Reklama

Niepewność odbiera ochotę do handlu

Przebieg dzisiejszej sesji wskazuje, że bez impulsów płynących z gospodarki, rynki nie mogą się zdecydować, w którą stronę podążyć. O rosnącej niepewności świadczą bardzo mizerne obroty, i to nie tylko na warszawskim parkiecie. Inwestorów nie były w stanie rozruszać zwyżkujące kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy. Po ośmiu wzrostowych sesjach za oceanem, rośnie ryzyko spadkowej korekty.

Polska GPW

Reklama

Byki na warszawskim parkiecie zaczęły tydzień bardzo odważnie. Indeks największych spółek zyskiwał na otwarciu 1,45 proc., a WIG rósł o prawie 1,1 proc. Skala zwyżki szybko jednak została zredukowana do około 0,5 proc. i na tym poziomie główne wskaźniki utrzymywały się przez kilka godzin, zmieniając swoją wartość jedynie symbolicznie. Z próbą podniesienia rynku mieliśmy do czynienia wczesnym popołudniem, jednak podaż nie dawała za wygraną. Cała ta "gra" odbywała się przy bardzo niskich obrotach. Około godziny 14.00 ledwie przekroczyły 400 mln zł, z czego 150 mln zł przypadało na pięć największych spółek.

Największe wzrosty były udziałem akcji Pekao i Telekomunikacji Polskiej, zyskujących po około 2 proc. Po ponad 1 proc. rosły notowania BZ WBK, KGHM, Lotos i PKN Orlen. Po końcowym fixingu indeks największych spółek zyskiwał 0,79 proc., WIG zakończył dzień wzrostem o 0,55 proc., mWIG40 zyskał 0,08 proc., a sWIG80 wzrósł o 0,26 proc. Obroty wyniosły zaledwie 746 mln zł.

Giełdy zagraniczne

Wall Street nie przejęła się zbytnio podwyższeniem stopy dyskontowej przez Fed i w piątek indeksy nieznacznie zyskały na wartości. S&P500 zakończył sesję tuż pod poziomem 1110 punktów. Wspinaczka wciąż jest kontynuowana, a fala wzrostowa liczy sobie już osiem sesji. W tym czasie indeks zwiększył swoją wartość o 5 proc. i nie widać, by miał zamiar na tym poprzestać.

Spokojna reakcja amerykańskiej giełdy na decyzję Fed rozochociła inwestorów w Azji. Po kilkudniowym świętowaniu nowego roku, działały już wszystkie giełdy i na niemal wszystkich notowano spore wzrosty. Liderem był Nikkei, który zyskał aż 2,74 proc. Japończyków ucieszył słabnący jen, wspierający tamtejszych eksporterów. O 2,4 proc. zwiększył swoją wartość wskaźnik w Hong Kongu, o niemal 1,6 proc. wzrósł indeks na Tajwanie. Z tej "ogólno wzrostowej" tendencji wyłamała się giełda w Chinach. Shanghai B-Share zniżkował o symboliczne 0,04 proc., zaś Shanghai Composite stracił prawie 0,5 proc.

Główne giełdy europejskie zaczęły dzień od niewielkiej zwyżki. Indeksy w Paryżu i Londynie zyskiwały na otwarciu po około 0,3 proc., a niemiecki DAX rósł o 0,2 proc. Nastroje jednak szybko się pogorszyły i jeszcze przed południem wskaźniki w Paryżu i Frankfurcie znalazły się pod kreską. Na parkietach naszego regionu przeważały wzrosty. Indeks w Bukareszcie rósł przed południem o 1,5 proc., wskaźniki w Budapeszcie, Pradze i Warszawie zyskiwały po około 0,5 proc. Spadkowo było w Sofii, Tallinie i Rydze. O prawie 1,5 proc. zwyżkował indeks w Atenach, dzięki pogłoskom, że Europa szykuje program pomocowy dla Grecji o wartości 20-25 mld euro. Jednak w Hiszpanii spadek sięgał 1 proc. Do końca dnia sytuacja nie uległa większym zmianom. CAC40 tuż po godzinie 16.00 tracił 0,15 proc., DAX zniżkował o 0,3 proc., a londyński FTSE znalazł się na poziomie piątkowego zamknięcia.

Waluty

Od kilku dni mamy do czynienia ze sporymi wahaniami na światowym rynku walutowym. W środę i czwartek przyniosły one dynamiczne umocnienie się amerykańskiej waluty wobec euro. Kurs euro spadł z 1,378 do 1,344 dolara, czyli o ponad 3 centy.

W piątek nastąpiło wyraźne odreagowanie tej tendencji. Zakończyło się ono dziś rano, gdy za euro płacono 1,365 dolara. Od tego momentu "zielony" znów przejął inicjatywę, umacniając się wczesnym popołudniem do poziomu poniżej 1,36 dolara za euro.

Nasza waluta podążała śladem wydarzeń na światowym rynku. W piątek rano za dolara trzeba było płacić prawie 2,98 zł, dziś rano już tylko 2,897 zł. Po tym, jak dolar zaczął się umacniać wobec euro, kurs amerykańskiej waluty podskoczył do 2,92 zł. Kurs euro poruszał się w przedziale od 3,95 do 3,98 zł. Za franka trzeba było płacić 2,69-2,71 zł.

Podsumowanie

Dramatycznie niskie obroty wskazują, że nie ma zbyt wielu chętnych do kupowania akcji. Trwająca od kilku dni zwyżka nie jest wystarczającą zachętą. Zresztą, w przypadku głównych indeksów ostatnia fala wzrostowa przechodzi coraz wyraźniej w ruch boczny.

Od pięciu sesji WIG20 porusza się w przedziale 2220-2290 punktów, a indeks szerokiego rynku między 38 a 39 tys. punktów. Jeśli byki nie zdobędą się na większy wysiłek, podaż może zacząć przeważać. Za to w przypadku wskaźników małych i średnich firm trend wzrostowy jest bardzo wyraźny, choć obroty także nie są zachwycające.

Roman Przasnyski

Dowiedz się więcej na temat: niepewność | WIG | giełdy | wskaźniki | waluty | byki | handel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »