Reklama

Burzliwy poniedziałek

Poniedziałek okazał się wyjątkowo niespokojnym i burzliwym dniem dla giełd akcji, jak też rynku towarowego i walutowego. Choć nie odbyła się sesja na Wall Street, z uwagi na Święto Pracy w USA, na pesymistyczne otwarcie nowego tygodnia rzutowały wciąż, dość wyraźnie, wydarzenia z piątku, jak również informacje jakie pojawiały się podczas weekendu.

Dane z rynku pracy w USA, w ostatni piątek, spowodowały ponad 2-procentową przecenę indeksów na Wall Street (rozbudzając także nieco nadzieje na QE2) i, zarazem, ustawiły rynki azjatyckie, dzisiejszej nocy.

W Japonii i Chinach dominowały, jak dwa dni wcześniej w USA, dwuprocentowe spadki indeksów w Tokio czy Hong Kongu, oraz - niższe ceny surowców. Znalazło to bezpośrednie przełożenie na otwarcie w Europie, gdzie od rana także dominowała podaż, a nastroje były dalekie od optymistycznych. Wydawało się, iż nieobecność Amerykanów na rynkach będzie pomagała Europie - tak się jednak nie stało.

Reklama

Czynnikiem bardzo niekorzystnie oddziałowującym na giełdy była informacja, iż Grecja może nie wypełnić warunków, pod jakimi otrzymała międzynarodową pomoc finansową. Gdyby doszło do faktycznego "bailotu", najmocniej uderzyłoby to w Niemcy i Francję. Z tego powodu, niemiecki DAX od samego rana należał na najsłabszych europejskich indeksów. Problemy w strefie euro spowodowały także wzrost CDS-ów na dług Włoch czy Francji do rekordowych poziomów.

Euro traciło na wartości, a tym samym - ucierpiały także waluty naszego regionu, dość mocno skorelowane z zachowaniem euro. Umacniający się frank szwajcarski spowodował, iż po południu płaciliśmy za niego znów powyżej 3,80 zł. Planowane przez rząd USA, pozwy przeciwko 17 instytucjom finansowym (nie tylko w USA, ale w i Europie - RBS czy Deutsche Bank), negatywnie rzutowały na cały sektor finansowy.

Spadki nasilały się w poniedziałek na rynkach akcji z każdą godziną osiągając apogeum po godzinie 16-ej. Złą atmosferę podgrzewały plotki dotyczące ratingu długu niemieckiego czy francuskiego. Niemiecki DAX tracił na wartości, późnym popołudniem, niemal 6 procent, a nasz WIG20 - 3,5 procent. Podobnie do indeksów akcji zachowywały się tracące na wartości, po 2-3 procent - ropa i miedź.

Podwyższenie prognozy zysku, przez KGHM do 9,6 mld złotych na 2011 rok, spowodowało, że KGHM traciło mniej niż główne indeksy. Cena złota trzymała się dziś blisko poziomu 1900 dolarów za uncję, przymierzając się do ataku na nowy szczyt. W samej końcówce notowań inwestorzy zaczęli podkupować mocno przecenione akcje, redukując skalę przeceny na części giełd. Dane makro (min. seria PMI w usługach eurolandu) przeszły niezauważone. WIG20 stracił ostatecznie 3,5 procent. Nastroje są złe i kolejne sesje raczej nie przyniosą gwałtownego przebudzenia byków.

Jacek Tyszko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »