W skrócie
- Fundusze ETF oparte na złocie są w impasie. W pierwszych trzech tygodniach marca zanotowały trzy razy wyższe odpływy środków niż napływy, a bilans wyniósł minus 7,9 miliarda dolarów.
- Société Générale zmniejszył udział złota w swoim portfelu z 10 proc. do 7 proc., choć jednocześnie podtrzymał ambitną prognozę ceny uncji kruszcu na poziomie 6 tysięcy dolarów do końca roku.
- Opinia światowa zauważyła, że Narodowy Bank Polski rozważa wykorzystanie swoich rezerw złota na dozbrojenie armii. Skoro jednak w ciągu kilku tygodni uncja kruszcu potrafiła stracić na wartości nawet 1 500 dolarów, to sukces operacji ”SAFE 0 procent” staje się mniej pewny.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Na rynku złota mamy ostatnio istny rollercoaster. Rekord historyczny z końca stycznia, czyli 5 600 dolarów za uncję trojańską (31,1 g), wydaje się być wynikiem nie do powtórzenia w najbliższej przyszłości. Na początku tego tygodnia cena spadała nawet w okolice 4 100 dolarów. Cały poprzedni tydzień był dla notowań kruszcu najgorszy od 43 lat - metal potaniał o ponad 10 proc.
Ta wojna nie podbija ceny złota
Jednak w połowie tego tygodnia za uncję złota trzeba płacić znów trochę więcej - około 4 600 dolarów. Analitycy z Commerzbanku są zdania, że ostatni spadek ceny mógł być taką samą przesadą, jak wcześniejszy rajd wzrostowy. Innymi słowy, rynek przesuwa się teraz z jednej skrajności w drugą.
Skoki cen złota są pochodną doniesień z frontu wojny USA z Iranem. Wyjątkowość dzisiejszej sytuacji polega na tym, że im konflikt bardziej eskaluje tym "królewski metal" jest tańszy, a drożeje, gdy pojawiają się symptomy wojennego odprężenia. Te trendy przeczą podręcznikowym opisom, w których ludzie w czasie rozwijającej się wojny kupują w panice coś tak pewnego jak złoto, także dlatego, że spodziewają się wzrostu inflacji.
W tej chwili cały świat, bojąc się skutków wojny na Bliskim Wschodzie, kupuje raczej dolara i w nim widzi "bezpieczną przystań". Za dolarem stoi bowiem siła militarna Stanów Zjednoczonych. Kiedy drożeje waluta Amerykanów, to dla inwestorów spoza USA złoto staje się droższe i dlatego maleje popyt na kruszec. W dodatku, część handlujących wycofuje pieniądze ze złota, żeby mieć płynność na pokrycie strat w innych miejscach.
Wciąż wysokie stopy procentowe
Notowania kruszcu pozostają pod presją, ponieważ inwestorzy coraz bardziej uwzględniają ryzyko utrzymania wyższych stóp procentowych i to nie tylko w USA. To efekt obaw, że konflikt na Bliskim Wschodzie może przełożyć się na wzrost cen energii, a w konsekwencji podwyższyć inflację. W środowisku wysokich stóp złoto traci na atrakcyjności, gdyż swoim właścicielom nie wypłaca odsetek. To sprawia, że w okresie zaostrzania polityki pieniężnej część kapitału odpływa do aktywów oferujących pewny, bieżący dochód.
Widać wyraźnie, że w ostatnich dniach zmiany cen złota były ściśle skorelowane z tym, co działo się na rynku ropy naftowej. Kiedy prezydent USA dał nadzieję na deeskalację konfliktu w Zatoce Perskiej, notowania baryłki ropy brent spadły o kilkanaście dolarów i powróciły poniżej psychologicznej granicy 100 dolarów. W tym samym czasie uncja złota odbiła się od dna na poziomie 4 100 dolarów. Rynek zaczął wierzyć, że ropa i gaz ponownie zaczną swobodnie płynąć przez Cieśninę Ormuz, co jest kluczowe dla stabilności globalnej gospodarki. W efekcie, presja na wyprzedaż aktywów uznawanych za ryzykowne zmalała, a kapitał zaczął szukać stabilizacji.
Atrakcyjne obligacje skarbowe
Ciągle nie wiemy jak i kiedy zakończy się konflikt Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem. Nie wiemy też, jak ukształtują się ceny ropy naftowej. Jest prawdopodobne, że baryłka brent przez dłuższy czas będzie kosztowała więcej niż 100 dolarów. Jeśli oczekiwania inflacyjne nadal będą wysokie, to Rezerwa Federalna prawdopodobnie "zamrozi" stopy procentowe na obecnym poziomie. To zaś zapewne wywinduje na wyższy poziom rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. Złoto z wysoko oprocentowanymi papierami dłużnym zazwyczaj przegrywa.
O tym, że "królewski metal" nie jest już tak pożądany jak w szczycie hossy świadczą też sygnały pochodzące z funduszy ETF zabezpieczonych fizycznym złotem. W ich wypadku, w pierwszych trzech tygodniach marca odpływy środków były trzykrotnie wyższe niż napływy, a bilans wyniósł minus 7,9 miliarda dolarów.
Do tych funduszy ETF jeszcze niedawno pieniądze płynęły szerokim strumieniem od inwestorów, którzy kupowali złoto głównie dlatego, że drożało. Naśladowali innych uczestników rynku, bo też chcieli zarobić i traktowali metal jak aktywo spekulacyjne. Gdy jednak kruszec szybko taniał, zaczęli gwałtowną wyprzedaż. "Złote" fundusze ETF są szczególnie wrażliwy na zmiany stóp procentowych. Ich popularność zmalała w chwili gdy Jerome Powell, szef amerykańskiego Fed, zaczął mówił o ryzyku utrzymywania się wysokiej inflacji w USA.
Nowa strategia banków centralnych
Przetasowania na globalnych rynkach finansowych i surowcowych są teraz tak duże, że Société Générale zdecydował się na radykalną przebudowę portfela. Zmniejszył udział złota w swoich zasobach z 10 proc. do 7 proc., choć jednocześnie podtrzymał ambitną prognozę ceny uncji kruszcu na poziomie 6 tysięcy dolarów do końca roku.
Analitycy Société Générale doszli do wniosku, że ceny złota są zbyt zmienne. Bank postanowił zwiększyć inwestycje w surowce, szczególnie w sektor energii i metali przemysłowych. Zmiany objęły także rynki akcji - giełdy i spółki europejskie umocniły swoją pozycję w portfelu SG kosztem aktywów amerykańskich.
World Gold Council zauważa, że banki centralne, które przez ostatnie lata były największymi nabywcami złota, teraz mogą stać się jego sprzedawcami. W trzyleciu 2023-25 banki kupiły ponad 2 950 ton złota. Jednak skala zakupów w zeszłym roku nie była tak duża, jak w poprzednich latach. Dziś część banków centralnych jest pod presją sprzedawania "królewskiego metalu".
Osobny rozdział w tej historii stanowi Rosja, która staje się rynkowym outsiderem i wyprzedaje swoje zasoby złota w niezwykłym tempie. Rosyjski bank centralny przez pierwsze dwa miesiące 2026 roku upłynnił około 15 ton metalu. Jest to największa wyprzedaż z państwowych skarbców od 24 lat. Głównym powodem tak radykalnych kroków jest gwałtownie pogarszająca się sytuacja fiskalna państwa prowadzącego od kilku lat kosztowną wojnę. Kreml zmaga się z gigantycznym niedoborem budżetowym.
Po zamrożeniu przez kraje zachodnie aktywów o wartości około 300 miliardów dolarów, pole manewru Moskwy drastycznie się zawęziło. Wyprzedaż płynnych aktywów z Narodowego Funduszu Dobrobytu to nie tylko próba doraźnego łatania budżetu, ale chęć zachowania chińskiego juana, jednej z niewielu walut obcych, w której rosyjski bank centralny nadal można dokonywać interwencji na rynku, obsługiwać import z Azji i podtrzymywać relacje handlowe z Pekinem.
Pomysły tureckie i polskie
Opinia światowa sygnały o możliwym sięganiu po rezerwy złota odbiera ostatnio także z Turcji i Polski. Turecki bank centralny nie wyklucza, że posłuży się rezerwami o wartości 135 miliardów dolarów, by bronić liry. Z kolei Narodowy Bank Polski rozważa wykorzystanie swoich rezerw na dozbrojenie armii.
NBP to jeden z największych nabywców złota w 2025 roku, posiadający 570 ton rezerw i deklarujący gotowość zwiększenia ich do 700 ton. Jednocześnie jednak prezes banku centralnego Adam Glapiński deklaruje zaangażowanie w tzw. projekt "SAFE 0 procent". Część zasobów złota byłaby stopniowo sprzedawana za dolary, które powiększałaby rezerwy walutowe NBP. Polska armia korzystałaby z zysku będącego bilansową różnicą między dawną ceną kupna kruszcu, a bieżącą, wyższą ceną sprzedaży.
Ostatnie gwałtowne zmiany notowań złota na rynkach światowych czynią ten projekt mniej pewnym. Wielu ekonomistów podkreśla, że skoro w ciągu kilku tygodni uncja potrafiła stracić na wartości nawet 1 500 dolarów, to trudno przewidywać jak duży może być zysk przy obracaniu metalem podczas operacji prawdopodobnie rozłożonej na kilka lat. Wymieniana niedawno przez Adama Glapińskiego kwota 197 miliardów złotych z tytułu niezrealizowanych zysków NBP na złocie wydaje się być w tej chwili iluzoryczna.
Metal dla inwestorów o stalowych nerwach
Ci inwestorzy, którzy dobrze znają historię notowań złota w ostatnich dziesięcioleciach nie powinni być zaskoczeni tegoroczną zmiennością. Wstrząsy naftowe w 1973 i 1979 roku w połączeniu z wielkimi wydatkami budżetowymi Stanów Zjednoczonych doprowadziły do wzrostu amerykańskiej inflacji do wartości dwucyfrowych w skali roku. Sumarycznie ceny konsumpcyjne w USA w latach 1971-80 wzrosły o 100 proc. Skok cen złota w tym czasie był dużo większy - uncja podrożała z 35 dolarów do około 850 dolarów. Kiedy jednak w 1980 roku Fed podniósł stopy do 19-20 procent, złoto przez ponad 450 sesji spadało aż do poziomu 304 dolarów.
Podobną sekwencję zdarzeń zanotowano w 2011 roku, gdy "królewski metal" zbliżył się do 2 tysięcy dolarów, po czym wszedł w trend spadkowy trwający ponad 1 100 sesji i dotarł do dna poniżej 1 050 dolarów w grudniu 2015 roku. Historia uczy, że kolejne bessy na rynku złota najczęściej były powodowane wysokimi stopami procentowymi. Zdaniem niektórych analityków, dzisiejsza sytuacja przypomina tę, którą mieliśmy po napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku. Wówczas też mieliśmy globalny szok cen energii i podwyżki stóp. Od początku inwazji do października 2022 roku uncja złota potaniała z 2 tysięcy do 1 600 dolarów.
Doświadczenie uczy, że po spadkach przychodzi czas odrabiania strat. Niektórzy inwestorzy działają w myśl zasady: "Kupuj, gdy leje się krew". Na polskim rynku metali szlachetnych na początku marca tego roku uncja złota kosztowała 19 300 zł, a trzy tygodnie później dużo mniej - 16 300 zł. Mennica Skarbowa informuje, że ostatnie korekty cen złota stały się impulsem do wzmożonych zakupów. Klienci indywidualni wyraźnie zwiększyli aktywność, traktując spadki jako okazję inwestycyjną.
W 2025 roku - w okresie wielkiej hossy na rynku kruszców - Mennica Skarbowa sprzedała ponad 3,2 tony złota i prawie 8 ton srebra, czyli odpowiednio: 10 proc. i aż 60 proc. więcej niż rok wcześniej. Eksperci firmy zakładają, że cena złota ma potencjał, by do końca roku przekroczyć poziom 5 500 dolarów za uncję.
Jacek Brzeski
















