Reklama

Kończy się era taniego pieniądza?

W ostatnich dniach uwagę inwestorów dość wyraźnie skupiły nieco zaskakujące wypowiedzi bankierów centralnych. Wszystkie brzmiały bowiem dość jastrzębio, co odczytane zostało w ten sposób, że inne banki wejdą na ścieżkę już wytyczoną przed Fed. W rezultacie osłabił się dolar, a wzrosły ceny surowców i rentowności obligacji. Rynki akcyjne dość różnie podchodzą do całego tego zamieszania.

Już można znaleźć komentarze, że era taniego pieniądza dobiega końca. We wtorek Mario Draghi zasugerował możliwość tolerowania nieco niższej inflacji oraz rozpoczęcia przy tym procesu normalizacji ultrałagodnej polityki monetarnej. Później głos zabrali szefowie banków centralnych Kanady i Wielkiej Brytanii, którzy już otwarcie zaczęli mówić o podwyżkach stóp procentowych. W konsekwencji euro, dolar kanadyjski oraz funt umocniły się wobec dolara amerykańskiego. Wzrosły też rentowności obligacji, czyli spadły ich ceny.

Konsekwencją tych zmian była pozytywna reakcja kursów akcji banków, które najbardziej skorzystają na wzroście stóp procentowych. Pomocne były tutaj również wyniki stress testów przeprowadzonych w USA, które pomyślnie przeszły wszystkie banki i będą mogły zwiększyć wypłaty realizowane dla swoich akcjonariuszy. Zyskiwały też ceny surowców, co pozytywnie przełożyło się na spółki je wydobywające. Taki obraz sytuacji nie wygląda źle z punktu widzenia GPW, gdyż spółki surowcowe i banki stanowią sporą część jej kapitalizacji. Niestety zwyżki obserwowaliśmy tylko o poranku, a potem zaczęły się problemy.

Reklama

Trudność z kontynuacją początkowych zwyżek wynikała ze słabej postawy rynków europejskich, gdzie wzrosty cen akcji banków były niwelowane przez taniejące walory spółek użyteczności publicznej, czy tych należących do sektora przemysłowe bądź konsumpcyjnego. Inwestorzy obawiają się, że zyskujące na wartości euro osłabi konkurencyjność przedsiębiorstw, z których wiele nastawionych jest na eksport.

Lokalnie wzrost rynkowych stóp też nie był przyjęty jednoznacznie pozytywnie, gdyż nieco osłabiał się złoty. Nasza giełda de facto pozostawała pomiędzy młotem a kowadłem, gdzie jedne czynniki działały na nią pozytywnie, a inne już nie. Wynikiem tej batalii był remisowy wynik sesji, gdyż główny indeks prawie nie zmienił swojej wartości. Obroty były skromne i na całym rynku nie przekroczyły 700 mln zł. To już konsekwencja wakacji oraz zbliżającego się w USA długiego weekendu.

Łukasz Bugaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »