Reklama

Indeksy w USA najwyżej od 18 miesięcy

Po kilkudniowym testowaniu lokalnych szczytów główne indeksy nowojorskiej giełdy ruszyły wczoraj w górę ustalając nowe rekordy.

S&P 500 zyskał na wartości 0,7 proc., a DJIA wzrósł o blisko 1 proc. i tym samym poprawione zostały lokalne rekordy sprzed kilku sesji. Inwestorzy kupujący akcje kontrolowali także w środę sytuację na azjatyckich rynkach, chociaż trudno przyznać im zdecydowaną przewagę, jeśli na najważniejszych giełdach wzrosty indeksów nie przekroczyły 0,4 proc. Eksport Japonii skorzystał w lutym z osłabienia jena i rosnącej aktywności w handlu międzynarodowym - był o 45 proc. wyższy niż przed rokiem, co jest najlepszym wynikiem od 30 lat.

Reklama

Jedna z partii koalicyjnych wystosowała właśnie propozycję uruchomienia w Japonii nowego programu pomocowego za ok. 120 mld USD.

Optymizm widoczny na Wall Street na problemy z zadomowieniem się na innych rynkach, w czym również sporą zasługę ma zachowanie kursu dolara. Największe gospodarki świata z tygodnia na tydzień przybliżają się do testu, którego większość wolałaby uniknąć - wkrótce zaczną odczuwać hamowanie ożywienia wywołanego nadzwyczajnymi bodźcami. W miarę jak kolejne programy stymulacyjne będą wyczerpywać ustalone limity wydatków, środek ciężkości w działaniach polityków będzie przesuwać się na wyższy poziom, np. próby wpływania na siłę waluty w celu pobudzenia eksportu.

W przeciwieństwie do tego, co obecnie sądzi o kursie złotego większość Polaków, zyskująca na wartości lokalna waluta może być dla gospodarki poważnym obciążeniem, zwłaszcza w przypadku takich państw uzależnionych od eksportu, jak Niemcy, Francja czy Japonia.

Jeżeli przyjrzeć się trendom na rynku walutowym z perspektywy dłuższej niż kilkugodzinne wahania, można dostrzec prawidłowość, że decyzje inwestorów podejmowane są obecnie w dużej mierze na zasadzie selekcji negatywnej: szuka się niekoniecznie najdynamiczniej rosnących rynków i gospodarek, ale tych, które w najmniejszym stopniu są podatne na widoczne na horyzoncie problemy. Euro przebiło właśnie kolejne poziomy wsparcia względem dolara (rano euro kosztowało 1,343 USD) oraz franka szwajcarskiego.

Ostatnie deklaracje szwajcarskiego banku centralnego, który zamierza bronić franka przed nadmiernym umocnienie, wpisują się w próby "podrasowanie" konkurencyjności własnego rynku. Od dłuższego czasu jest to priorytetem Banku Japonii, a ostatnio podobne cele pośrednio realizują Niemcy i Francuzi, którzy sprzeciwiając się pomocy finansowej dla Grecji, przyczyniają się do osłabienia euro.

W środę poznamy nastroje przedsiębiorców w Europie Zachodniej (indeksy PMI oraz IFO) oraz dane z amerykańskiego pierwotnego rynku nieruchomości. Wczorajsze dane z rynku wtórnego pokazują, że wygasające wkrótce ulgi podatkowe nie stanowią już wystarczającej zachęty dla kupujących - sprzedaż spadła trzeci miesiąc z rzędu.

Łukasz Wróbel

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o inwestowaniu, zapytaj doradcy OpenFinance

Niniejszy dokument jest materiałem informacyjnym. Nie powinien być rozumiany jako materiał o charakterze doradczym oraz jako podstawa do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w niniejszym opracowaniu są jedynie wyrazem opinii autorów w dniu publikacji i mogą ulec zmianie bez zapowiedzi. Open Finance nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego opracowania.

Dowiedz się więcej na temat: 18+ | USA | +18 | rekordy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »