Reklama

Obawy o hiszpański dług zahamowały wzrosty.

Po kilku pozytywnych informacjach i wzrostach na światowych giełdach, powrócił czas obaw o najbardziej zadłużone kraje. Zapowiedzi MFW o lepszych perspektywach dla światowej gospodarki poszły w niepamięć. Na pierwszy plan wysunęły się problemy z zadłużeniem hiszpańskiej gospodarki.

Już na otwarciu wczorajszych giełd widać było pod denerwowanie. Mimo dobrze zapowiadających się notowań, większość parkietów rozpoczęła notowania na minusie. Powód jest tylko jeden. Problem z hiszpańskim długiem. Inwestorzy z coraz większą nieufnością patrzą na rząd hiszpański. Zapewnienia premiera Mariano Rajoya o sytuacji gospodarki nie przekonują inwestorów. Niespłacone pożyczki tego państwa w lutym b.r. stanowiły już 8,16 proc. całkowitego zadłużenia. Dla zobrazowania tej sytuacji, w 2007roku wartość ta była poniżej 1 proc. (dane z Hiszpańskiego Banku Centralnego).

Reklama

To nie jest jedyny problem Hiszpanów. Rekordowe bezrobocie, które obecnie jest na poziomie 24 proc. powoduje trudności ze spłacaniem długów tego państwa, które w czasie dobrej koniunktury i dobrze rozwijającej się branży mieszkaniowej, spowodowały zaciąganie kredytów na potęgę. Przy lawinowo rosnącym bezrobociu, spłacalność kredytów raptownie spada. To największe zagrożenie dla hiszpańskich banków. Instytucje finansowe obawiają się tez spadających cen nieruchomości. Coraz mniej Hiszpanów stać na zakup mieszkania i zyski z kredytów jakie były generowane przez tamtejszy system bankowy, spadły do poziomów niewidzianych od wielu miesięcy. Oliwy do ognia dolewają też sami mieszkańcy. Po ogłoszeniu przez rząd hiszpański planu reform, a co za tym idzie, cięć w sektorze publicznym, spowodowało to falę protestów w dużych miastach. Hiszpanie maja już dość zaciskania pasa i nakładania na nich kolejnych obciążeń.

Dobre nastroje z poprzednich dni popsuły także gorsze dane makroekonomiczne. Tym samym środowa sesja zamiast spodziewanych wzrostów, zakończyła dzień na dużym minusie. WIG20 spadł 1,09 proc. pod kreskę. Z Polski napłynęły dane o spadającym poziomie zatrudnienia w stosunku do poprzedniego miesiąca (spadek o 0,1 proc. w porównaniu do lutego). Do spadków na warszawskiej giełdzie przyczyniła się także wypowiedź prezesa KGHM-u o możliwym przejęciu TAURONU. Po ogłoszeniu tej informacji kurs KGHM spadał ponad 3 proc. To miało duży wpływ na cały indeks.

Podobne spadki zanotowały największe europejskie giełdy. DAX zakończył notowania 1,01 proc. na minusie, a francuski CAC-40 aż 1,59 proc. pod kreską. Tylko angielski FTSE250 zakończył na lekkim 0,05 proc. plusie. W USA też obserwowaliśmy sesje spadków. Już na otwarciu DOW JONES INDU tracił ponad 0,5 proc. i ostatecznie zakończył notowania z 0,63 proc. stratą. Biorąc pod uwagę małą stabilność wzrostów na światowych giełdach i szybką realizacje zysków, przy lekko negatywnych informacjach, nie trudno zgadnąć, co będzie się działo przy większej ilości negatywnych danych. Pytani analitycy nie są przekonani do długich spadków, ale i wzrosty są dla nich nie do końca oczywiste. Najlepszą radą jest szukanie spółek o dobrych fundamentach. Wykorzystując raptowne spadki cen akcji po publikacji danych, można je kupować oraz szybko realizować zyski po uspokojeniu się sytuacji na kolejnych sesjach. Historia pokazuje, że na rynku rządzi strach i rządza pieniądza. Ale to jednostki zarabiają na spadkach i stosując metodę, "jak się krew leje, to kupuj", osiągają nieprzeciętne wyniki.

KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ

Michał Chudy

Noble Securities

Dowiedz się więcej na temat: obawa | wzrosty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »