Reklama

Lizanie ran w Europie. Na GPW stawka rośnie

Po wczorajszej wyprzedaży akcji parkiety Starego Kontynentu powinny choć podjąć próbę zatrzymania spadków i doprowadzić do niewielkiego odbicia.

Reklama

Indeksy na Wall Street także spadły, ale skala przeceny była bez porównania mniejsza niż w Europie - S&P stracił 0,8 proc., podobnie Dow Jones. Obydwa indeksy próbowały też niwelować straty z otwarcia (rozmiar strat został ustalony zaraz na początku notowań, przez resztę dnia indeksy powoli się podnosiły). W Stanach na pierwszym planie podnoszone są kwestie polityczne dotyczące Europy, podczas gdy na Starym Kontynencie chyba większe wrażenie zrobił spadek indeksów PMI w niemieckiej i francuskiej gospodarce, niż dymisja holenderskiego premiera i wynik wyborów we Francji.

Reklama

W każdym razie, problemy są głównie europejskiego pochodzenia i to widać po skali spadków. O ile w Europie straty indeksów sięgały wczoraj 3 proc., to w Azji nie były one tak dotkliwe - Kospi tracił 0,5 proc., a Nikkei 0,8 proc. na kwadrans przed końcem notowań. Indeks giełdy w Hong Kongu oscylował wokół zera, a w Szanghaju spadał o 1,2 proc. W tym samym czasie w Australii, Singapurze i Tajlandii indeksy notowały skromne, ale jednak zwyżki.

Spokojna reakcja światowych rynków na europejskie kłopoty powinna pomóc opanować nerwy inwestorom na Starym Kontynencie. Ostatecznie ani Holandia, ani Francja nie wychodzą z Unii Europejskiej, lecz są w trakcie zmiany władzy, natomiast "łagodna recesja" gospodarcza w UE jest oczekiwana przez większość ekonomistów, więc słabsze dane nie powinny być aż takim zaskoczeniem. Dlatego we wtorek rano możemy spodziewać się niewielkiego choćby odbicia, którego los może rozstrzygnąć się po publikacji popołudniowych danych z USA (sprzedaż domów, indeks nastrojów konsumentów). Spory wpływ na zachowanie inwestorów mogą wywrzeć kwartalne wyniki Apple'a, ale te zostaną opublikowane po zakończeniu sesji w Stanach.

Na GPW wyprzedaż także przybrała na sile. Wsparcie, o którym pisałem we wczorajszym komentarzu nie obroniło się. Wielkich konsekwencji na razie nie ma, bo WIG20 ma się jeszcze gdzie zatrzymać w ramach konsolidacji budowanej od sierpnia ub.r. w przedziale 2100-2400 pkt. Jednak stawka rośnie z przełamaniem każdego kolejnego wsparcia i wraz ze zbliżaniem się indeksu do dolnej granicy konsolidacji. Może to także powodować większą nerwowość w poczynaniach inwestorów. Dziś jednak - po czterech dniach spadków - możemy liczyć choć na cień odbicia i zatrzymanie przeceny.

KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ

Emil Szweda, Open Finance

Dowiedz się więcej na temat: lizanie | stawka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »