Reklama

Byki muszą bardziej się postarać

Patrząc na poniedziałkowe poczynania byków, trudno liczyć na to, że spadkowa korekta dobiega końca. By tak się stało, trzeba znacznie więcej wysiłku i wsparcia za strony danych makroekonomicznych.

Choć indeksy w Paryżu i Frankfurcie zakończyły poniedziałkową sesję zwyżką o 0,5-0,6 proc., to byki nie popisały się zbytnio. Siły starczyło im tylko na kilka godzin. Finalny wynik to ledwie jedna trzecia ich wcześniejszych zdobyczy. Rynek, na którym zwyżka, następująca dzień po silnej przecenie, wykorzystywana jest do pozbywania się akcji nie budzi zaufania. A tak właśnie działo się wczoraj. W przypadku CAC40 i DAX możemy mówić jedynie o niezbyt udanym odreagowaniu.

Reklama

Potwierdzeniem tej tezy jest to, że londyński FTSE, który w piątek nie ucierpiał tak mocno jak jego koledzy, wczoraj nadal zniżkował. Bo nie miał czego odrabiać, a piątkowa przecena była dla niego widocznie niewystarczająca.

Dziś na sytuację na europejskich parkietach wpływ mogą mieć wyniki aukcji bonów skarbowych Grecji i Hiszpanii. Ich wyniki będą znane przed południem. Pewne znaczenie może też mieć publikacja indeksu nastrojów analityków i inwestorów instytucjonalnych, wyliczanego przez niemiecki instytut ZEW. Ostatnio inwestorzy są wyczuleni na tego typu wskaźniki, choć nie do końca wiadomo, czy nastroje podążają za rzeczywistością, czy odwrotnie. Gdyby rzeczywistość podążała za nastrojami, byłyby one znakomitym narzędziem prognostycznym.

Spore znaczenie może mieć zaplanowane na wczesne popołudnie wystąpienie szefa Europejskiego Banku Centralnego. Inwestorzy czekać będą na odniesienie się do narastających kłopotów na rynku długu najbardziej zagrożonych państw. Wczoraj wieczorem ujawniono, że EBC nie interweniował ostatnio na tym rynku. Różnie ten fakt można interpretować. Optymistom warto przypomnieć, że hiszpańskie banki pożyczyły w marcu w EBC gigantyczną kwotę 316 mld euro.

Po południu czeka nas kolejna porcja danych zza oceanu. Najpierw dotyczących sytuacji na rynku nieruchomości (rozpoczęte budowy domów i liczba wydanych zezwoleń na budowę), nieco później dynamika produkcji przemysłowej. O wczorajszej sesji na Wall Street trudno zbyt wiele powiedzieć. Z mieszanki słodko-kwaśnych danych inwestorzy wybrali rodzynki w postaci wyższej niż się spodziewano dynamiki sprzedaży detalicznej. Na tym wątku byki ugrały ostatecznie jedynie zwyżkę Dow Jones'a o 0,56 proc. Nasdaq zniżkował o 0,76 proc., a S&P500 spadł o 0,05 proc.

O odrabianiu strat trudno też mówić w przypadku rynków azjatyckich. Nikkei zniżkował o 0,1 proc. po informacji i mocniejszym niż się spodziewano spadku produkcji przemysłowej. W Hong Kongu indeks na godzinę przed końcem handlu tracił 0,7 proc., a na Tajwanie 1,9 proc. W Szanghaju spadki sięgały 0,6-0,9 proc.

Kontrakty terminowe na amerykańskie i europejskie akcje traciły rano po 0,1-0,3 proc., sugerując że handel rozpocznie się w okolicach wczorajszego zamknięcia lub lekko poniżej.

KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ

Roman Przasnyski, Open Finance

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »