Reklama

Niemiecka giełda najniżej od dwóch lat, frank po 3,81 PLN

Bez obecności świętujących dziś inwestorów z USA europejskie giełdy tonęły w czerwonym kolorze. Ok. godz. 17 niemiecki DAX spadał o 5 proc. i znajdował się poniżej ustalonych w sierpniu dołków, WIG20 poruszał się ponad 3 proc. poniżej piątkowego zamknięcia. Jedynym pocieszeniem mogą być niewielkie obroty.

Fakt, że niemiecki indeks zachowywał się słabiej niż jego odpowiedniki z Grecji, Hiszpanii czy Włoch to niewątpliwie skutek przegranych wyborów lokalnych przez partię Angeli Merkel - CDU w tym roku nie zwyciężyła w żadnym z sześciu landów, w których obywatele zabierali głos.

Swoje zrobiła także informacja agencji ratingowej Standard&Poor's, że w przypadku gdyby emisja euroobligacji przez strefę euro doszła do skutku, otrzymają one ocenę taką, jak najsłabsze ogniwo strefy, a nie jest sekretem, że śmieciowy rating raczej nie pomoże pozyskać niskim kosztem kapitału z rynku na ratowanie Hiszpanii czy Włoch. Mówiąc o tych ostatnich warto przypomnieć, że tylko w tym tygodniu wygasają obligacje o łącznej wartości blisko 15 mld euro, co sprawi, że inwestorzy ze szczególną uwagą będą śledzić prace legislacyjne nad złagodzonym już pakietem reform.

Reklama

Bieżące dane nie były bezpośrednią przyczyną ucieczki inwestorów od ryzyka choć pozostawiały sporo do życzenia. Ze spadku europejskich indeksów PMI dla sektora usług wynika, że koniunktura gospodarcza na Starym Kontynencie jest najgorsza od dwóch lat, ale w dzisiejszych publikacji można wyciągnąć także kilka pozytywnych wniosków.

Najniższy poziom od września 2009 r. w przypadku indeksu PMI dla sektora usług strefy euro (51,5 pkt) oraz najniższy poziom od sierpnia 2009 r. zbiorczego wskaźnika PMI composite (50,7 pkt) to, po pierwsze, cały czas wyniki powyżej 50 pkt., co oznacza rozwój. Powyżej tego kluczowego poziomu utrzymują się również indeksy PMI dla największych gospodarek strefy euro Niemiec (51,1 pkt) i Francji (56,8 pkt), które w sierpniu spadły łagodniej niż prognozowali ekonomiści.

Po drugie, konsumenci w strefie euro nie zaciskają drastycznie pasa, co daje nadzieję, że gdyby politycy przeforsowali wkrótce niepopularne projekty programów porządkujących finanse publiczne, gospodarstwa domowe nie popadłyby w skrajny pesymizm i nie zrezygnowałyby z zakupów podstawowych towarów i usług. W lipcu sprzedaż detaliczna w strefie euro wzrosła o 0,2 proc. m/m, natomiast w odniesieniu do poziomu sprzed roku skurczyła się o 0,2 proc., przy znacznie gorszych oczekiwaniach ekonomistów (ok. -1 proc. r/r).

Po południu srebro było o ponad 4 proc. droższe niż w piątek, amerykańskie obligacje trzydziestoletnie podrożały o ok. 2 proc., a na rynku walutowym frank, pomimo zaskakującej deklaracji banku centralnego Szwajcarii, umacniał się zarówno wobec euro (kurs EURCHF spadł do 1,105 CHF), jak i złotego (3,81 PLN). Przy tak ewidentnej ucieczce inwestorów od ryzyka zaskakujące jest zachowanie cen produktów rolnych. W poniedziałek drożały bowiem kukurydza, soja, owies i pszenica.

Łukasz Wróbel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »