Reklama

Bernanke zapewnia o niskich stopach, a inwestorzy boją się spowolnienia

Półroczne wystąpienie szefa Fed na forum Komisji ds. Usług Finansowych Izby Reprezentantów, jakkolwiek koncentrowało uwagę inwestorów, nie przyniosło praktycznie nic nowego.

Ben Bernanke powtórzył to, co już wcześniej można było wyczytać w protokołach z posiedzeń FOMC, czy w Beżowej Księdze oraz co można było wnioskować na podstawie danych makroekonomicznych. Mianowicie, że wciąż słaba sytuacja na rynku pracy oraz niska inflacja pozwalają na utrzymanie stóp procentowych na rekordowo niskim poziomie przez dłuższy czas.

Reklama

Inwestorom jednak to zapewnienie, że stopy procentowe jeszcze długo pozostaną niskie, było potrzebne. Indeks S&P500 wzrósł w środę o 0,97 proc. do 1105,25 pkt., a technologiczny Nasdaq Composite o 1,01 proc. do 2235,90 pkt. I to pomimo fatalnych danych jakie napłynęły z amerykańskiego rynku nieruchomości, gdzie w styczniu zanotowano aż 11,2 proc. spadek sprzedaży nowych domów.

Pytanie tylko na jak długo zapewnienie o niskich stopach wystarczy, żeby powstrzymać narastający strach przed spowolnieniem gospodarczym, po tym jak w ostatnim czasie na rynek trafiło kilka słabych raportów makroekonomicznych (wspomniana sprzedaż domów w USA, indeksy Ifo i Conference Board, nowi bezrobotni, PKB dla Niemiec i Strefy Euro). Dzisiejsze zachowanie azjatyckich giełd, ignorujących wczorajsze wzrosty na Wall Street może sugerować, że na bardzo krótko.

Sesja w Tokio zakończyła się spadkiem indeksu Nikkei o 0,95 proc. do poziomu 10101,96 pkt. Impulsem do przeceny stał się gwałtownie zyskujący do głównych walut jen. Kurs USD/JPY spadł z 90,18 do dziennego minimum na 89,32, pokonując silne wsparcie jakie w okolicy 90 jenów tworzyła linia poprowadzona po dołkach z listopada 2009 i lutego br. Kurs EUR/JPY natomiast spadł z 122,08 do 120,23, co jest najniższym poziomem tej pary od ponad roku. Przełamanie przez tę parę dołka z początku miesiąca może wskazywać na kontynuację spadków w najbliższych dniach. Pierwszym, liczącym się w średnim terminie wsparciem dla EUR/JPY, jest dołek z 2 lutego 2009 roku na wykresie dziennym, czyli poziom 114,49.

W nocy ze środy na czwartek spadał nie tylko kurs USD/JPY i EUR/JPY, ale również EUR/USD. Para to cofnęła się z 1,3538 do 1,3451, testując dołki z 19-go lutego br. Bezpośrednim pretekstem do wyprzedaży, oprócz wzrostu awersji do ryzyka, były wczorajsze wieczorne ostrzeżenia agencji ratingowych Moody's Investors Service i Standard & Poor's o możliwości dalszego obniżenia ratingu dla Grecji. Sytuacja techniczna na wykresie EUR/USD sugeruje, że euro może jeszcze dziś przetestować okolice 1,34 dolara.

Umocnienie dolara w relacji do euro, które korelowało z podobnym zachowaniem do funta i szwajcarskiego franka, negatywnie przełożyło się na ceny surowców. Ceny miedzi, ropy i złota solidarnie spadły. Nie jest wykluczone, że godziny europejskie i amerykańskie przyniosą kontynuację tej tendencji.

W czwartek nie brakuje danych makroekonomicznych i wydarzeń, które mogą mieć wpływ na rynki finansowe. Jakkolwiek wystąpienie Bena Bernanke w Senacie, będące powtórzeniem wczorajszego wystąpienia w Izbie Reprezentantów, nie będzie już rozgrzewać emocji, to takowe mogą dostarczyć publikowane o godzinie 14:30 dane o nowych bezrobotnych (prognoza: 455 tys.) i zamówieniach na dobra trwałego użytku (prognoza: 1,5 proc.) w USA, publikowane przed południem indeksy opisujące koniunkturę gospodarczą w Strefie Euro oraz zaplanowane na godzinę 10:30 wystąpienie szefa Banku Anglii.

Marcin R. Kiepas

Dowiedz się więcej na temat: inwestorzy | Ben Bernanke

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »