portfela.
Roukaya Ibrahim, analityczka BCA Research, zwraca uwagę na gwałtowny wzrost aktywności spekulacyjnej na rynku złota. Stoją za tym przede wszystkim działania inwestorów azjatyckich i napływy środków do funduszy ETF. Rynek stał się podatny na szybkie odwrócenie nastrojów - szczególnie gdy ceny nagle spadają, a inwestorzy zaczynają masowo wychodzić z pozycji.
Analityczka BCA Research wyjaśnia, że spekulacyjna kumulacja kapitału w złocie sprawiła, że kruszec zaczął zachowywać się tak, jak aktywa ryzykowne, czyli rósł w euforii i spadał w panice. Podobnie jak inni eksperci, Roukaya Ibrahim podkreśla, że mocną stroną "żółtego metalu" jest kontynuowanie jego akumulacji przez banki centralne na całym świecie. Te zakupy działają jak "poduszka strukturalna" - nie windują cen, ale wyznaczają trend wzrostowy. Głównie z tego powodu w perspektywie 12 miesięcy złoto ma pozostać aktywem preferowanym przez BCA Research.
Roukaya Ibrahim zaznacza, że długoterminowa perspektywa złota pogorszy się jeśli banki centralne zmienią strategię i zaczną netto sprzedawać kruszec. Ten scenariusz uznaje jednak za mało prawdopodobny. Analityczka BCA Research bardziej wierzy w wariant, w którym Rezerwa Federalna zaniepokojona spowolnieniem gospodarczym w Stanach Zjednoczonych mniej się skupi na walce z inflacją i zdecyduje na obniżki stóp procentowych. Taka zmiana kursu w polityce monetarnej powinna sprzyjać hossie na rynku złota.
Dobre prognozy dla kruszcu
Eksperci State Street na 50 proc. oceniają szansę, że uncja złota zakończy ten rok w przedziale cenowym 4 750 - 5 500 dolarów. Jednocześnie obniżyli z 35 do 30 proc. prawdopodobieństwo scenariusza najbardziej "byczego" z ceną 5 500 - 6 250 dolarów. Z drugiej strony wyznaczyli wyraźne wsparcie na poziomie 4 000 - 4 100 dolarów. Jednak takiemu spadkowi notowań przypisują tylko 20 proc. szans.
State Street zakłada, że normalizacja ceny baryłki ropy na poziomie 80 - 85 dolarów może być katalizatorem szybkiego wzrostu kursu uncji złota powyżej 5 tysięcy dolarów. Natomiast ropa kosztująca więcej niż 150 dolarów zmusiłaby Fed do prowadzenia restrykcyjnej polityki pieniężnej ze szkodą dla notowań złota.
Ekonomiści State Street są przekonani, że kruszec tym bardziej będzie atrakcyjny dla inwestorów, im świat będzie bardziej zadłużony. Łączny dług publiczny wzrósł do rekordowego poziomu około 348 bilionów dolarów, a to prawie cztery razy więcej niż światowy PKB. Rosnące deficyty - spowodowane wydatkami wojennymi, wyższymi kosztami obsługi długu i niższymi wpływami podatkowymi - zwiększają długoterminowe ryzyko deprecjacji walut fiducjarnych (tradycyjnych). Wiadomo zaś, że złoto jest pierwszym aktywem, po które inwestorzy sięgają szukając zabezpieczenia przed erozją wartości pieniądza.
Szwajcarski bank Union Bancaire Privée (UBP) zwiększa w tej chwili udział złota w portfelach do 6 proc., po tym jak wcześniej drastycznie zredukował go z 10 do 3 proc. UBP podtrzymuje ambitną prognozę, że przed końcem roku uncja będzie kosztowała 6 tysięcy dolarów. Do ustanowienia takiego rekordu najbardziej mają się przyczynić: systematyczne zakupy złota przez banki centralne na całym świecie, rosnące obawy o deficyty fiskalne w gospodarkach rozwiniętych i długoterminowe osłabienie zaufania do walut fiducjarnych.
Jacek Brzeski















