Reklama

BMW podtrzyma nadzieje rynków.

Indeksy azjatyckie silnie spadły dziś rano w reakcji na słabe dane makro opublikowane wczoraj w Europie i w USA. Frank się nie zatrzymuje, wzrost do złotego o 12 proc. w ciągu miesiąca może narażać krajowe banki.

Banki na GPW w centrum uwagi

Limit zadłużenia USA wciąż nie został zmieniony, choć ustawa przeszła już przez niższą izbę parlamentu. Ale ponieważ głosowanie w izbie reprezentantów nie było jednomyślne, można spodziewać się sporych emocji w czasie głosowania w Senacie, gdzie większość mają niezadowoleni z kształtu ustawy demokraci. Głosowanie odbędzie się w okolicach południa naszego czasu i w razie odrzucenia może mieć silny wpływ na rynek, podczas gdy przyjęcie ustawy nie powinno powodować większych napięć.

Reklama

Sporo miejsca w komentarzach poświęca się wczorajszemu wzrostowi franka, który nastąpił po południu, a któremu towarzyszyło tąpnięcie na rynkach akcji, sugerując że miało to związek z niepewnością dotyczącą głosowania, sądzę jednak, że większy wpływ miał odczyt indeksu ISM sektora produkcji, który przywrócił obawy o podwójne dno recesji w światowej gospodarce. Indeksy w USA zakończyły dzień spadkami, ale nieznacznymi, biorąc pod uwagę fatalne otwarcie i mini panikę w końcówce notowań w Europie.

Inwestorzy w Azji też nie byli zachwyceni danymi z USA. Nikkei spadł dziś o 1,2 proc., a Kospi o 2,3 proc., co należy rozumieć jako korektę wczorajszego optymizmu na tych rynkach, który okazał się nieuzasadniony (tj. limit w USA nie został jeszcze podwyższony, a dane makro okazały się słabe). Dodatkowo niepokój mogła wzbudzić informacja o zakupach złota przez bank centralny Korei, który więcej niż podwoił swoje rezerwy kupując w ostatnich dwóch miesiącach 25 ton kruszcu. Nie brzmi to jak wyraz zaufania do gospodarki. Nawet po zakupach złoto stanowi 0,4 proc. rezerw banku centralnego Korei, trudno więc uznać je za zabezpieczone. W Szanghaju indeks spada o 1,2 proc. na pół godziny przed końcem wśród spekulacji o możliwej kolejnej podwyżce stóp procentowych.

W Europie nastroje mogą być słabe na otwarciu, ale powtórka z wczorajszej wyprzedaży nie powinna się powtórzyć. Indeksy mogą oddać kilka dziesiątych procent, ale można spodziewać się raczej płytkiego handlu w oczekiwaniu na wieści z Kapitolu. Inwestorów mogą podnieść na duchu wyniki kwartalne BMW, który zanotował wzrost zysku EBITDA o 66 proc., znacznie powyżej oczekiwań analityków. Nie chodzi tylko o tę jedną spółkę, lecz o sygnał, że wciąż utrzymuje się popyt na samochody w Europie i to luksusowe - konsumenci nie są więc tak słabi jak można byłoby oceniać.

Również w Warszawie nie należy oczekiwać rozstrzygających ruchów zaraz na otwarciu sesji, choć inwestorzy mogą mieć pewne obawy co do banków. Silny wzrost franka (jest kontynuowany dziś rano) do pewnego momentu był przez banki antycypowany, ponieważ wciąż żywe są doświadczenia z lat 2008-09, gdy wzrost kursu o 50 proc. w pół roku doprowadził do zachwiania pozycji płynnościowych i wywołał tzw. wojnę depozytową, ale zapewne kurs na poziomie 3,6 wymaga uzupełnienia kolaterali i może ponownie odbić się na wynikach banków, zwłaszcza jeśli pojawi się presja zwiększenia depozytów. Ryzyko systemowe jest tym razem (w odróżnieniu od sytuacji sprzed trzech lat) ograniczone przez wysokie współczynniki wypłacalności.

O końcówce notowań zadecydować mogą dane o wydatkach i dochodach Amerykanów (14:30), choć zapewne większą wagę przywiązywać się będzie do decyzji politycznych i przebiegu notowań na rynku walutowym i surowcowym.

KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ

Emil Szweda, Noble Securities

Dowiedz się więcej na temat: USA | dziś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »