Reklama

Juan najmocniejszy od 18 lat. GPW może dziś tracić

Rynkowy kurs dolara spadł poniżej 6,5 juana po raz pierwszy od 1993 roku, także kurs referencyjny znalazł się poniżej tej bariery. Rynki szacują wpływ zmian kursowych na giełdy.

Wczorajsza sesja w Amerykach były niemal kopią zachowania inwestorów dzień wcześniej. Mimo słabszych danych z gospodarki - w USA PKB rósł wolniej niż oczekiwano, przybyło za to wniosków o zasiłki dla bezrobotnych - amerykańskie indeksy zdołały poprawić rekordy hossy, a indeks małych spółek Russel 2000 ustanowił historyczny szczyt. W kontraście do postawy Wall Street stały giełdy Ameryki Południowej, Bovespa straciła 0,9 proc., IPC 0,3 proc., Merval 0,04 proc.

Widać więc utrzymujący się rozdźwięk między rynkami wschodzącymi i rozwiniętymi (podobnie zachowywały się też indeksy giełd europejskich, zresztą także przez kolejny dzień), który niestety odbija się także na postawie GPW.

Reklama

Na rynkach azjatyckich tendencja nieoczekiwanie się odwróciła. W Japonii dziś świętowano, ale już Kospi stracił 0,7 proc. po publikacji słabszych niż oczekiwano danych o produkcji przemysłowej (wzrosła o 8,7 proc., oczekiwano 11 proc.), podczas gdy SCI zyskał 0,6 proc., a Shanghai B-Share, który mocno tracił w ostatnich dniach, wzrósł o 2,4 proc.

To reakcja inwestorów na umocnienie juana - kurs dolara spadł do najniższego poziomu od 1993 r., ponieważ rynek spodziewa się, że Bank Ludowy Chin rozszerzy wkrótce korytarz wahań chińskiej waluty (obecnie wynosi 0,5 proc. od kursu referencyjnego). Perspektywa dalszego umocnienia chińskiej waluty może mobilizować kapitał spekulacyjny liczący na podwójne zyski (ze wzrostu cen akcji i osłabienia dolara).

Teoretycznie ten sam mechanizm mógłby dotyczyć także innych rynków wschodzących, gdzie kursy walutowe są płynne, a dolar traci na wartości. W relacji do złotego dolar jest najsłabszy od 30 miesięcy, ale wczorajszy wzrost WIG20 zawdzięczamy wyłącznie fixingowi. Był na tyle silny, że indeks blue chips zanotował rekord hossy w cenach zamknięcia. Jednak inwestorzy w Warszawie mogą obawiać się, że dobra passa Wall Street (sześć z ostatnich siedmiu sesji przyniosło wzrost S&P, a od dołka w połowie marca indeks wzrósł o prawie 9 proc.), lada chwila zostanie przerwana.

Paliwo do wzrostu w USA jest bowiem marnej jakości - to mieszanka taniejącego dolara, który może co prawda poprawić konkurencyjność gospodarki w długim terminie, ale póki co świadczy o niej jak najgorzej, oraz poszukiwanie miejsca do ochrony kapitału przed skutkami utraty wartości waluty. Chodzi więc raczej o zakupy spekulacyjne.

Przed sesją w Warszawie wyniki opublikowały BRE (zgodny z oczekiwaniami) i PKN (nieco powyżej oczekiwań). Nie powinny one mieć większego przełożenia na zachowanie całego rynku, większy mogą mieć dane o spadku sprzedaży detalicznej w Niemczech o 0,6 proc. (oczekiwano wzrostu o 1,1 proc. r/r), czy też popołudniowe dane o dochodach i wydatkach Amerykanów. Nie można wykluczyć, że ostatnia słabość rynków wschodzących (w tym GPW) w zestawieniu ze zwyżkami na rynkach rozwiniętych, jest wstępem do większej korekty, ponieważ mimo sprzyjających okoliczności, to podaż przeważała w tym tygodniu.

Dzisiejsza sesja nie przyniesie zapewne istotnych rozstrzygnięć, a w dłuższym terminie przewagę mają posiadacze akcji, przynajmniej do czasu oznak zatamowania inflacji. Tych oznak mogą dostarczyć rynki surowcowe, nie można więc stracić z oczu notowań zbóż, metali i przede wszystkim ropy.

Emil Szweda

Dowiedz się więcej na temat: 18+ | +18 | kurs dolara | rynki | 1993 | 18 lat | juan | spadł | GPW | dziś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »