Reklama

Niedźwiedzie z kontrolą

Miniony piątek sygnalizował chęć inwestorów do wzrostowego odreagowania na giełdzie. Z kolei wtorek wyznaczał jego koniec i już wczoraj powróciliśmy do spadków. Dzisiaj podaż pokazała swoją moc w pełnej krasie.

Jeszcze wczoraj można było mówić o względnej sile krajowego rynku, ale dzisiaj zniknęła ona równie szybko jak się pojawiła. Ciężko jednoznacznie wskazać ku temu powód. Prawdopodobnie chodziło o słabość całego segmentu rynków wschodzących oraz serię kolejnych niepokojących informacji, które jednak trudno uznawać za zaskakujące.

Pierwszą niekorzystną wiadomością, podaną jeszcze przed rozpoczęciem sesji, był słabszy od oczekiwań wzrost produkcji przemysłowej w Niemczech w miesiącu czerwcu. Rozczarowanie nie było jednak tak duże jak w przypadku podanych wcześniej zamówień, tym niemniej potwierdzało słabnący obraz niemieckiej gospodarki, od której przecież nasz kraj jest najbardziej uzależniony. Zaczęły się również negatywne rewizje wcześniejszych oczekiwań co do wzrostu niemieckiego PKB za II kw. Dzisiaj JP Morgan drastycznie obniżył swoje założenia ze wzrostu o 0,5% do spadku w tej samej skali.

Reklama

Drugim negatywem były sankcje zwrotne nałożone przez Rosję, która od dzisiaj na rok zakaże importu owoców, warzyw, mięsa, ryb, mleka i przetworów mlecznych z USA, Unii Europejskiej, Australii, Kanady i Norwegii. Dla nas nie powinno to być specjalnym zaskoczeniem, gdyż nasz kraj jako jeden z pierwszych doznał ograniczeń eksportowych. Teraz podobny los spotykał po prostu innych.

Wydarzeniem dnia miało być posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego i na Zachodzie z pewnością tak było. Mario Draghi nie powiedział jednak nic nowego poza wskazaniem zagrożenia związanego z napięciem geopolitycznym. Wszyscy jednak dobrze zdają sobie z tego sprawę, podobnie jak z faktu, że EBC przygotowuje program skupu aktywów, ale wciąż wydaje się ostrożny co do jego faktycznego uruchomienia. Być może czeka na właściwy moment, gdy nastroje na rynku będą na tyle fatalne, by je próbować podreperować.

W przypadku naszego rynku liczyć mogły się również wyniki publikowane przez spółki. Dzisiaj w końcu można było dostrzec ich wpływ na wycenę akcji. Bardzo dobre rezultaty i podwyżka prognoz została bowiem przyjęta z zadowoleniem przez akcjonariuszy spółki Kęty. Niezłym wynikiem pochwaliło się Sygnity, a Asbis obiecywał, że po trudnej pierwszej połowie roku druga będzie już lepsza. Z kolei Alior kontynuował bankową tradycję poprzez publikację wyników zbliżonych do oczekiwań. Wszystkim tym spółkom szkodziła dzisiejsza słaba koniunktura, ale ostatecznie z wyjątkiem Aliora udało się zanotować mniejsze lub większe wzrosty.

Tego samego o całym rynku powiedzieć nie można. Na wartości traciły bowiem wszystkie segmenty rynku, a sprzedającym musieli być nie tylko inwestorzy zagraniczni, ale również krajowe TFI. Jak widać do spadków nie potrzeba funduszy emerytalnych, a słaby rynek może napędzać się sam.

Łukasz Bugaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »