Reklama

Koszmar powrócił szybko. WIG20 stracił 230 punktów

Spokój nie trwał długo. Poranne wzrosty na giełdach europejskich utrzymały się do wczesnego popołudnia, a nastroje załamały się wraz z otwarciem sesji w USA.

Bardzo szybko stało się jasnym, że Wall Street nie zamierza kontynuować wczorajszego odbicia, co poważnie wystraszyło inwestorów w Europie, najmocniej niestety w naszym regionie Europy, ponieważ to WIG20 i BUX poniosły najbardziej bolesne straty. Od najwyższego punktu sesji do najniższego WIG20 spadł o 230 punktów, to jest o 9,7 proc. Wyprzedaż przybiera więc dramatyczne rozmiary, WIG20 stracił już 18,5 proc. od otwarcia poprzedniego poniedziałku, który inwestorom wydaje się dziś dniem równie odległym co kibicom medal reprezentacji Polski w piłce nożnej na mundialu w Hiszpanii.

Reklama

Paniczne zachowania inwestorów zbiły cenę BRE, Pekao i PKN momentami o ponad 10 proc., za szczęśliwców mogą uważać się akcjonariusze Telekomunikacji, której akcje zyskały 1,3 proc., głównie dzięki poprawie nastrojów w końcówce notowań. Warto odnotować, że w tej atmosferze chaosu znalazło się 150 spółek, których akcje dziś drożały, choć przy małych obrotach.

Liderem rosnących na przekór światu kursów był Cersanit zyskując 12 proc. (w ostatniej chwili mocniejszy wzrost odnotował Euromark, ale przy symbolicznych obrotach). Trzeba jednak pamiętać, że kurs łazienkowego potentata spadł wcześniej o ponad 40 proc. w pięć sesji. Mimo wszystko widać też, że akcjonariusze mniejszych firm powoli obojętnieją - mWIG i sWIG straciły dziś po ok. 2 proc. - mniej niż połowę tego, co indeks blue chips.

Wygląda więc na to, że za wyprzedażą na GPW stoją głównie inwestorzy zagraniczni (nie spodziewam się Nobla za to "odkrycie"), którzy sprzedają na rynkach wschodzących, to co sprzedać da się najszybciej, bez względu na cenę.

Najciekawsze w całej sytuacji jest zachowanie rynków obligacji, gdzie ceny rosną. 10-letnie papiery USA mają już rentowność na poziomie 2,15 proc., dobrze sprzedały się roczne bony skarbowe Włoch za 6,5 mld EUR z popytem dwukrotnie wyższym i rentownością poniżej 3 proc. Oczywiście za poprawą sentymentu do włoskich papierów stoi ECB, ale już nasz resort finansów żadnej pomocy nie potrzebuje i bez najmniejszych problemów sprzedał dziś obligacje za 5 mld zł i 1 mld na aukcji uzupełniającej przy średniej rentowności od 4,47 (dwulatki) do 5,25 proc. (czterolatki).

Zatem to nie bankructwa państw obawiają się inwestorzy, ale przecież jednocześnie nie ustają w zakupach złota i franka, które notowały dziś kolejne rekordy. Recesja nie pozwoli zarobić jednak także i na złocie, więc albo rynki dyskontują nadejście potężnej stagflacji lub trzeba przyjąć założenie, że panika w obecnej skali zepchnęła ceny akcji i podbiła notowania złota i franka o wiele poza granice wyznaczane przez zdrowy rozsądek.

Emil Szweda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »