Reklama

Nowy cel OPEC dla cen ropy: 50 dolarów za baryłkę?

W ostatnim czasie sytuacja na rynku ropy uległa niemałej zmianie. Wielu inwestorów uwierzyło, że zobaczyliśmy już dołek cen i kupują surowiec w nadziei na dalsze odreagowanie. Warto przytoczyć dane o liczbie otwartych pozycji na kontraktach, która wynosi niemalże 518 000, co jest wartością rekordowo wysoką i wskazującą na wysokie zainteresowanie kapitału typowo spekulacyjnego.

W ostatnim czasie sytuacja na rynku ropy uległa niemałej zmianie. Wielu inwestorów uwierzyło, że zobaczyliśmy już dołek cen i kupują surowiec w nadziei na dalsze odreagowanie. Warto przytoczyć dane o liczbie otwartych pozycji na kontraktach, która wynosi niemalże 518 000, co jest wartością rekordowo wysoką i wskazującą na wysokie zainteresowanie kapitału typowo spekulacyjnego.

Mimo ciągłej nadprodukcji, wsparcie dla cen przychodzi z dwóch kierunków. Pierwszym są deklaracje członków OPEC, które nabrały nowego znaczenia po zawarciu porozumienia o zamrożeniu produkcji. Przykładowo nigeryjski minister ropy, Emmanuel Ibe Kachikwu, powiedział, że niektóre kraje członkowskie kartelu planują kolejne spotkanie w Rosji w okolicach dnia 20 marca.

Jednocześnie oczekuje on, że rezultat rozmów spowoduje "dramatyczną" reakcję po stronie cen surowca. Dodaje, że celem jest dojście ceny baryłki ropy do $50. Później wypowiedziane słowa przez przedstawiciela krajów Zatoki Perskiej każą jednak podobne deklaracje traktować z lekkim przymrużeniem oka.

Reklama

Z serca kartelu dochodzą bowiem informacje, że nie ustalono jeszcze miejsce czy daty spotkania, a kraje zatoki preferują, by odbyło się ono w pierwszej połowie kwietnia i w Doha. Drugą ważną kwestią są dane produkcyjne z USA, które przez ostatnie sześć tygodni pokazują konsekwentny spadek wydobycia. Aktualnie oczekiwać można, że w tym roku produkcja spoza krajów OPEC spadnie o 850 000 baryłek, z czego aż 760 000 będzie pochodziło z mniejszego wydobycia w USA. Oznaczałoby pierwszy spadek produkcji od 2008 roku.

Cena czarnego złoto dotarła jednak do ważnej strefy oporu w okolicach $35 i mimo dalszych wzrostów cen innych surowców, szczególnie miedzi, nie kontynuują wcześniejszego rajdu. Dalszy los ceny zależeć może od dzisiejszych comiesięcznych danych z amerykańskiego rynku pracy, które tradycyjnie prowadzą do sporej zmienności na rynku walutowym i w konsekwencji w spektrum surowcowym.

ZŁOTO

Na przełomie stycznia i lutego złoto ponownie zyskało miano bezpiecznej przystani w okresie poważnego wzrostu awersji do ryzyka i obaw o globalną koniunkturę. Wydawało się, że wraz z poprawą nastrojów i umocnieniem się dolara, apetyt na kruszec wyraźnie zmaleje. Nie do końca tak się jednak dzieje. Wystarczy wspomnieć, że od 7 stycznia aktywa największego funduszu ETF, SPDR Gold Trust GLD, rosną każdego dnia za wyjątkiem dwóch w połowie lutego.

Warto dodać, że w tym krótkim czasie odkupiono ponad 80 proc. zasobów sprzedanych w poprzednich dwóch latach. Wskazuje to na siłę popytu, który ujawnił się również wczoraj. Osłabienie się dolara wykorzystane zostało do wybicia z formacji trójkąta oraz naruszenia poprzednich maksimów. Wygląda na to, że każda słabość amerykańskiej waluty jest wykorzystywana do dalszej większej akumulacji kruszcu, a kolejną ku temu okazją będą potencjalnie słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy, które na rynku złota prowadziłyby do tradycyjnie większej reakcji niż w przypadku innych surowców.

Łukasz Bugaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »