Reklama

Oczekiwanie na kluczowe wydarzenia

Czwartkowa sesja okazała się bardzo ciekawa, albowiem rynki akcji, walut czy surowców; nie zachowywały się w jednolity sposób.

Po znaczących wzrostach na Wall Street dzień wcześniej i dotarciu przez indeks SP 500 do poziomu 1200 pkt, Azja nie powieliła w czwartek rano tego optymizmu i zarówno giełdy w Tokio, jak i w Hong Kongu kończyły dzień dużo gorzej niż zaczynały - chińska giełda finiszowała pod kreską. Europa już z samego rana podzieliła się na dwa obozy. Skutkiem tego podziału było to, że giełdy zachodnie radziły sobie dużo lepiej niż rynki w naszym regionie.

Podczas gdy w Londynie czy we Frankfurcie dominowały wzrosty; Warszawa, Moskwa czy Budapeszt pozostawały pod kreską. BUC stracił dziś niemal 2 procent. Po silnym wzroście dzień wcześniej jakieś wyhamowanie było oczywiście konieczne. Poza korektą wzrostu cen akcji, bardzo negatywnie zachowywał się jednak przez cały dzień - nasz złoty. Narastająca presja wokół Grecji, spowodowała nieznacznie osłabienie euro i dużo większe - walut krajów będących poza strefą euro.

Reklama

Indeks WIG20 poruszał się cały dzień w wąskim jednoprocentowym pasmie wokół zamknięcia ze środy, co jakiś czas wychodząc na niewielki plus. Nastrojów nie zmienił nawet bardzo udany początek sesji na Wall Street. Zakończyliśmy dzień spadkiem WIG20 o 0,2 proc., przy - kolejny raz, niskim obrocie. Mocno ciążyły akcje Pekao SA, tracąc na wartości 3%. Ponad 5 procent przecenione zostały walory GTC, pomimo podwyższenia rekomendacji przez Citibank do "akumuluj".

Na drugim biegunie był zyskujący ponad 3 procent - TVN. Decyzje banków centralnych, jakie "przemknęły" przez rynki wczesnym popołudniem były zgodne z oczekiwaniami. Zarówno Bank Anglii, jak i EBC, nie dokonały zmiany poziomu stóp procentowych. Podczas konferencji prasowej, szef EBC poinformował jednak o obniżce prognozy dla dynamiki PKB w strefie euro i jednoczesny brak zagrożeń inflacyjnych, dając poniekąd sygnał, że można już powoli dyskontować możliwość obniżki stóp przez EBC.

Czwartek, to także końcowa faza oczekiwania na dwa kluczowe wydarzenia - miesiąca, a może i roku? Szef FED ma wieczorem naszego czasu (już po zamknięciu GPW w Warszawie) poinformować o perspektywach gospodarczych USA i możliwych działaniach FED. Niedługo potem (o pierwszej w nocy z czwartku na piątek naszego czasu) prezydent Obama ma, z kolei przemawiać o planach tworzenia miejsc pracy co miałoby się odbyć przez wdrożenie wartego 300 miliardów dolarów pakietu, zawierającego zarówno ulgi podatkowe, jak też - centralne inwestycje w infrastrukturę.

W oczekiwaniu na to wydarzenie giełdy rosły już od wtorku. Inwestorzy liczą na niestandardowe działania ze strony rządu i FED (chyba nie przypadkiem jedno wystąpienie ma miejsce wkrótce po drugim), których efektem będzie zasilenie gospodarki i gospodarstw domowych w kapitał (nieco inna od wcześniejszych forma QE), co mogłoby się przełożyć na lepszą koniunkturę gospodarczą i giełdową.

Oczekiwania są duże i może być im naprawdę trudno sprostać. W piątek obudzimy się być może w całkiem nowej, oby lepszej, rzeczywistości ekonomicznej.

Jacek Tyszko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »