Reklama

Katastrofa na rynku ropy - co z cenami?

Drastyczny skok cen ropy wywołany sobotnimi atakami spędza sen z powiek inwestorów. Jest on tym bardziej niekorzystny, że przypadł na czas spowolnienia gospodarczego. Dalszy scenariusz, jeśli chodzi o ceny ropy, uzależniony jest od tempa uruchomienia pełnej produkcji przez Saudi Aramco. Zdaniem analityków, nagły wzrost cen ropy, do jakiego doszło po atakach na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej, sprzyja firmom wydobywczym, które mogą drożej sprzedawać surowiec, cena ropy nie wróci od razu do dawnych poziomów.

Powrót do normalnej produkcji przez Saudi Aramco może, jak wskazują źródła, "zająć miesiące". Pojawiają się opinie, że sytuacja w zakładzie wciąż jest zła. W niedzielę na rynek trafiały zapewnienia, że eksport ropy przez Arabię Saudyjską będzie w bieżącym tygodniu realizowany na normalnych poziomach.

Na razie ekipom ratowniczym udało się wstrzymać pożary w tamtejszych zakładach. Wciąż trwają prace nad przywróceniem produkcji. Eksperci szacują, że - o ile ograniczenia produkcyjne utrzymają się dłuższy czas - niedobór surowca może być odczuwalny od listopada, gdy poziom zapasów w magazynach będzie ograniczony.

Reklama

Na sobotnie wydarzenia zareagowały giełdy azjatyckie. Akcje CNOOC, największego chińskiego producenta ropy naftowej na morzu, zanotowały wzrost o 8,7 proc. w Hongkongu. Z kolei walory PetroChina, największego azjatyckiego producenta ropy i gazu, zyskały 7,4 proc. Sinopec ,koncern rafineryjny, podrożał o 3,4 proc.

Spadły zapasy paliw linii lotniczych w Azji. Paliwo jest dla firm lotniczych ogromnym wydatkiem, więc w przypadku istotnego wzrostu cen na rynku korzystają one ze swoich zapasów. Akcje największych chińskich operatorów lotniczych - China Southern Airlines i Air China - spadły o co najmniej 2,5 proc.

Na domiar złego, w Chinach podano słabe dane z gospodarki. Produkcja przemysłowa w sierpniu wzrosła o 4,4 proc. rok do roku, tymczasem analitycy oczekiwali wzrostu o 5,2 proc. Z kolei sprzedaż detaliczna wzrosła o 7,5 proc. rok do roku, a zakładano wzrost o 7,9 proc.

Również Indie odczuwają skutki ataku. Hindustan Petroleum i Bharat Petroleum straciły po ok. 6 proc. na początku handlu. Obie firmy były częścią konsorcjum, które podpisało w zeszłym roku umowę z Saudi Aramco o wartości 44 mld dol. na budowę "wielkiej rafinerii" w Indiach.

Droga ropa nie służy gospodarce

Ole Hansen, szef strategii towarów w Saxo Bank w Kopenhadze, podkreśla, że globalna gospodarka nie może sobie pozwolić na wyższe ceny ropy w czasach spowolnienia gospodarczego. Jeśli wysokie ceny się utrzymają, ewentualny wzrost popytu może jeszcze bardziej oddalić się w czasie. Problemy globalnej gospodarki są efektem m.in. wojny handlowej między USA a Chinami i obawami w związku ze zbliżającym się brexitem.

Co dalej z cenami ropy? Ayham Kamel z Eurasia Group zakłada, że jeśli szkody w saudyjskim koncernie są stosunkowo nieduże, wzrost może ograniczyć się do 2-3 dol. na baryłce. Jeśli jednak są znaczne, realne jest utrzymanie się 10-proc. zwyżek.

Amerykanie zwiększą produkcję? Will Scargill, analityk ropy i gazu w GlobalData, ocenia, że awaria pokaże, na ile przemysł amerykański jest w stanie zareagować na potrzeby rynku. Wyższe ceny surowca i niższe zapasy mogłyby stanowić zachętę dla tamtejszych firm wydobywczych do zwiększenia ilości wykonywanych odwiertów, a tym samym do wzrostu produkcji z amerykańskich złóż. Ekspert zastanawia się tylko, czy nie pojawią się ograniczenia finansowe i infrastrukturalne.

Z drugiej strony widzi potencjał w zwiększeniu wydobycia przez inne kraje OPEC oraz Rosję. Obowiązujące od początku roku cięcia produkcyjne kartelu oznaczają, że grupa ma wolne moce. Scargill obawia się jednak, że może ich nie wystarczyć do pokrycia całej utraconej produkcji. - Jeśli duża część zgłoszonej utraty produkcji na poziomie 5,7 mln baryłek dziennie będzie utrzymywać się przez tygodnie lub dłużej, wypełnienie tej luki będzie ogromnym wyzwaniem - mówi analityk.

Hussein Sayed, główny strateg rynkowy FXTM, ocenia, że ataki mogą mieć katastrofalne konsekwencje dla gospodarki. - Obserwowany dziś szok cenowy jest największy od prawie trzech dekad, odkąd Saddam Husein najechał Kuwejt w latach 90. Taka reakcja cenowa sugeruje, że mamy obecnie do czynienia z bezprecedensowym zagrożeniem dla dostaw ropy, które może odbić się echem w światowej gospodarce - podkreśla.

Jak ta sytuacja przekłada się na inne firmy rafineryjne? Skok cen ropy nie jest pozytywną wiadomością dla rafinerii, które kupują surowiec do przerobu. - Z pewnością to negatywnie odbije się na marżach rafineryjnych. Ale z drugiej strony jest to dobra informacja dla tych, którzy ropę wydobywają - ocenia w rozmowie z Interią Kamil Kliszcz, analityk DM mBanku.

Ryzyko pozostanie w cenie ropy

Kluczowe, jest, jak długo obecna sytuacja potrwa i kiedy Arabia Saudyjska uruchomi pełną produkcję. Natomiast bez względu na to, czy tak się stanie, premia za ryzyko geopolityczne szybko z ceny ropy nie zniknie. - Będzie się pewnie przez jakiś czas utrzymywać, bo dawno zdarzenia takiej skali nie miały miejsca. Nie będzie to oczywiście 8 dolarów na baryłce, ale jakiś komponent na pewno pozostanie. Tego typu sytuacje przypominają, że nie jest to biznes przewidywalny w ujęciu globalnym - ocenia Kliszcz.

Ayham Kamel z Eurasia Group zakłada, że jeśli szkody w saudyjskim koncernie są stosunkowo nieduże, wzrost może ograniczyć się do 2-3 dol. na baryłce. Jeśli jednak są znaczne, realne jest utrzymanie się 10-proc. zwyżek.

Według Kamila Kliszcza, wzrost cen ropy bezpośrednio przełoży się na ceny paliw. Również inni związani z branżą eksperci uważają, że kierowcy mogą odczuć rynkowe turbulencje już w tym tygodniu. Wysokość zmian będzie uzależniona od szacowanych terminów naprawy instalacji. Z drugiej strony ewentualna eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie mogłaby jeszcze bardziej skomplikować sytuację.

Korzystanie przez producentów ropy z zapasów może łagodzić wzrost cen w najbliższym czasie. Ale ważne jest też to, jakie kroki zostaną podjęte, by zapobiec tego typu atakom w przyszłości.

Saudi Aramco prowadzi prace nad przywróceniem produkcji. Saudyjczycy twierdzą, że do poniedziałku uruchomią jedną trzecią normalnej produkcji.

Eksperci oceniają jednak, że pełne przywrócenie mocy zajmie tygodnie. Pojawiają się głosy, że Aramco może oferować klientom gatunki ropy alternatywne dla Arab Light i Arab Extra Light: Arab Heavy i Arab Medium.

Mówi się, że koncern może utrzymać dostawy do klientów nawet przez kilka tygodni, korzystając z globalnej sieci magazynowej. Zapasy utrzymuje w zbiornikach na terenie kraju, ale też w Egipcie, Japonii i Holandii. Niestety, spadły one w ostatnich latach do poziomów niespotykanych od 2008 roku. Od szczytu w 2016 roku zmniejszyły się o sto kilkadziesiąt milionów baryłek, do poniżej 190 mln baryłek.

IPO Saudi Aramco pod znakiem zapytania

Saudyjska firma planowała wejście na giełdę w Rijadzie. Zamierzała sprzedać pod koniec tego roku 1 proc. akcji. Następnie w 2020 roku na rynek miałby trafić kolejny 1 proc. papierów. Docelowo do obrotu miałoby zostać wprowadzone 5 proc. akcji giganta. O prace przy debiucie ubiegało się wiele globalnych banków inwestycyjnych.

Teraz jednak pojawiają się obawy, że debiut może być zagrożony. Sobotni atak, który doprowadził do zniszczeń należących do spółki instalacji zmniejszając o połowę jej produkcję, nie sprzyja tym planom. - Wskazuje na destabilizację na światowych rynkach energii i budzi realne obawy o ofertę publiczną Aramco - uważa Neil Wilson, główny analityk rynku Markets.com.

Trump grozi odwetem

Prezydent USA zagroził uderzeniem odwetowym sprawcy sobotnich ataków. Nie sprecyzował, kogo Stany Zjednoczone uważają za sprawcę. "Możemy powiedzieć, że znamy winowajcę. Jesteśmy gotowi do odwetu na podstawie weryfikacji, ale czekamy aż Królestwo powie nam, kto to jest" - napisał w niedzielę na Twitterze.

Biorąc pod uwagę skalę problemu, prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zezwolił na uwolnienie zapasów ropy ze strategicznej rezerwy USA. Zgromadzonych jest tam 645 mln baryłek. To największy na świecie zapas.

Rezerwa powstała po szokach naftowych w latach 70. Była uruchomiona tylko trzykrotnie - w czerwcu 2011 roku, kiedy to niepokoje społeczne w Libii zakłóciły globalny eksport ropy, w 2005 roku, gdy huragan Katrina zdewastował infrastrukturę naftową wzdłuż Zatoki Meksykańskiej i w 1991 roku, gdy USA zaatakowały Irak w ramach operacji Pustynna Burza.

W sobotę dziesięć dronów rozpoczęło atak na należący do Saudi Aramco zakład Abqaiq i na pole naftowe Khurais, drugie co do wielkości w kraju. Atak wywołał pożary w rafinerii Abqaiq, która w minionym roku przerobiła około połowy ropy wydobywanej w całym kraju. Saudyjskie ministerstwo energii informowało, że wstrzymana została tym samym produkcja 5,7 mln baryłek ropy dziennie, co stanowi 5 proc. globalnej podaży surowca.

Ropa wciąż wysoko

W poniedziałek ropa w USA drożeje o ponad 9 proc., po zwyżce po otwarciu handlu o ponad 15 proc., a Brent na ICE zyskuje ponad 10 proc., po wzroście po otwarciu sesji o ponad 19 proc.

Inni członkowie OPEC oraz kraje stowarzyszone, jeszcze niedawno zachęcane do przestrzegania ograniczeń produkcji uzgodnionych na grudniowym posiedzeniu kartelu, teraz będą zapewne zwiększać moce, by wypełnić lukę rynkową. Mowa o Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie czy Iraku.

Sporo wolnych mocy jest w Iranie, ale tu restrykcje wprowadzone przez Stany Zjednoczone zostaną utrzymane ze względu na wsparcie Iranu dla rebeliantów z ruchu Houthi w Jemenie, którzy przyznali się do ataku na Abqaiq. O tym, że za atakami stoją bojownicy Huti, poinformował rzecznik szyickiego ugrupowania, Yahia Sarie. Ostrzegł, że ataki będą groźniejsze, jeśli będzie kontynuowana wojna w Jemenie. Ale są też podejrzenia, że winnymi ataków były bojówki szyickie w Iraku.

W 2011 roku na skutek rozruchów społecznych w Jemenie odsunięty został od władzy prezydent Ali Abd Allah Salaha znany z dyktatorskich rządów. W wyniku tych wydarzeń w kraju nasilił się chaos. Konflikt zaognił się, gdy w marcu 2015 roku interwencję w Jemenie rozpoczęła Arabia Saudyjska. Przewodzi ona międzynarodowej koalicji krajów walczącej z wspieranymi przez Iran Huti. Koalicja chce przywrócenia do władzy prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego, któremu podlega tylko południowa część kraju. Północ i zachód kontrolują Huti.

Do ataków przyznali się rebelianci z ruchu Houthi w Jemenie. O tym, że za atakami stoją bojownicy Huti, poinformował rzecznik szyickiego ugrupowania, Yahia Sarie. Ostrzegł, że ataki będą groźniejsze, jeśli będzie kontynuowana wojna w Jemenie. Ale są też podejrzenia, że winnymi ataków były bojówki szyickie w Iraku.

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo obwinił wprost Iran, mówiąc, że kraj ten rozpoczął bezprecedensowy atak na globalne dostawy energii. Wzywał wszystkie kraje do publicznego, jednoznacznego potępienia ataków Iranu. Zapewnił jednocześnie, że USA będą współpracować ze swoimi sojusznikami w celu zaopatrzenia rynków energii. Iran odrzuca oskarżenia, zarzucając Stanom Zjednoczonym kłamstwo.

Monika Borkowska

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »