Reklama

Mario Draghi rozczarował

Dzisiejsza sesja w znacznej mierze podporządkowana była decyzjom EBC oraz wydźwiękowi późniejszej konferencji prasowej z udziałem szefa tej instytucji. Co prawda nie brakowało innych argumentów do handlu, ale były one w znacznej mierze ignorowane.

Z samego rana napłynęły na rynek dane o chińskiej wymianie handlowej, które generalnie należało odczytywać pozytywnie. Po raz pierwszy od końca 2014 roku wzrosła bowiem roczna dynamika importu, która utożsamiana jest z kondycją popytu w Państwie Środka. Ten więc w ostatnim czasie uległ pewnej poprawie, albo raczej zaprzestał kontynuować zniżkową trajektorię.

Mało kto się jednak tym przejął, podobnie zresztą jak miało to miejsce z innymi chińskimi publikacjami w ostatnim czasie. Lokalnie inwestorów mogły zaniepokoić słowa ministra energii, który powiedział, że porządkowanie kapitałów w spółkach skarbu państwa będzie postępować i w niektórych przypadkach może to oznaczać nawet podwojenie wartości nominalnej akcji. Chodzi o casus PGE, który akcjonariusze nie przyjęli ciepło. Dzisiaj jednak nie przywiązano do słów ministra wielkiej wagi. Ta skupiła się wokół efektów posiedzenia EBC.

Reklama

Inwestorzy od dłuższego już czasu oczekują, że europejski program skupu aktywów zostanie wydłużony poza planowany na marzec przyszłego roku termin jego zakończenia. Ponadto będzie on musiał być nieco skalibrowany, by zakupy mogły przebiegać w sposób płynny i bez przeszkód ze strony nałożonych ograniczeń. Dzisiaj jednak nic konkretnego w tych kwestiach nie usłyszeliśmy. Mario Draghi powiedział nawet, że przedłużenie programu QE w ogóle nie było omawiane. Co najwyżej zlecono odpowiednim komisjom zbadanie opcji, które zapewniłyby sprawne jego wdrażanie w przyszłości. Tym samym w sposób pośredni potwierdziły się rynkowe spekulacje, że EBC ma coraz większe problemy ze znalezieniem odpowiednich aktywów do zakupu.

Oliwy do ognia dodały słowa chwalące dotychczasowe postępy programu, co można było odczytywać jako brak chęci zwiększania stymulacji gospodarki. Dodatkowo wielokrotnie podkreślono, że polityka monetarna nie możne zastąpić reform strukturalnych czy wydatków fiskalnych i te powinny przejąć pałeczkę jako główny stymulant wzrostu gospodarczego. Z kolei nowe projekcje gospodarcze nie uległy większym zmianom, a oczekiwana dynamika tegorocznego wzrostu została nawet podniesiona z 1,6 proc. do 1,7 proc. Tym samym odbiór konferencji był jastrzębi, co podkopało apetyt byków do zakupów. Lokalnie oznaczało to pełne oddanie wczorajszego wzrostowego dorobku i powrót do punktu wyjścia z wtorku.

Łukasz Bugaj

Dowiedz się więcej na temat: giełdy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »