Reklama

Nowy szczyt, ale niezbyt istotny

WIG20 wzrósł po raz trzeci z rzędu poprawiając na zamknięciu szczyt trwającego od początku lipca trendu wzrostowego. Jednak towarzyszyły mu skromne obroty, sygnał przewagi optymistów nie jest więc klarowny.

Oczywiście wszystko da się wytłumaczyć. Rynek odpoczywa po poniedziałkowym wzroście (o 2,7 proc.), znalazł się bardzo blisko tegorocznego szczytu (2620 pkt - zostało ich jeszcze 65 do przejścia), gdzie być może wycofała się podaż. Jeśli przyjąć, że tak wygląda korekta (dwa dni skromnych, ale jednak zwyżek), to rynek prezentuje się nadal bardzo mocno.

Reklama

Po drugie, nie tylko w Warszawie inwestorzy ociągali się dziś z decyzjami, przynajmniej do czasu publikacji danych z USA. Pierwsze z nich - o liczbie nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym (informację podało ADP, dane rządowe poznamy w piątek) okazały się nieco lepsze od oczekiwanych (liczba miejsc pracy wzrosła o 42 tys. etatów w lipcu, spodziewano się, że będzie to 30 tys.) i pozwoliły na większy optymizm w końcówce notowań (mimo spadków w pierwszych godzinach handlu). Kolejne dane publikowano o 16:00. Indeks ISM dla sektora usług wzrósł do 54,3 z 53,8 proc. miesiąc wcześniej. Ekonomiści oczekiwali zaś spadku do 53,7 proc. Zatem także te informacje mogły mieć pozytywne przełożenie na przebieg notowań, jednak po początkowym wzroście o 0,5 proc., w chwili zakończenia handlu w Warszawie, S&P zyskiwał już tylko 0,1 proc. U nas skala wzrostu WIG20 nie pozwoliła na pokonanie wczorajszego szczytu intra-day, więc trudno na tej podstawie budować optymistyczne scenariusze. Zwłaszcza, że obroty które towarzyszyły wzrostom na GPW były najniższe od trzech tygodni i aż o połowę niższe niż w czasie poniedziałkowej sesji. Mówiąc krótko - wzrost jest zbyt słaby, by nie mógł przerodzić się w realizację zysków, choćby na jutrzejszej sesji.

Na innych rynkach europejskich sprawy wyglądały bardzo podobnie - początkowe spadki udało się przekuć w skromne zwyżki indeksów, którym towarzyszyły bardzo umiarkowane obroty. Inwestorzy mogą oczekiwać na piątkowe - już oficjalne - dane z rynku pracy w USA.

U nas publikacja raportów BRE i Pekao nie wywarła większego wrażenia. Wyniki były zgodne z oczekiwaniami, zatem i reakcja była nieznaczna - BRE nie zmienił wartości, akcje Pekao zyskały 0,35 proc. W statystyce mieliśmy niemal idealną równowagę - 153 papiery podrożały, 149 potaniało.

Euro straciło dziś do dolara to, co wczoraj zyskało i pod koniec dnia wyceniano je na 1,315 USD. Złoty jednak i tak umocnił się, kiedy resort finansów pochwalił się dobrymi wynikami aukcji obligacji 2- i 5-letnich. Frank spadł do 2,89 PLN (o 0,8 proc.) schodząc poniżej 2,90 PLN po raz pierwszy od dwóch miesięcy. Kurs euro spadł o 0,3 proc. (3,987 PLN), zaś dolar podrożał w takim samym stopniu (3,031 PLN).

Po rajdzie z ostatnich dni cena ropy zrobiła przystanek w okolicach 82 USD za baryłkę, dziś spadając o 0,4 proc. Złoto - po trzytygodniowej przerwie - wróciło powyżej 1200 USD za uncję (wzrost o 1,2 proc.), ponieważ rynek spodziewa się, że Fed zaproponuje we wtorek ilościowe luzowanie polityki pieniężnej, co mogłoby sprzyjać cenom złota. Miedź natomiast zyskała 0,4 proc., nie ustanawiając nowego szczytu.

KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ

Emil Szweda, Open Finance

Dowiedz się więcej na temat: szczyt | Ale | nowym | WIG20

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »